To niemożliwe? Nie tutaj!

Lądujemy w pustynnych klimatach. Wokół palmy, dwa potężne lwy, Niewiasta depcząca węża i rozgrzane do czerwoności skały. Tym razem i na zewnątrz jasnogórskiego giganta panuje podobna temperatura. Najsłynniejsze polskie sanktuarium mimo pandemii przeżywa letnie oblężenie.

Błogosławiony Euzebiusz z Ostrzyhomia miał duchową wizję. Ujrzał wiele maleńkich płomyków, które łącząc się, tworzyły potężny ogień. Proroctwo się spełniło. Dziś, 750 lat po jego śmierci, we wszystkich paulińskich klasztorach trwa Rok Jubileuszowy. W czasie pandemicznego narodowego zamknięcia w transmitowanym z kaplicy Cudownego Obrazu Apelu Jasnogórskim uczestniczyło 10 tys. ludzi, a we Mszy Świętej – aż 2 mln. Dziś najpopularniejsze polskie sanktuarium przeżywa kolejne wakacyjne, pielgrzymkowe oblężenie.

To nie jest zbyt normalne

„Kto wziął ścierki od Matki Boskiej?” – słyszałem tu, gdy przygotowywałem artykuł o Jasnej Górze od kuchni. Pisałem o gigantycznym dworze Królowej ze świtą ponad setki mężczyzn w białych habitach. Wiele razy pisaliśmy o tym, że ten duchowy konglomerat ma wiele wspólnego z eremicką samotnością i spaloną słońcem pustynią. Czy w takim potężnym klasztorze można poczuć się jak w domu?

– Tak. Jasna Góra jest domem dlatego, że… mieszka tu Matka – uśmiecha się o. Marcin Ciechanowski, który od maja jest podprzeorem tego wielkiego klasztoru (pomaga o. Samuelowi Pacholskiemu, który rozpoczął swą posługę w Dniu Matki i na trzy lata przejął pieczęcie klasztoru. Został 131. przeorem klasztoru, którego pierwszy przełożony mianowany był już w 1382 roku). – Bez Niej byłoby to niemożliwe. Kto to widział: 110 facetów pod jednym dachem? To nie jest zbyt normalne… Bóg jednak sprawia, że niemożliwe staje się możliwe.

Patrząc jedynie po ludzku, niemożliwe jest wypełnienie ślubów zakonnych: czystości, posłuszeństwa i ubóstwa. Niemożliwe jest chodzenie po wodzie, niemożliwe jest nadstawianie drugiego policzka, niemożliwe przebaczenie 77 razy… Ale od czego jest Bóg?

– Moja relacja z Maryją jest szczególna – opowiada szczerze o. Marcin. – Gdy byłem kilkumiesięcznym dzieckiem, zostawiła na​​s moja mama. Pamiętam, że gdy miałem kilkanaście lat, znalazłem w skrzynce z narzędziami obrączkę ślubną taty. Przywiozłem ją tu, na Jasną Górę, ofiarowując jako wotum. Prosiłem wówczas z całego serca Maryję, by mama się odnalazła. Przed dwudziestu laty, w 2000 roku, Roku Świętym, jubileuszowym, gdy byłem już w zakonie i do domu rodzinnego w Bydgoszczy zajechałem jedynie na dwa dni, mama się odnalazła. Tata spotkał ją pod naszym domem. To był pierwszy cud. Drugi? Rodzice pojednali się ze sobą… Może dlatego, że mamę poznałem dopiero jako 25-latek, mam tak dobrą relację z Maryją? – zastanawia się paulin. – Stała mi się bardzo bliska. Mamy prawdziwie rodzinną relację… Doświadczyłem tego, że jest osobą, która bardzo poważnie nas traktuje, słucha i ­wysłuchuje. To dzięki Niej pojednała się nasza rodzina. To, co po ludzku było niemożliwe, stało się faktem. ​Dlaczego zostałem paulinem? Gdy byłem małym chłopcem, przychodziłem pieszo na Jasną Górę. W Bydgoszczy, gdzie się wychowałem, sporo czasu spędzałem w kaplicy Matki Bożej Jasnogórskiej. Wierzę, że to Ona mnie tu pociągnęła….

