Stoimy na krawędzi anarchii

O istocie konfliktu wokół Izby Dyscyplinarnej, buncie sędziów i fatalnej metodzie tworzenia prawa mówi sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku Maria Gintowt-Jankowicz.

Bogumił Łoziński: Jak Pani ocenia orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w sprawie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego w Polsce?

Maria Gintowt-Jankowicz: To orzeczenie układa się w pewną całość ze sposobem, w jaki Unia Europejska postanowiła zakwestionować praworządność w naszym kraju. Podstawowy zarzut pod adresem Rzeczpospolitej Polskiej jest taki, że rozwiązania w wymiarze sprawiedliwości przyjęte w czasie obecnych rządów nie dają gwarancji pełniej niezależności sędziów i sądów. Ta sprawa się nieustannie przewija.

A co daje gwarancje?

Najważniejszym warunkiem niezależności sędziego jest jego charakter, postawa zawodowa i wiedza prawnicza. Obok tego jest kilka uznanych za klasyczne rozwiązań kształtujących pozycję sędziego, które powinny sprzyjać tej niezależności, na przykład sposób wynagradzania. Jednak w każdym układzie prawnym – bez względu na to, kto go powołuje i dlaczego – jeśli sędzia będzie stronniczo orzekał, to po prostu będzie to robił, bez względu na sposób wynagradzania, bo takie ma cechy charakteru. Z kolei człowiek, który ma moralne kwalifikacje do bycia sędzią, będzie orzekał rzetelnie, nawet jeśli może to spowodować niekorzystne dla niego konsekwencje. Dlatego przede wszystkim od postawy zawodowej sędziego zależy jego niezależność. Trzeba przy tym podkreślić, że chodzi tu o niezależność w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości, czyli w orzekaniu, w niczym poza tym. Sędzia nie jest podmiotem ponad wszystkimi i poza wszystkim. Tak jak każda osoba pełniąca funkcje publiczne, jest podporządkowany określonym procedurom, hierarchicznie zbudowanym strukturom, na jego warunki pracy ma wpływ cały szereg czynników.

TSUE uważa, że sędziowie, których wskazuje obecna Krajowa Rada Sądownictwa (KRS), nie są niezależni, gdyż po rządowej reformie 15 członków KRS powołują politycy. Chodzi o to, że tak wyłaniani sędziowie mogą w orzekaniu kierować się względami politycznymi. To jest jeden z argumentów TSUE, dlaczego Izba Dyscyplinarna nie daje gwarancji niezależności i bezstronności.

TSUE absolutnie nie ma tu racji. Na tym m.in. polega rządzenie, że cały szereg stanowisk obsadza się, wyznacza, zmienia itd. Bardzo starannie analizowałam artykuł naszej konstytucji, który mówi o tworzeniu i składzie Krajowej Rady Sądownictwa, i w nowych przepisach nie widzę złamania konstytucji. Treść przepisu, na który powołują się kwestionujący legalność KRS, mówi, że w jej skład wchodzi m.in. 15 członków wybranych spośród sędziów, ale nie mówi przez kogo. Gdyby ustrojodawca chciał, aby byli wybierani przez innych sędziów, umieściłby to w konstytucji – tak jak w przypadku innych członków KRS. Na przykład konstytucja wskazuje, że czterech członków KRS to posłowie wybierani przez Sejm, a dwóch to senatorowie wybrani przez Senat. Nie widzę więc podstaw, aby kwestionować legalność tak utworzonego KRS.

Tak powoływany skład Izby Dyscyplinarnej nie stanowi zagrożenia dla jej bezstronności?

Na całym świecie wyłoniona w wyniku wyborów demokratycznych większość decyduje o obsadzaniu stanowisk, nie ma innego sposobu. Poszukiwanie rozwiązania w jakichś apolitycznych ludkach jest po prostu śmieszną utopią. Kto powołuje sędziów Trybunału Konstytucyjnego? Sejm, a więc politycy. Problem polega na tym, że sędziowie podnoszą bunt z powodu tego, że w ogóle wobec nich mogą być stosowane przepisy o postępowaniu dyscyplinarnym. Takie przepisy istniały już wcześniej, tyle że były raczej martwe. Teraz Izba Dyscyplinarna ma je ożywić. Ten sam problem dotyczy innych zawodów zaufania publicznego, np. adwokatów, radców prawnych. Zarzucanie Izbie Dyscyplinarnej, że ma upolityczniony skład, to zwyczajny wykręt.

Ustawa daje Izbie Dyscyplinarnej prawo do pociągnięcia sędziego do odpowiedzialności osobistej za treść wydanego orzeczenia. Czy to nie ogranicza jednak niezależności sędziego w orzekaniu?

To jest słuszny zarzut, takiego uprawnienia Izba Dyscyplinarna nie powinna posiadać. Ingerencja w wyroki, które już zapadły, powinna odbywać się w trybie hierarchicznego postępowania apelacyjnego, odwoławczego. Po to są minimum dwie instancje w procedurach sądowych, żeby ewentualne błędy merytoryczne naprawiać. Na pewno nie powinno się to odbywać w trybie dyscyplinarnym wobec sędziego. Moje wątpliwości budzi też daleko idąca autonomia Izby Dyscyplinarnej, inna prawna pozycja jej prezesa w stosunku do pozostałych izb Sądu Najwyższego.

Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska zwróciła się do prezydenta, aby przygotował nowelizację przepisów regulujących pracę Izby Dyscyplinarnej nie tylko z powodu zarzutów TSUE, lecz także jej paraliżu. Izba praktycznie nie orzeka, a część sędziów nie uznaje jej wyroków. Prezydent zapowiedział, że takie prace podejmie. Jak rozwiązać problemy związane z Izbą Dyscyplinarną?

Na pewno nie pod wpływem impulsu i pod presją konieczności błyskawicznego zadziałania, a tak niestety coraz częściej się dzieje. Jesteśmy ofiarami praktyki, że ktoś ma jakiś pomysł i z marszu przekuwa go w obowiązujące prawo. Przez takie postępowanie obecnie zaplątaliśmy się w zmianach w sądownictwie, a sytuacja w tym wymiarze jest naprawdę bardzo poważna, stoimy na krawędzi anarchii. Rzymska maksyma mówi: „Gdzie prawo niepewne, tam nie ma prawa”. Jesteśmy właśnie w tym punkcie. Ten pośpiech może był zrozumiały w pierwszym, drugim roku rządów, gdy wprowadzenie radykalnych zmian wymagało szybkiego działania. Dziś, gdy jest rozbudowana administracja, setki wykwalifikowanych ludzi pracuje m.in. w resorcie spraw zagranicznych i sprawiedliwości, nie ma takiej konieczności. To, co się dzieje, do pewnego stopnia jest przejawem jakiejś inercji służb. Kwestia zmiany prawa to bardzo poważna sprawa i nie można jej przeprowadzać bez odpowiedniego przygotowania, całościowej koncepcji. Najpierw trzeba zrobić spokojną i fachową diagnozę, a nie działać na zasadzie, że pani X się wydaje, że tak będzie lepiej, a panu Y się wydaje, że lepsza będzie inna propozycja. Na podstawie jakichś dwóch przypadków, które akurat mu wpadły w ucho, ktoś podejmuje decyzje, które są brzemienne w skutki. Tak działać nie wolno. Dlatego nie będę wskazywać rozwiązań i mam nadzieję, że nie zrobi tego prezydent, premier czy Sejm, dopóki nie będą dysponowali rzetelną diagnozą sytuacji. Z prawem nie można postępować w taki sposób, że w piątek pojawia się problem, a w poniedziałek przedstawiane są przepisy, które mają go rozwiązać.

Wspomniała Pani o postawie sędziów. Dlaczego kontestują oni praktycznie każde nowe rozwiązanie w systemie sprawiedliwości, które wprowadza obecny rząd?

Bierze się to z patologicznego stanu, do jakiego doszło w wymiarze sprawiedliwości przez poprzednie dziesięciolecia. Sędzia stał się sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem i w związku z tym nie obowiązują go żadne ramy administracyjne. Zasadę niezależności chcą stosować nie tylko do orzekania, lecz do wszystkiego. Zdarza się np. taka postawa: „Nikt nie będzie mi wyznaczał terminów, w jakich mam pracować, bo jestem niezależny”. Znam sytuacje, w których w poważnej sprawie cywilnej wnioski dowodowe jednej strony w ogóle nie są dopuszczane przez sąd, w innej sprawie termin następnej rozprawy jest wyznaczany za dwa kwartały. Takich przykładów jest mnóstwo. Jest to bardzo wygodne dla sędziów, dlatego buntują się przeciwko jakiejkolwiek próbie dyscyplinowania ich pracy. Jeżeli sędzia z wieloletnią praktyką kwestionuje postanowienia legalnych instytucji swojego kraju, nie respektuje ich, odrzuca, to nie może być sędzią. Demokracja to porządek, wartości i reguły, aby nie zapanowała anarchia. Nawet jeśli decyzje władzy są nie do końca przemyślane, nie tłumaczy to takiej postawy. Chcę jednak bardzo mocno podkreślić, że wielotysięczna rzesza sędziów rzetelnie pracuje i wykonuje swoje obowiązki.

Może obecny rząd zaczął reformy ze złej strony? Skupił się na wymianie kadr, tymczasem nowi sędziowie wchodzą w dotychczasowe tory i nic się nie zmienia. Może należy skupić się na zmianie przepisów dotyczących funkcjonowania sądów, np. jak skrócić postępowania.

Trzeba jednak to bardzo dokładnie zdiagnozować i przygotować spójną koncepcję zmian. Tego nie da się załatwić ot tak. Najpierw należy przeprowadzić profesjonalne analizy, z czego wynika np. przewlekłość postępowań, ustalić realne przyczyny, rzeczywistą sytuację. Aby przyspieszyć postępowania, ministerstwo rekomendowało dwuzmianowość pracy sądów, z kolei aby zapobiec stronniczości, wprowadzono przepisy, że wyznaczanie składów sędziowskich odbywa się alfabetycznie. Czy to zostało zrealizowane? Od kilkunastu lat istnieje możliwość skargi na przewlekłość postępowań sądowych. Dlaczego to nie działa? Aby pracować nad reformą, trzeba mieć wiedzę na temat takich spraw, a nie opierać się na hipotetycznych rozważaniach. •

Maria Gintowt-Jankowicz

jest doktorem habilitowanym nauk prawnych. Należała do założycieli Krajowej Szkoły Administracji Publicznej. W latach 2006–2015 była sędzią Trybunału Konstytucyjnego.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6
13°C Środa
rano
17°C Środa
dzień
18°C Środa
wieczór
15°C Czwartek
noc
wiecej »