Zadziorność poety

O piramidzie skreśleń i słowach, które wyjaśniają świat, opowiada żona Marka Grechuty.

Faktycznie, w książce jest cały cykl wierszy sportowych.

Tak, bo on musiał wyrzucić z siebie, co myśli na ten temat. Opisany jest tam nawet dziesięciobój, marginalna zupełnie dyscyplina. Kiedy się te wiersze ukazały, przyszła redaktorka sportowa robić z nim wywiad i tak się zadziwiła: co Pana urzekło w dziesięcioboju? Przecież tam nie ma żadnych imponujących wyników! A on na to: instrumentarium. (śmiech)

Oglądanie sportu to chyba niezbyt uciążliwa dla bliskich pasja?

On był w tym upiorny! Świat wtedy dla niego nie istniał! Koncerty, wszystko inne musiało iść na bok, bo była olimpiada. Wyniki spisywał w tabelkach. Zawsze się śmiałam z niego, że chyba kropelka germańskiej krwi w nim płynie. Bo on musiał mieć wszystko usystematyzowane: jakie były, w którym roku wyniki, kto zdobył złoty, srebrny, brązowy medal.

Trochę to nie pasuje do stereotypowych wyobrażeń poety.

Tak, bo w tym jest pewna sprzeczność. Ale chyba często tak rodzi się sztuka.

W ostatnich latach Marek Grechuta tworzył i występował mniej. Czy to z powodu choroby?

Tak, do ostatniej płyty przymierzał się długo. Już mu się nie chciało, słabł. Później dopadło go zapalenie płuc. Na pewno estradowy tryb życia do tego się przyczynił, to wyczerpuje. Taka praca na estradzie, gdzie jest ciągle zaangażowany system nerwowy, spala. Chociaż nigdy tego nie było widać po nim, kiedy występował. Miał w sobie taki spokój, zupełnie nie przeżywał tremy. Ale to jednak w środku niszczy.

W piosenkach, wierszach pojawiają się odniesienia do Pana Boga. Rozumiem, że mąż był wierzący?

Tak. Był wychowany w wierze i ona budowała jego sztukę. Zachwyt nad tym, co jest i co ludzie zbudowali dla Boga, były tematem jego wierszy. Wiem, że Marek się modlił. Widziałam, jak się żegna w trudnych chwilach. Czasem śmiałam się, że „jak trwoga, to do Boga”.

Słucha Pani czasem utworów męża?

Ciężko mi z tym było na początku. Ale teraz już słucham. W domu robię to raczej z powodów organizacyjnych, związanych z Grechuta Festival. Właśnie startuje w Krakowie tegoroczna edycja. Tym razem impreza trwa aż 9 dni – od 3 do 11 października. Będą koncerty, wernisaże, pokazy filmowe, spotkania autorskie, korowód wokół rynku. A na koncercie finałowym same gwiazdy: Grażyna Łobaszewska, Ania Rusowicz, Anna Wyszkoni, Marek Piekarczyk, Andrzej Sikorowski, Zbigniew Wodecki i inni. Nie zabraknie też zespołu Anawa. Widzi pan więc, że nawet nie muszę specjalnie słuchać tych piosenek, bo stale mi towarzyszą. Zresztą wystarczy, że wsiądę do auta, włączę radio i już je słyszę.

Na czym polega siła tych piosenek?

Przede wszystkim na dbałości o teksty. Marek zwierzał się w nich ze swoich lęków, dzielił się przemyśleniami, czasem nawet aż śmiesznymi w swej prostocie. Ludzie wsłuchują się w te słowa, bo one im coś wyjaśniają w życiu, coś wskazują. Kiedy usłyszą coś takiego, co im pomaga, to bardzo ich to przywiązuje do piosenki.•

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
26°C Środa
noc
19°C Środa
rano
23°C Środa
dzień
24°C Środa
wieczór
wiecej »