A tu świat nie jest gotowy. Nasz bliźni nie jest gotowy na nas.
Ciutkę się wycofać. Ze swoich pozycji. Tych okopanych, z trudem wywalczonych. Nic to, że mamy dobre chęci. Że akurat drgnęło w nas coś pod wpływem tekstów przeczytanych w internecie czy wysłuchanego kazania. Bo przecież chcemy się nawrócić, bo przecież Boże Narodzenie… A tu świat nie jest gotowy. Nasz bliźni nie jest gotowy na nas.
Czy warto być dobrym na dwa dni przed świętami? Warto. Świat wokół nie wygląda jednak jak automatyczna pralka. Dwa przyciski, jeden klik i już, działa. Nie. Nasz uśmiech wobec kogoś, kogo ignorowaliśmy przez wiele dni niczego od razu nie naprawi. Kilka gestów w czyjąś stronę nie zniszczy utartych szlaków, którymi dotąd podążały nasza niechęć, złość, zawiść.
Od czegoś trzeba zacząć – mówimy. Ale jak łatwo zapominamy o sensie owego „zacząć”.
Dlatego ciutkę się wycofać. Ze swoich pozycji, zapału i dobrych chęci. Z przekonania, że nieważne jak, byle po naszemu. Także z tego, że tyle razy próbowaliśmy, ale widać się nie da: bo ktoś, bo coś. Najpierw otworzyć serce. Poczuć to wszystko: impet świata, który wdziera się do środka.
Święta wydarzą się i tak. Mimo nieumytego okna, nietrafionego prezentu. Także mimo tego, że nasze serce nie jest dość czyste ani wystarczająco gotowe (tak, tak, Boga na ziemię nie ściąga nasze czyste serce). Jezus się narodził, mając w tle tyle ludzkich złych wyborów, grzesznych czynów, nabrzmiałych goryczą zaniedbań. Adorować to wydarzenie to także wsłuchać się w słowa proroków, że Bóg sam da nam znak. W Jego słowa: nie ty zbudujesz Mi dom na mieszkanie.
Czasem może trzeba nam odkryć własną bezsilność. Popróbować na dłuższym dystansie. Nie oczekiwać potwierdzeń, że nasza droga jest słuszna, teraźniejszość błogosławiona, a w ogóle to przyszłość zmierza ku lepszemu. Nie mówię, że tak nie jest, ale czy rzeczywiście akurat my musimy doświadczać właśnie tego? Może tak choć trochę uszczknąć z tego niepokoju, który jest chlebem powszednim dla tak wielu? Może ta nieprzespana noc, ta gorycz, że się nie udało, to pełne trwogi oczekiwanie – może to wszystko da się jakoś podzielić między nas wszystkich?
Kruchy opłatek na naszych nie bez powodu jest znakiem nadziei. Podkreślamy, że „w stajni” i robimy z tego miłą dla oka scenę. Może i tak. Może tak trzeba: widzieć piękno w dramacie ludzkiego losu, w bezradności Noworodka zdanego na innych. Na ich miłość. Na to, że kochają.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Powinno Jej się oddać honory królewskie, bo Ona prowadzi nas do swojego Syna.