Ile państwa w gospodarce?

Keynes i Hayek to uosobienia dwóch podejść do gospodarki: interwencjonistycznego i wolnorynkowego. Po latach stosowania zaleceń pierwszego warto sięgnąć po rady drugiego.

– Tak naprawdę politycy nie stosowali rozwiązań hayekowskich w praktyce. Raczej były to inspiracje, niekoniecznie zgodne z intencją autora i nie zawsze rozsądne – mówi „Gościowi Niedzielnemu” ekspert Instytutu Sobieskiego, Jan Filip Staniłko. Czy to znaczy, że spór wygrał Keynes? – Tak, ale tylko dlatego, że miał ustawioną walkę – uważa prezydent Centrum im. Adama Smitha dr hab. Robert Gwiazdowski. – Był pierwszym ekonomistą celebrytą, od niego rozpoczęło się traktowanie ekonomistów jak zaklinaczy deszczu. Tymczasem wielokrotnie nie miał racji. Twierdził, że można generować zatrudnienie kosztem inflacji, tymczasem USA w latach 70. XX w. miały i wysokie bezrobocie, i wysoką inflację – tłumaczy. Zdaniem Staniłki politycy nie mogli się inspirować Hayekiem, gdyż autor „Drogi do zniewolenia” opisywał rzeczywistość, której już dawno nie ma. – Leszek Balcerowicz uznaje go za swojego guru. Jednak Hayek ostrzegał przed nadejściem socjalizmu, ale gdy Balcerowicz został wicepremierem, trzeba było z niego wyjść. Przekształcenia własnościowe, zmiana prawa to decyzje polityczne: Hayek nie miał na nie recepty – uważa. – Jeśli już ktoś wzoruje się na zaleceniach Austriaka, to niemiecki Bundesbank – dodaje.

Czas na Hayeka

Mimo swych wad obaj wybitni ekonomiści są uznawani za uosobienie dwóch odmiennych podejść do polityki gospodarczej. Oba mieszczą się w rynkowym myśleniu o gospodarce: mimo daleko idącego sceptycyzmu wobec państwowej nieingerencji, Keynes był przeciwny socjalizmowi, marksizm uważał za humbug. Gdy w 2008 roku doszło do kolejnego kryzysu wywołanego przez spekulacyjną bańkę na rynku nieruchomości, politycy sięgnęli po „sprawdzone” programy bazujące na keynesistowskiej filozofii. W USA politycy z lewa i prawa uchwalali przyznawanie pomocy finansowej będącym w kłopotach instytucjom finansowym, inne państwa również chętnie przyznawały pieniądze upadającym firmom. Kryzys uwidocznił problem, jakim jest ogromne zadłużenie państwa, które, wedle Keynesa, problemem być nie powinno. Przedsięwzięte środki nie przyniosły wymiernych efektów. – Wszędzie, gdzie stosowano interwencję państwa, rosły deficyty budżetowe, bezrobocie, gospodarka była w stagnacji – mówi GN członek zarządu Instytutu Misesa Mateusz Benedyk. A przecież od krachu minęło już prawie pięć lat. – Gdyby dziś żył Hayek, radziłby brak subsydiowania upadających banków, pozwolenie na płynne dostosowanie się gospodarki do nowych warunków, zniesienie wszelkich sztuczności cenowych, przede wszystkim na rynku pracy, deregulację gospodarki. Państwa, które zrezygnowały z interwencji, takie jak Estonia czy Łotwa, już wychodzą na prostą. Historia pokazuje, że gdy państwa stosują rozwiązania nieinterwencyjne, mogą wyjść z kryzysu w ciągu kilku miesięcy, roku – tłumaczy Benedyk. Po kilkudziesięciu latach mniej lub bardziej wiernego stosowania zaleceń Keynesa warto więc sięgnąć po zapomnianą filozofię polityczną Hayeka. Do tej pory obecna głównie w propagandzie, w praktyce może okazać się prawdziwą alternatywą wobec chętnie stosowanego interwencjonizmu, który, jak się okazuje, nie przynosi efektu.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
8°C Piątek
dzień
8°C Piątek
wieczór
5°C Sobota
noc
4°C Sobota
rano
wiecej »