Obrony życia nienarodzonych i zniesienia ustawy dopuszczającej aborcję domagało się w Waszyngtonie ponad 100 tys. Amerykanów. Odbył się tam 32. marsz dla życia.
Organizowany jest on w rocznicę orzeczenia Sądu Najwyższego legalizującego aborcję w Stanach Zjednoczonych. Marsz zakończył trwające trzy dni, ogólnonarodowe czuwanie poświęcone obronie życia. Mimo burzy śnieżnej, która zaatakowała wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych, marsz w obronie życia zgromadził, jak oceniają organizatorzy, około 100 tys. protestujących z całego kraju. Program obchodów był bardzo bogaty. Zawierał liczne konferencje, spotkania modlitewne, przemówienia przedstawicieli różnych religii, polityków, a także świadectwa kobiet, które dokonały aborcji. Przybyli do Waszyngtonu katolicy modlili się z kardynałami, biskupami, kapłanami w katedrze Niepokalanego Poczęcia. Do zebranych pod Białym Domem protestujących przemówił prezydent Stanów Zjednoczonych, George Bush. - Ameryka naszych marzeń, gdzie każde dziecko jest chciane i chronione przez prawo prawdopodobnie jest jeszcze daleko, ale już dziś widać dla niego światełko nadziei - powiedział Bush.
"Był tym, który jako pierwszy sprzeciwił się łamaniu praworządności przez obecny rząd".
MKiŚ: koszty pośrednio wynikające z EU ETS szacowane na 15-16 proc. ceny energii dla gosp. domowych.
"Nie można z drzwiami i z futryną wywalać drzwi do mieszkania prezydenta".
Eksperci ostrzegają, że epidemia może być trudna do opanowania.