Jak On patrzył!

– Nie zgadzam się! Ja, słynny aktor, mam grać taki epizodzik? Czy mogłem przypuszczać, że zakocham się w Jezusie od pierwszego wejrzenia? Że ta rola zmieni życie takiego hulaki jak ja? – opowiada Pietro Sarubbi, odtwórca roli Barabasza w „Pasji”.

Mel Gibson rozmawiał ze mną dwukrotnie – mówi Pietro Sarubbi. Proponował rolę Barabasza. Za każdym razem odmawiałem. Śmiechu warte. Taki epizod? Ja, wielki, ważny, włoski aktor miałbym grać tak małą rolę? I w dodatku nie pisnąć na planie filmowym ani słówka? „Nie! Chcę być świętym Piotrem!” – przekonywałem amerykańskiego reżysera. Kłóciliśmy się przez godzinę. „Będziesz Barabaszem” – odpowiedział Mel – potrzebuję twojego wielkiego gniewu na tę rolę. I zostałem Barabaszem. Kto by się spodziewał, że ta niewielka rola diametralnie zmieni życie takiego hulaki i egoisty jak ja?

Epizodzik

On ma taki styl. Zanim Pan Bóg zacznie wielką przygodę, zazwyczaj rozpoczyna od epizodów. Od stajni w Betlejem, imprezy w Kanie Galilejskiej… – Małą scenę z Barabaszem kręciliśmy trzy tygodnie. Normalnie film nagrywa się od 6 do 8 tygodni. Zdjęcia filmowe do „Pasji” trwały aż rok. U mnie wszystko zaczęło się od jednego spojrzenia – opowiada Pietro Sarubbi. Rozmawiamy w Łodzi, dokąd aktor przyleciał, by spotkać się z polską młodzieżą. – Jak się rozpoczęło moje nawrócenie? Dwóch aktorów popatrzyło na siebie. Pietro Sarubbi spojrzał na Jima Caviezela. Co się stało? Nie wiem! Wróciłem do hotelu i złapałem się za głowę: „Co się stało?”. Przymykałem oczy i widziałem nieustannie oczy Jezusa, które zadawały mi pytanie. Nie rozumiałem tego pytania. Nie, to nie mogło być spojrzenie aktora. Znam Caviezela od dawna, patrzyłem na niego wiele razy. Tym razem w jego oczach musiały zalśnić oczy samego Jezusa. On w tym momencie był Jezusem. Nie, nie dlatego, że na czas zdjęć rzucił palenie i picie. (śmiech) Był Jezusem! Oczekiwałem, że zobaczę przerażone oczy zdesperowanego człowieka, który idzie na śmierć. Myślałem, że spojrzę w twarz osoby wściekłej na mnie i pomstującej na niesprawiedliwość tego świata. Spotkałem spojrzenie pełne miłości. W tym spojrzeniu nie było niepokoju. Ta scena miała trwać kilka sekund, a ja patrzyłem w te spokojne, umęczone oczy ponad minutę. I, o dziwo, nikomu z ekipy filmowej to nie przeszkadzało! Gdy spuściłem wzrok, Mel Gibson krzyknął: „To jest to! O to mi chodziło!”.

Kochanie, chcesz dinozaura?

– Wróciłem do domu. Po skończonej pracy na planie filmu przyjechałem do Mediolanu. Wróciłem do dawnych przyzwyczajeń. Coś we mnie pękło. Mnóstwo pytań rozsadzało mi mózg, a ja nie potrafiłem tych pytań stłumić. Ruszyłem na głębię. To spojrzenie nie dawało mi spokoju. Uruchomiło we mnie jakiś gigantyczny lęk. Nie potrafiłem sobie z nim poradzić. Komu mam o tym opowiedzieć? Mamie? Żonie? Mam świadomość, że jako facet muszę dawać rodzinie poczucie bezpieczeństwa. Przecież we Włoszech mawiamy: „Kochanie, jeśli chcesz, zabiję dinozaura i przyniosę ci na talerzu”. Więc udawałem, że poluję na tego dinozaura, ale cały chodziłem. Czułem się nieprawdopodobnie samotny. Zdałem sobie sprawę, że choć mam wielu przyjaciół i znajomych, nie mam nikogo, komu mógłbym powiedzieć o czymś tak ogromnie ważnym i głębokim jak to, co przeżywam. Dopadły mnie jakieś irracjonalne lęki. Bałem się spać, bałem się ciemności. To spojrzenie wracało. Nie było w nim żadnych wyrzutów. Cienia oskarżenia. Łagodny, spokojny, gotowy na śmierć wzrok. W końcu skapitulowałem…

