Dzienniczek wdzięczności

Nowy Rok i jego okolice zwykle są czasem dobrych postanowień. Co by tu przedsięwziąć? Może zrzucić zbędne kilogramy, radykalnie skrócić czas marnowany na – prawie już nałogowe- rozwiązywanie krzyżówek?

No nie wiem. Mam nadzieję, że uda mi się zapisywać codziennie coś niecoś w „Dzienniczku wdzięczności.”  W zeszłym roku o takim dzienniczku, wydanym przez Centrum Opatrzności Bożej, przeczytałam w „GN” i pomyślałam sobie, że to jest to.

Gryzmolę więc pracowicie, dziękując Bogu za pierwszy dzień Nowego Roku spędzony sam na sam z moim mężem w ciszy i spokoju. Za to, że kościół jest tak blisko, na wyciągnięcie ręki i zaczłapać tam można nawet wtedy, kiedy cienka warstwa lodu na chodniku daje znać o sobie. W Pewli – gdybyśmy zrealizowali kiedyś pomysł, żeby na stałe tam zamieszkać- byłoby i dalej, i trudniej.

Dziękuję za wszystkie noworoczne życzenia od życzliwych - i te złożone wcześniej, i te przeczytane w Nowy Rok rano. Za to, że mamy pokój na naszej polskiej ziemi. Choć niektórzy mruczą, że póki co pokój, ale kto wie jak długo jeszcze… Za zamrażalnik pełen wiktuałów, których nie udało się skonsumować w święta. Za choinkę, choć przed Bożym Narodzeniem narzekałam jak zwykle, że za wysoka jak zawsze…

Za to, że mogłam miłej pani w moim SKOKU podziękować za ofertę chwilówki. „Wie pani, od niewielkich pożyczek mam bankiera, bezprocentowego.”

Za pana Marka, który pół roku temu zgodził się wynająć Emanuelowi mikrokawalerkę na poddaszu, choć ten nie jest lokatorem bezproblemowym, łagodnie mówiąc i nie wiadomo na jak długo panu Markowi cierpliwości starczy.

Po co wdzięczność, dziękowanie Bogu za ludzi  i za codzienne drobiazgi? Potrzebne to Władcy nieba i ziemi? Jemu nie. Ale nam tak. Jak i świętowanie.

Tu przypomina mi się pewna wymiana zdań z emerytowanym lekarzem, u którego zdarzyło mi się być na świątecznym zastępstwie. Doktor F. -urodzony daleko na północnym wschodzie. Ojciec pruski junkier, matka z Karkonoszy, praca na stanowisku ordynatora w szpitalu w Berlinie, czas emerytury na alpejskim przedgórzu, bo wprawdzie Bawarczycy ograniczeni są  jacyś i niepoważni, ale tutejszy krajobraz nad podziw udał się Panu Bogu…

„Siedzimy przy śniadaniu. Od czasu do czasu mój pan jednak gada. Oprócz tego, że jestem cholernie nieudolna – „Czy rzeczywiście dorosła pani do swoich zadań?” „Tego parmezanu nie tknąłby żaden Włoch. Gdzie go pani kupiła?”- dowiaduję się innych ciekawych rzeczy. A to – z okazji Świąt - że Jezus był zwykłym wędrownym nauczycielem, a to – z okazji Trzech Króli- że ewangeliczne opowieści dotyczące Narodzenia i dzieciństwa Jezusowego to tylko pobożne bajeczki, a Święta są nie dla Pana Boga. „Oczywiście nie dla Pana Boga, tylko dla ludzi” – odpowiadam i dodaję. „A Pan Bóg przy okazji też się może uśmiecha.” Jakże ma się uśmiechać – docieka mój pan- kiedy to Wielka Siła władająca światem, a nie jakiś starzec z brodą jak się może katolikom wydaje. Milknę i zanurzam łyżeczkę w jajku. Wczoraj było za twarde, dziś stanowczo za miękkie. Cóż mi pozostaje innego jak przed wyjściem do kościoła mrugnąć porozumiewawczo do Madonny z Dzieciątkiem, stojącej na półce w jadalni stylizowanej na chłopską izbę...”

Dziękujmy więc zawsze, a także cieszmy się  i kolędujmy jeszcze – póki trwa czas Bożego Narodzenia.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Autoreklama

Autoreklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6
13°C Niedziela
rano
23°C Niedziela
dzień
24°C Niedziela
wieczór
20°C Poniedziałek
noc
wiecej »