Uliczne sonda nie jest seminarium naukowym, ale udział w niej także wymaga pewnej wiedzy. Przynajmniej w minimalnym zakresie.
Sondy uliczne cieszą się coraz większym powodzeniem. Prawdopodobnie zwiększają oglądalność. Stąd wszelkiej maści reporterzy przemierzają drogi, uliczki i zaułki, niekiedy zaglądają do mieszkań i pytają. Najczęściej zaczyna się od: co pan/pani sądzi… Tu miejsce na wydarzenie, dokument, decyzję, umowę, wystąpienie, niekiedy film, rzadko o książkę. Oczywiście im bardziej emocjonalna odpowiedź, tym większa szansa na jej pokazanie w programie publicystycznym lub w mediach społecznościowych. W drugim przypadku można liczyć na co najmniej kilkaset komentarzy.
Przed kilkoma dniami wpadła mi w oko jedna z takich sond. Scenariusz dokładnie jak wyżej. Temat nośny, rozmówca „z branży”. Zatem odpowiedź wydawała się być wiarygodną. Pozornie. Jednego brakowało. Upewnienia się, że rozmówca wie o czym mówi. Przecież czym innym jest znać temat z telewizyjnej „setki”, czym innym zapoznać się z dokumentami, kontekstem, wyliczeniami, konsekwencjami takiej czy innej decyzji.
Słuchając tego mini wywiadu-opinii przypomniałem sobie dyskusje na seminarium naukowym. Z reguły zaczynało się od przedstawienia przeczytanych od ostatniego spotkania artykułów lub książek. Obowiązywała żelazna zasada: nie czytałeś nic – nie jesteś przygotowany – możesz słuchać co do powiedzenia mają inni.
Oczywiście uliczne sonda nie jest seminarium naukowym, ale udział w niej także wymaga pewnej wiedzy. Przynajmniej w minimalnym zakresie. Przy czym nie dziwię się udzielającym odpowiedzi. Ostatecznie przeciętny Kowalski rzadko ma możliwość pokazania swojej twarzy w ogólnopolskich mediach, a tu trafia się nie lada okazja. W dodatku, jeśli coś go jątrzy, doskonały moment by wykrzyczeć swój ból, niezadowolenie, zaprotestować. Zatem wypowiadającemu się Kowalskiemu dałbym spokój.
Dziwię się natomiast podstawiającej z taką ochotą mikrofon dziennikarskiej braci. Ta, jeśli ma być wierna dobrym zasadom, powinna zacząć od pytania o znajomość tematu. Jeśli rozmówca potwierdzi można ciągnąc dalej: co budzi jego wątpliwości, jakie widzi niebezpieczeństwa lub korzyści, w czym się zgadza. Na spokojnie, bez niepotrzebnego nakręcania emocji. Fakty, liczby, konsekwencje.
Jeśli tej elementarnej wiedzy brakuje rozmówcy można życzyć miłego dnia i szukać kolejnego. A żeby nie wyszło politycznie dodajmy: w sprawach kościelnych zasada powyższa także obowiązuje.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Kościół obchodzi 12. Światowy Dzień Modlitwy i Refleksji przeciwko Handlowi Ludźmi.