– Dom jest tam, gdzie matka. I tam, gdzie bracia – dopowiada o. Michał Legan, od kilku miesięcy rzecznik prasowy jasnogórskiego klasztoru. – Otaczają cię ludzie, którzy troszczą się o ciebie. Wiem, co mówię, bo często tego doświadczam. Jasne, są i konflikty, jak w każdym domu. Moja rodzinna Zielona Góra jest dla mnie jak matka, Kraków, gdzie studiowałem filmoznawstwo, jak pierwsza miłość, a Jasna Góra to żona. Dojrzała miłość, której chcę być wierny do końca życia.

Jak w ulu

Pierwsze skojarzenie ze słowami „Jasna Góra”? – Ciocia Genia – uśmiecha się rzecznik prasowy klasztoru. – To ona odkryła przede mną – nastolatkiem to miejsce. Pracowała tu. Powiedziała, że mogę przyjeżdżać, by w potężnej klasztornej bibliotece godzinami czytać książki. Nie trzeba było mi dwa razy powtarzać… Zaczytałem się w Jasnej Górze na dobre…

Ruch jak w ulu. Pielgrzymka za pielgrzymką. Mimo pandemii często nie można tu wetknąć szpilki. W chwili gdy stukam w klawiaturę, pisząc ten tekst, agencje donoszą, że papież Franciszek błogosławi jasnogórskich pątników: „Towarzyszę w myślach i modlitwie setkom pielgrzymów, którzy z Warszawy, Krakowa, Białegostoku i z innych miast w Polsce wędrują pieszo do sanktuarium Czarnej Madonny. Ta pielgrzymka, odbywana z należytą ostrożnością, konieczną w sytuacji pandemii, niech będzie dla was wszystkich czasem refleksji, modlitwy i braterstwa w wierze i w miłości. 15 sierpnia przypada stulecie historycznego zwycięstwa wojsk polskich, zwanego »Cudem nad Wisłą«, które wasi przodkowie przypisywali interwencji Maryi. Niech dzisiaj Matka Boża pomoże ludzkości zwyciężyć koronawirusa, a wam, waszym rodzinom i całemu narodowi polskiemu niech zapewni obfitość łask”.

Paweł Pierwszy Pustelnik (od niego pochodzi nazwa zakonu) był eremitą, który ponad 90 lat spędził w odosobnieniu. Żywił się daktylami i połową chleba, który miał mu do jaskini przynosić kruk. Jego grób – głosi pobożna tradycja – wykopały dwa lwy. Ich wizerunki spotykam tu na każdym kroku…

Paulini uwijają się przy pielgrzymach. Czy ich dewiza: „Solus cum Deo solo” (Sam na sam z Bogiem) nie jest jedynie baaardzo pobożną metaforą? – Bez modlitwy nie ma co wychodzić do posługi – twierdzi o. Michał Legan. – Wciąż przekonujemy się, że nie chodzi o to, by sobie stworzyć zewnętrzną idealną przestrzeń do modlitwy, bo może się okazać, że wokół jest pusto, a w sercu panuje chaos, krzyk, bunt. Jeśli człowiek nie będzie miał wolności w sercu, to ta zewnętrzna nic mu nie da. Gdy 14 sierpnia wchodzi na Jasną Górę pół Polski, my spokojnie odmawiamy jutrznię i godzinę czytań… Które miejsce w klasztorze jest moim ukochanym? Moja cela. Tu spędzam życie. I na modlitwie, i na odpoczynku, i na spotkaniach z gośćmi. To moje pierwsze miejsce obcowania z Bogiem. Nie bez powodu malutka cela wypełniona jest wizerunkami Najświętszego Oblicza.

– Mimo mnóstwa obowiązków musimy znaleźć czas na obcowanie sam na sam z Bogiem, na czytanie Biblii, odmawianie Różańca – dopowiada o. Piotr Stanikowski, który jest tu od niedawna i zdarza mu się jeszcze pogubić w labiryncie klasztornych korytarzy. – To dla mnie jak haust świeżego powietrza, łyk zimnej wody. Modlę się sercem. Jak dziecko. Mówię Maryi o wszystkim. Tu, w kaplicy Cudownego Obrazu, czuję się przyjęty z całą historią mojego życia, z całym bagażem… Widziałem ludzi, którzy odzyskiwali tu nadzieję po 25 latach. Widziałem cuda pojednanych małżeństw…

