Uśmiechnąć się można, uśmiać nawet, poironizować. Ale po dzieciństwie pod specjalną ochroną zaczyna się dorosłe życie.
Czy w placówkach opiekuńczo wychowawczych jest jeszcze coś takiego jak uczelnia? Pomieszczenie do nauki, a zarazem czas przeznaczony na naukę, odrabianie zadań domowych. Stąd „teraz jest uczelnia” i „idziemy na uczelnię.” Z zadaniami domowymi może być różnie po zarządzeniu resortu edukacji, ale jakaś tam potrzeba nauki poza szkolnymi lekcjami pewnie pozostaje.
Dawno, dawno temu na naszej uczelni pojawił się sam pan Profesor innej uczelni, żeby zobaczyć jak też jego studenci radzą sobie na praktykach. Przy okazji zapytał, co robią dziewczęta, kiedy już odrobią zadania domowe. „Starsza może pomóc młodszej w nauce” - palnęłam i to zdecydowanie nie była dobra odpowiedź. Jakże to? Wychowawca zrzuca na barki podopiecznych swoje własne obowiązki? Zamiast zachęcić dziewczęta, żeby w czasie już wolnym zajęły się czymś rozwijającym np. grą w szachy lub choćby warcaby. Poczułam się sto lat za… mniejsza o to za kim, bo mi tu jakiś cenzor wejdzie. Pedagogika idzie do przodu, a ja tkwię w jakichś pozostałościach dawnych systemów. I jeszcze wyręczam się dzieciakami. Nieładnie tak…
A zawsze wydawało mi się – na podstawie moich własnych doświadczeń z lat szkolnych - że ten kto pomaga, zyskuje. Umiejętność przekazywania wiedzy, logiczne myślenie, utrwalenie już posiadanych wiadomości, zrozumienie tego, który mniej rozumie i – tę listę można by przedłużyć o różne kompetencje.
A dziś? Mała Amelka dumnie wszem i wobec ogłasza, że jest nianią. Ma maleńką siostrzyczkę i to ją pokołysze na kolanach, śpiewając kołysankę, to pobiegnie i przyniesie mamie pampersa, to wózkiem próbuje pomanewrować. Krótko mówiąc – niania. Ale – uwaga, uwaga! Niech tego lepiej nie mówi zbyt głośno. Jeszcze panie w przedszkolu zaczną dociekać czy aby mała niania nie przejęła obowiązków nieadekwatnych do jej wieku, co jak wiadomo może skutkować wieloma negatywnymi skutkami w dorosłym życiu.
Nastoletnia Oliwka przysypia na lekcji. Powód prozaiczny – znaczna część nocy spędzona nad ekranem smartfona. Przyznać się czy wymyślić jakąś wymówkę? Jeśli wymówkę, to zdecydowanie bolący ząb, a nie konieczność zajęcia się płaczącym braciszkiem pod nieobecność rodziców, którzy bardzo późno wrócili do domu. Tkwienie godzinami w smartfonie to w końcu rzecz normalna, dorosłe obowiązki zdecydowanie nie. Parentyfikacja instrumentalna – może brzmieć diagnoza. Czyli robienie tego, co jest obowiązkiem dorosłych.
A dziecko? Może poskakać, spotkać się z kolegami. Może nawet rozwinąć kompetencje opiekuńcze, a przy okazji cyfrowe, zajmując się w wirtualnym świecie rodzinką zantropomorfizowanych kotków. Na przykład.
Uśmiechnąć się można, uśmiać nawet, poironizować. Ale po dzieciństwie pod specjalną ochroną zaczyna się dorosłe życie.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
To tylko zachęciłoby Moskwę do kontynuowania agresywnej polityki.
Prace naprawcze trwają wszędzie tam, gdzie pozwala na to sytuacja bezpieczeństwa.
Prezydium COMECE z niepokojem przyjęło niedawny wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.