Bolesny debiut Nawałki

Piłkarska reprezentacja Polski przegrała ze Słowacją 0:2 (0:2) w towarzyskim meczu, który odbył się we Wrocławiu. Bramki zdobyli Juraj Kucka i Robert Mak. Spotkanie było debiutem selekcjonera reprezentacji biało-czerwonych Adama Nawałki.

"Nie chcemy dalej zwałki - powodzenia dla Nawałki" - taki transparent wywiesili kibice i w zasadzie w pełni oddawał on charakter piątkowego spotkania. To właśnie nowy selekcjoner polskiej reprezentacji, 46. w historii, był głównym bohaterem wieczoru. Już przed meczem, gdy z okolic ławki rezerwowych obserwował intensywną rozgrzewkę piłkarzy prowadzoną przez asystentów, wokół niego zgromadził się wianuszek fotoreporterów. Ubrany "na sportowo", w czarne spodnie i czarny bezrękawnik (jego znak firmowy), sprawiał wrażenie spokojnego, wręcz wyluzowanego.

W podstawowej jedenastce znalazł miejsce dla dwóch debiutantów. Postawił na niedawnych podopiecznych z Górnika Zabrze, bocznych obrońców Pawła Olkowskiego i Rafała Kosznika. Zresztą cała linia defensywna była mocno eksperymentalna, gdyż parę stoperów stworzyli Artur Jędrzejczyk i Marcin Kamiński. Zanim sędzia gwizdnął po raz pierwszy cała czwórka miała w dorobku łącznie 13 występów w drużynie narodowej. Po tym, co stało się we Wrocławiu, trudno przypuszczać, by ta liczba szybko wzrosła.

Dalej już "stare twarze", m.in. Jakub Błaszczykowski, Grzegorz Krychowiak, do sierpnia ulubieniec Wrocławia Waldemar Sobota czy Robert Lewandowski, najgłośniej oklaskiwany podczas prezentacji składów. Bardziej entuzjastycznie ponad 40 tysięcy kibiców przyjęło tylko... Nawałkę.

Niektórzy wpływu nowego trenera na biało-czerwonych mogli się dopatrzeć już podczas Mazurka Dąbrowskiego. Piłkarze śpiewali jakby głośniej niż wcześniej, a w ich oczach można było się doszukać więcej pasji. Później jednak było już tylko gorzej.

Pierwszą nowością na boisku był krótko rozegrany rzut rożny, ale Sobota źle odegrał piłkę do Adriana Mierzejewskiego. Ta akcja dobrze charakteryzowała początek w wykonaniu Polaków - na tyle nerwowy i chaotyczny, że selekcjoner szybko wstał z ławki rezerwowych, by przekazać wskazówki.

Publiczność robiła, co mogła, by pomóc Polakom, ale pod bramką gości długo nie dochodziło do groźniejszych spięć, a liczne rzuty wolne czy rożne nie przynosiły efektów. Trybuny co prawda mocno ożywiły się w 20. minucie, ale z powodu ostrego faulu Martina Skrtela na Błaszczykowskim, za który kapitan Słowaków został ukarany żółtą kartką.

Gospodarzom nic się na boisku nie udawało, a w opałach znalazł się Artur Boruc. Najpierw z własnej winy, kiedy wypuścił piłkę po główce Skrtela, a chwilę później zrehabilitował się broniąc w sytuacji sam na sam z Adamem Nemecem. Słowacy szybko wykonali rzut różny, Marek Hamsik "zatańczył" z obrońcami i wyłożył piłkę Jurajowi Kucce, który dopełnił formalności. 0:1 w 31. minucie i pierwsze za kadencji Nawałki, jeszcze nieśmiałe, pomruki niezadowolenia polskich kibiców.

Osiem minut później wrocławski stadion już zatrząsł się od gwizdów, kiedy Robert Mak przed polem w dziecinny sposób ograł Kamińskiego i bez problemów pokonał Boruca. 0:2.

Kilkanaście sekund później tumult dezaprobaty publiczności był jeszcze większy. Jędrzejczyk nie trafił w piłkę i Miroslav Stoch znalazł się w idelanej sytuacji, lecz przegrał pojedynek z polskim bramkarzem.

W przerwie trenerzy nie dokonali zmian i początek drugiej odsłony był podobny do pierwszej. Biało-czerwoni nieco mocniej przycisnęli, ale wystarczył moment nieuwagi, by Mak znalazł się sam na sam z Borucem. Strzelił niecelnie. Po tej akcji kibice zaczęli skandować "Polska grać, k... mać" i już bardziej parlamentarnie "Co wy robicie, Polacy co wy robicie". Okrzyki "Artur Boruc, Artur Boruc" można było w tej sytuacji odebrać wyłącznie jako przejaw złośliwości.

W 58. minucie zza pola karnego uderzył Adrian Mierzejewski. Niezbyt mocno, ale słowacki golkiper po raz pierwszy w meczu musiał interweniować... W 71. minucie z wolnego przymierzył Błaszczykowski, ale Matus Kozacik był na posterunku.

Kwadrans przed końcem na boisku pojawił się trzeci debiutant - Krzysztof Mączyński. Już w pierwszej akcji dobrze podał w pole karne do Lewandowskiego, lecz ten nie zdołał oddać strzału. Polacy wciąż razili nieporadnością, więc kolejny atak Słowaków kibice skwitowali gromkim: "Jeszcze jeden, jeszcze jeden".

Nawałka coraz więcej czasu spędzał przy linii bocznej. Krzyczał, gestykulował, momentami okazywał irytację. Tego wieczoru jego uwagi i podpowiedzi trafiały jednak w próżnię.

Wynik się nie zmienił. Nowy selekcjoner zaczął tak, jak większość poprzedników w ostatnim czasie, czyli od porażki. Jego optymizm szybko został wystawiony na ciężką próbę. Druga już we wtorek w Poznaniu, a rywalem biało-czerwonych będzie Irlandia. 

Polska - Słowacja 0:2 (0:2)

Bramki: Juraj Kucka (31), Robert Mak (39).

Żółte kartki: Martin Skrtel, Marek Hamsik, Peter Pekarik.

Sędzia: Marco Borg (Malta). Widzów 40 605.

Polska: Artur Boruc; Paweł Olkowski, Artur Jędrzejczyk, Marcin Kamiński, Rafał Kosznik (87. Adam Marciniak); Grzegorz Krychowiak (87. Michał Pazdan), Tomasz Jodłowiec (76. Krzysztof Mączyński); Jakub Błaszczykowski, Adrian Mierzejewski (67. Tomasz Brzyski), Waldemar Sobota (76. Marcin Robak); Robert Lewandowski.

Słowacja: Matus Kozacik; Peter Pekarik, Martin Skrtel, Jan Durica, Tomas Hubocan; Viktor Pecovsky (88. Stanislav Sestak), Juraj Kucka (90+3. Kornel Salata); Robert Mak (63. Michal Duris), Marek Hamsik (85. Marian Cisovsky), Miroslav Stoch (75. Dusan Svento); Adam Nemec (63. Marek Baros).

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
15°C Niedziela
wieczór
13°C Poniedziałek
noc
12°C Poniedziałek
rano
19°C Poniedziałek
dzień
wiecej »