Inaczej niż na dole

Jedna grupa pielgrzymkowa trwa w skupieniu, druga w tym samym czasie tańczy na placu. A karmelici z Czernej muszą godzić pustelnicze powołanie z duszpasterską aktywnością.

Cisza bije w uszy, kiedy wysiada się z samochodu na parkingu w Czernej. Nic dziwnego, położony na stoku wzgórza małopolski klasztor otoczony jest lasem. W dole płynie Eliaszówka – niewielki potok, nad którym sterczy ruina potężnego mostu. Ten most, skierowany w stronę Krakowa, łączył niegdysiejszą pustelnię ze światem zewnętrznym. Klasztor karmelitów bosych zajmował wówczas aż 80 hektarów i otoczony był 4-kilometrowym murem. Zachowały się jego resztki.

Dziś, mimo eremickiego charyzmatu karmelitów, Czerna otwarta jest na pielgrzymki, przybywające tu licznie zwłaszcza w sezonie wiosenno-letnim. – Pielgrzymi szukają tej ciszy, nawet układ architektoniczny sprzyja milczeniu – mówi o. Leszek Stańczewski, przeor klasztoru. – Na placu kościelnym wiernych wita napis: „Milczenie”. Wiedzą, że tu nie rozmawia się przez komórkę. Kiedyś jedna z licealistek powiedziała mi: „Tu oddycha się zupełnie czymś innym niż na dole”. Myślę, że dobrze wyczuła istotę tego miejsca.

Skupienie i taniec

„430 metrów ponad ziemią, 430 metrów bliżej Boga” – takie hasło promujące Czerną wymyśliła jedna z agencji reklamowych. Zakonnicy nie zamykają się już wyłącznie w pustelni, wychodzą do świata. Czerna ma elegancki dom pielgrzyma z 50 miejscami noclegowymi, nowoczesne, multimedialne Muzeum Karmelitańskie oraz restaurację, w której za niewielkie pieniądze można zjeść pomidorową klasztorną i kotlet karmelitański. Niedawno ruszyła też strona internetowa: karmel.pl.

A jednocześnie mnisi starają się nie zatracić swojego charyzmatu. – Żyjemy tu w pewnym napięciu, bo nieraz w tym samym czasie jedna grupa trwa w skupieniu, a druga tańczy na placu – uśmiecha się o. Przemysław Pliszczyński, który oprowadza nas po klasztorze. – Ale to trochę tak jak z Eliaszem, który jest patronem naszego kościoła. On też przebywał w odosobnieniu, żeby potem wychodzić do ludzi. Nie mamy w celach telewizorów, ale z drugiej strony mamy internet, który jest „telewizją do kwadratu”. Staramy się więc rozeznawać, na ile służy to naszej pracy i służbie innym, a na ile jest to po prostu przyjemność.

– Nasza reguła mówi, że mamy „oddawać się w dzień i w nocy rozważaniu Prawa Bożego i czuwaniu na modlitwach, chyba że czymś innym słusznym wypadnie się zająć” – podkreśla ojciec przeor. – Jest więc w samej regule furtka, która otwiera nas na działalność duszpasterską. Nie ma w tym sprzeczności, bo człowiek, który napełnia się Bożą miłością, chce się nią podzielić.

Chodzi o wolność

Brat Maciej uderza w dzwon, zwołując zakonników na brewiarz. Dzwon jest niepozorny, ale dźwięk okazuje się tak donośny, że rozchodzi się po całym klasztorze. – Kiedy go słyszymy, zostawiamy wszystko i schodzimy na modlitwę – opowiada o. Przemysław. – Tu chodzi o wolność wewnętrzną: nie muszę kończyć swojej pracy, bo są rzeczy ważniejsze.

Za chwilę w chórze za ołtarzem są już obecni wszyscy: ojcowie, bracia, nowicjusze. Tych ostatnich jest w Czernej 11. Ale kolejni chętni, by dołączyć do zakonnej wspólnoty, ciągle się pojawiają. – Na rekolekcje powołaniowe przyjeżdżają nie tylko ci, którzy chcą rozeznać swoją drogę życiową, ale często także osoby mierzące się z różnymi trudnościami albo szukające po prostu spokoju i ciszy – mówi o. Jakub Przybylski, duszpasterz powołań. – Dużym problemem współczesnych ludzi jest to, że nie potrafią podejmować wiążących decyzji. Dlatego staram się towarzyszyć i być pomocnym w różnych życiowych wyborach, nie tylko tych dotyczących wstąpienia do zakonu. Jest też możliwość przeżycia indywidualnych dni skupienia. Człowiek, który na nie się zdecyduje, żyje wówczas rytmem naszego dnia, uczestniczy we wszystkich punktach życia zakonnego.