Czy te oczy mogą kłamać?

Powiedzmy sobie szczerze: mamy pretensje do tłumu. O to, że uwolnił jakiegoś zbrodniarza, a Jezusa wydał na śmierć. – Ale przecież to samo czynimy każdego dnia! Uwalniamy Barabasza, a Jezusa wysyłamy na śmierć – zapala się Sarubbi. – Gdy dwa miesiące temu w Nigerii zabito dwóch misjonarzy, Benedykt XVI powiedział: „Także dzisiaj, po dwóch tysiącach lat, chrześcijanie pozwolili na to, aby zabito Jezusa”. Pamiętam świetnie mocną scenę, która niestety nie weszła do filmu. Tłum krzyczy: „Barabasza! Uwolnij Barabasza!”. I Barabasz schodzi pomiędzy ludzi. Szczęśliwy, wolny, krzyczy z radości. I nagle ten tłum się rozstępuje, a ludzie cofają się w przerażeniu. Tak jakby nagle się ocknęli, obudzili. I chcieli krzyknąć: „Boże, co myśmy zrobili?”. A potem rzucają się na Barabasza z pięściami… – Gdy zszedłem z planu filmowego – kontynuuje Sarubbi – byłem Barabaszem. Zagniewanym, głupim, krzyczącym. Bardzo dalekim od tego, kim teraz jestem. Jezus uspokoił moje serce. Całe życie włóczyłem się po świecie: trzy lata w Indiach, rok w Tybecie. Byłem globtroterem – wysokie góry, piesze wędrówki po pustyniach… Nosiło mnie, byłem niespokojnym duchem. Dopiero w Jezusie znalazłem odpowiedzi na wszystkie moje pytania. Po powrocie przez jakiś czas nie mogłem obciąć włosów (broda była sztuczna), bo a nuż trzeba będzie dokręcić jeszcze jeden kawałek? Wróciłem do domu, a mój mały synek (mam pięcioro dzieci) patrzył na mnie i płakał. Był przerażony! – Życiowe meandry uczyniły mnie cynicznym i rozczarowanym. A dziś? Jestem bardzo szczęśliwy. Jestem w Kościele, zawarłem sakramentalny związek małżeński, ochrzciłem swoje dzieci, mogę codziennie przystępować do Komunii św. Tylko Pan Bóg mógł sprawić, że stary człowiek rodzi się na nowo! – dzieli się aktor. – Spojrzenie Jezusa rezonowało we mnie. „A może zdecydujemy się wreszcie na ślub kościelny?” – zacząłem myśleć. „Nie… – miałem wątpliwości – Maria na pewno nie będzie chciała żadnego ślubu. Jesteśmy razem od piętnastu lat i nigdy mnie o to nie prosiła. Sam byłem przeciwny małżeństwu”. A jednak… Do końca życia zapamiętam dzień naszego ślubu. Przechodzę dookoła ołtarza i widzę moje dzieciaki ustawione rzędem w swoich pięknych strojach. I nagle wybucham płaczem, a jest to tak zaraźliwe, że po chwili płacze już połowa gości. Gdyby ktoś wszedł w tym momencie do kościoła, mógłby pomyśleć, że uczestniczy w jakimś dziwnym pogrzebie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    30 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    22°C Poniedziałek
    wieczór
    17°C Wtorek
    noc
    13°C Wtorek
    rano
    20°C Wtorek
    dzień
    wiecej »