Paradoksalnie nasze powołanie odkryliśmy na nowo wiosną, w czasie pandemii, gdy klasztor opustoszał, a po kaplicach hulał wiatr. To wówczas Bóg pokazał nam, po co tu jesteśmy – podsumowuje o. Legan. – Naszym podstawowym powołaniem jest pustynia, szukanie samotności, ucieczka od ludzi. A z drugiej strony, typowe dla miejsca kultu maryjnego wychodzenie do pielgrzymów, słuchanie, spowiadanie. Można powiedzieć, że Matka Boska trochę popsuła nasze plany na życie zakonne – wybucha śmiechem o. Michał.

By nie wyszedł dinozaur

– Maryja jako Matka nas formuje – dopowiada o. Marcin Ciechanowski. – Pamiętam, że w domu rodzinnym na Wielkanoc babcia, oprócz tych wszystkich świątecznych bab i innych smakołyków, przygotowywała baranka z masła. Czarne oczy z pieprzu, zielone uszy. Kiedyś sam próbowałem takiego ulepić, ale wyszedł mi raczej dinozaur. (śmiech) Pamiętam, jak babcia powiedziała: „Marcin, co ty robisz? Weź formę!”. Gdy wcisnąłem w nią masło, wyszedł idealny baranek. Mam wrażenie, że dokładnie to samo robi z nami Matka Boża. Ona jest formą. Jeśli sam będę chciał się poprawić, być lepszym, wyjdzie ze mnie dinozaur. Co innego, gdy dam się Jej poprowadzić…

– Na Jasnej Górze Maryja od wieków powtarza jedno zdanie z Kany: „Zróbcie wszystko, cokolwiek mój Syn wam powie” – wyjaśnia o. Legan. – Jak radzimy sobie z czterema milionami pielgrzymów rocznie? Czy ja wiem, czy sobie radzimy? Jesteśmy jak słudzy w Kanie. Dostali po ludzku irracjonalne, bezsensowne zadanie: w środku wesela mieli przynieść wodę. Ich posłuszeństwo zostało jednak nagrodzone. Mógł się wydarzyć cud. My, paulini, nosimy wodę. I wierzymy, że Bóg zrobi resztę.

Najmądrzejszy obraz świata

– Jasna Góra ma najmądrzejszy obraz maryjny w Polsce. Mówię to, mając świadomość, że narażam się wielu ludziom – opowiada abp Grzegorz Ryś. – To jest obraz od początku do końca chrystocentryczny. Maryja pokazuje jednoznacznym gestem na Jezusa. Mój mistrz ks. Jan Kracik mawiał, że gest prawej dłoni Maryi wskazującej na Jezusa streszcza wszystkie mariologie… Tu ludzie doświadczają Bożej obecności. I to w najgłębszych wymiarach, np. w czasie spowiedzi.

Czy ludzie nie traktują tego miejsca magicznie? – Spotkałem kobietę, która zadała mi krótkie pytanie: „Gdzie jest ten obraz, który spełnia wszystkie życzenia?” – wspomina o. Michał Legan. – Zatkało mnie. Początkowo się obruszyłem, ale potem pomyślałem, że w każdym z nas drzemie pokusa bałwochwalstwa, które nawet największą świętość zamienia w bożka. Jasna Góra nie jest magiczna. Nie ma żadnej energii. Cała jej siła bierze się z Boga. Największe cuda dokonują się nie w świetle reflektorów, ale w zaciszu konfesjonałów. Ilu przemian serc byłem świadkiem! Spowiadałem dilerów, którzy pragnęli zmienić swe życie. Nie powiem nic więcej. Tajemnica spowiedzi…

– Który wizerunek Maryi jest najpiękniejszy i dlaczego właśnie jasnogórski? – uśmiecha się o. Piotr Stanikowski. – Tu Maryja jest zraniona. Widać, że doświadczyła odrzucenia, niezrozumienia przez najbliższych. Myślę, że Jezus, patrząc na Jej blizny, może powiedzieć: „Oj, mamo, jak Ty mnie doskonale rozumiesz…”.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
3°C Piątek
dzień
3°C Piątek
wieczór
3°C Sobota
noc
3°C Sobota
rano
wiecej »