Wygląda na to, że nadchodzące Boże Narodzenie coraz częściej jest traktowane nie jako początek świątecznego czasu, ale jako jego finał.
Zbliża się Boże Narodzenie. Adwent zresztą coraz częściej jak czas Bożego Narodzenia. Na przedświątecznych kiermaszach szkolnych i parafialnych słychać kolędy i utwory kolędopodobne. A pewna pani z opieki społecznej, odwiedzając jedną z rodzin gdzieś w okolicach trzeciej niedzieli adwentu, wyraziła głębokie zaniepokojenie faktem, że w domu jeszcze nie ma choinki. Wygląda na to, że nadchodzące Boże Narodzenie coraz częściej jest traktowane nie jako początek świątecznego czasu, ale jako jego finał.
Mam jednak nadzieję, że trochę się nam czas Bożego Narodzenia przedłuży poza Sylwestra i Nowy Rok – nie tylko w kościele, że jeszcze dość długo śpiewać będziemy kolędy. Te najbardziej znane. I te mniej znane jak „Pomaluśku Józefie,” w jednym z kolędowych śpiewniczków zaliczoną wprawdzie do „kolęd naszych pradziadków,” ale niezwykłą przez swój realizm od pierwszej do ostatniej czyli szesnastej zwrotki.
Maryja wędruje z Józefem do Betlejem, ale nie ma tu cudów ani róż nagle rozkwitających wśród cierni. Jest cicha prośba Maryi: „Pomaluśku, Józefie, pomaluśku proszę, widzisz, że ja nie mogę, idąc tak prędko w drogę.” Bo „w mym żywocie mam Boga, przeto mi przykra droga.” To, co Boskie splata się w przedziwny sposób z szarą prozą ludzkiej egzystencji.
Wiadomo, Betlejem, czas spisu ludności. Pamiętam jak przemierzyliśmy kiedyś całą wieś w poszukiwaniu noclegu, o który tam zwykle nietrudno było. Ale wtedy akurat do miejscowych gospodarzy zjechali się goście na odpust. A przy spisie ludności tłoczniej jeszcze niż przy odpuście. „ … i w lada domeczku trudno o kącik będzie, gdy gości pełno wszędzie.”
I jakże realistyczne tłumaczenie: „Wolą pijanice szynkarskie szklenice, niżeli mnie ubogą, strudzoną długą drogą.” Czy także dzisiaj nie jest milej widziany gość, który nie tylko prześpi się w jakimś kąciku, ale skłonny jest pozostawić także trochę pieniędzy za inne atrakcje miejsca?
Cóż więc pozostaje? „Wnijdźmy, rada moja, do tego pokoja, do tej szopy na pokój, Józefie, opiekunie mój. A tak my oboje i to bydląt dwoje, będziemy mieli pokój, Józefie, opiekunie mój.” W tej kolędzie Maryja najwyraźniej przejawia inicjatywę i decyduje o miejscu narodzin Dzieciątka. A sam jej wybór jest taki zwykły, oczywisty, nie dla nas, nienawykłych do nocowania w szopie, ale z pewnością dla ludzi żyjących wtedy, kiedy kolęda powstała czyli w XVII wieku- wystarczy jakieś spokojne schronienie dla rodzącej.
Krótko opisane są narodziny Dzieciątka. „Już nam czas, godzina, wielka to nowina, Stwórcę świata porodzić, ten nas ma z Bogiem zgodzić.” A Józef? „…mąż zacny, służy jako baczny, Najświętszą Pannę cieszył, bo to jego klejnot był.” Piękne słowo „baczny.” Dziś powiedzielibyśmy „uważny.” Józef dba o Maryję i małego Jezusa: „ Wziąwszy sianka niewiele, w żłóbeczku mu pościele.”
Całości dopełnia tradycyjny obrazek wołu i osła, swoim oddechem ogrzewających Dzieciątko. I wreszcie finał. „Witaj, Królewiczu! Niebieski Dziedzicu! Bądź pochwalon bez miary za twe niezmierne dary!”
Pięknie… Tylko komu dziś chce się śpiewać szesnaście zwrotek?
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Konstytucja 3 Maja zabezpieczała możliwość rozwoju gospodarczego i politycznego kraju
Angielski zespół miał akurat 3 maja 1966 r. lukę w kalendarzu koncertów.