Spacerując po klasztornych korytarzach i czytając przesłania umieszczone nad celą każdego z mnichów, też czujemy się przez chwilę częścią zakonnej rodziny. Jesteśmy w końcu za klauzurą, czyli w miejscu, gdzie osoby postronne najczęściej nie mają wstępu. Kiedyś ta klauzura była jeszcze ściślejsza. Świadczy o tym, zabawnie dziś brzmiący, napis umieszczony przy wejściu do kościoła: „Iesus Maria tu się nie godzi białogłowom wchodzić pod klątwą”.

Od powstańca do spowiednika

Klasztor, ufundowany w 1629 r. przez Agnieszkę z Tenczyńskich Firlejową, przez niemal dwa wieki był pustelnią, do której wierni nie mieli wstępu. Później stał się miejscem kultu Matki Boskiej Szkaplerznej, której obraz znajduje się w kościele, i św. Rafała Kalinowskiego, tutejszego przeora. W kaplicy św. Rafała, oprócz sarkofagu ze szczątkami zakonnika, znajdujemy trzy obrazy, które opowiadają w skrócie historię jego życia. Najpierw widzimy go jako ministra wojny na Wileńszczyźnie, podczas powstania styczniowego. Dalej święty ukazuje nam się jako zesłaniec, który za udział w powstaniu został skazany na karę śmierci, zamienioną później na 10 lat katorgi na Syberii. I wreszcie na ostatnim obrazie pojawia się zakonnik siedzący w konfesjonale. Ojciec Rafał, nazywany „męczennikiem konfesjonału”, potrafił w nim przesiadywać całymi dniami.

Przedmioty związane z tą niezwykłą postacią znajdziemy też w Muzeum Karmelitańskim: drewniany krzyżyk, dziś już złamany, i srebrna łyżeczka, używane przez niego na Syberii. A także metalowy pas pokutny, który zakładał na biodra, i brązowy szalik z włóczki, na którym wyszyto inicjały O.R. – ojciec Rafał. Wszystkie przypominają o długiej drodze, która zaprowadziła Józefa Kalinowskiego ku świętości.

Wstęp wzbroniony

Na klasztorną wieżę wchodzi się przez klauzurę stromymi, wąskimi schodkami. Samo wchodzenie po drewnianej konstrukcji nie jest zbyt przyjemne, ale warto się przemóc, bo z mostku pomiędzy wieżami otwiera się ciekawa perspektywa. Tuż pod sobą mamy wirydarz, za nim cmentarz i wewnętrzny ogród klasztorny z figurą św. Eliasza, a dalej ogród klauzurowy, zajmujący 2 hektary. Rzuca się w oczy boisko do gry w piłkę nożną. – Jeśli jest dobra pogoda, gramy nawet po trzy razy w tygodniu – śmieje się o. Przemysław i prowadzi nas na dół.

Otwieramy furtkę ogrodu i zmierzamy w stronę zrekonstruowanej pustelni św. Agnieszki. Kiedyś podobnych domków było aż 12. Do dziś zakonnicy mogą tu odprawiać rekolekcje w ścisłej samotności. Po kilka dni spędzają tu też obowiązkowo nowicjusze. Wywieszają wtedy na którymś z drzew tabliczkę „Pustelnia zajęta. Wstęp wzbroniony”, a sami żyją w skromnie urządzonej chatce – bez łazienki, ale za to z kaplicą.

Pielgrzymi, którzy przybywają do domu rekolekcyjnego w Czernej, mogą oczywiście liczyć na nieporównanie lepsze warunki. Ale główna idea pozostaje ta sama: spotkać w ciszy Pana Boga. – Kiedy ludzie wchodzą do kościoła i zza ołtarza dochodzi do nich głos modlitwy brewiarzowej, mówią, że ich to podnosi – cieszy się ojciec przeor. Jaki widać, 430 metrów robi różnicę. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 1
    2 3 4 5 6 7 8
    6°C Czwartek
    rano
    9°C Czwartek
    dzień
    9°C Czwartek
    wieczór
    7°C Piątek
    noc
    wiecej »