Upamiętnili wydarzenia z końca maja 1945 roku.
Około 2 tys. Niemców, Austriaków i Czechów wyruszyło w sobotę z Pohorzelic do Brna w Marszu Pojednania, upamiętniającym marsz śmierci wypędzonych Niemców w 1945 r. W Pohorzelicach znajduje się zbiorowa mogiła ofiar.
Marsz pojednania z Pohorzelic do Brna organizowany jest od 2016 r. przez inicjatywę Meeting Brno. Pokonanie odwrotnej trasy niż ta, którą w 1945 roku pokonywali Niemcy z Brna, ma symbolizować powrót wypędzonych do domów.
Marszowi towarzyszy w tym roku Zjazd Ziomkostwa Sudeckoniemieckiego. Zjazd, z udziałem potomków i bliskich osób wypędzonych, odbywa się w Czechach po raz pierwszy.
W nocy z piątku na sobotę przy zbiorowej mogile, na dwóch tablicach upamiętniających wypędzonych ktoś czerwoną farbą wymalował swastyki. Mimo wysiłków organizatorów nie udało się ich usunąć.
W uroczystościach przy mogile przemawiali m.in. niemieccy politycy: szef MSW Niemiec Alexander Dobrindt, bawarska ministra rodziny, pracy i spraw społecznych Ulrike Scharf, a także przewodniczący Ziomkostwa Sudeckoniemieckiego Bernd Posselt.
- Przyjaciele z Meeting Brno dzięki swojej niezłomności przekształcili wypędzenie w pojednanie. To wymaga odwagi, gotowości do słuchania, zrozumienia i zaufania - powiedział Dobrint. - Z najmroczniejszych kart naszej historii może wyrosnąć coś jasnego, jeśli ludzie znajdą odwagę, by wzajemnie się zrozumieć - dodał.
Posselt przypomniał o wysiedleniu Niemców, a także o ofiarach Holokaustu i cierpieniach Czechów. - Kto nie zna historii, skazany jest na jej powtarzanie. Upamiętniając zmarłych, nie chcemy posypywać ran solą, ale jest to absolutnie podstawowy hołd - podkreślił.
- Jesteśmy tu, by dać świadectwo przyjaźni i współpracy. Jesteśmy Europejczykami i chcemy wymieniać się doświadczeniami, które pozwolą na stworzenie prawdziwie zjednoczonej Europy, jeśli nie będą tylko politycznymi ideami - powiedział PAP w Pohorzelicach 60-letni mężczyzna, którego rodzice i dziadkowie zostali zmuszeni do opuszczenia Czechosłowacji w 1946 roku. On sam urodził się już w Niemczech.
- Pojednanie jest ważne - powiedziała mieszkanka Brna, podkreślając, że nie dotyczy to jedynie Czechów i Niemców.
Jej znajoma dodała, że w przemocy udział mieli i Czesi, i Niemcy. - Jedni wcześniej, drudzy później. Konsekwencje ponosili ludzie, którzy nie mieli z tym nic wspólnego i nie byli niczemu winni - dodała.
Zjazd Ziomkostwa Sudeckoniemieckiego, po raz pierwszy odbywający się w Czechach, wywołuje w tym kraju protesty. W jednym z badań opinii publicznej sprzeciw wobec tego wydarzenia wyraziło 57 proc. respondentów. Demonstracje przeciwników zjazdu nie mają charakteru jednej dużej, dobrze zorganizowanej akcji; to raczej inicjatywa znajomych osób o podobnych poglądach. W Pohorzelicach było ich kilkadziesiąt.
Do przepychanek doszło też podczas ceremonii przy mogile. Interweniowała policja i służba porządkowa.
Kolejne protesty zapowiedziano na sobotnie popołudnie i na niedzielę.
Trzy tygodnie po zakończeniu II wojny światowej, 30 i 31 maja, Brno musiało opuścić około 19,5 tys. Niemców. Było to tzw. dzikie wysiedlenie, któremu towarzyszyły akty przemocy. Śmierć w tym marszu poniosło prawdopodobnie ok. 1,7 tys. Niemców, według historyków sudeckoniemieckich liczba ofiar była wyższa.
Z Pohorzelic koło Brna Piotr Górecki