Zmienia się medialna mapa

W ciągu ostatnich kilku lat spadły nakłady prasy i skurczyły się jej dochody z reklam. Jakie będą tego konsekwencje, także dla mediów katolickich?

Okazją do refleksji na ten temat była debata poświęcona mediom, jaka odbyła się w czasie Polsko-Niemieckich Dni Mediów w Stralsundzie. Ton wypowiedzi ekspertów z branży medialnej oraz dziennikarzy z obu krajów był jednoznaczny. Stoimy w obliczu radykalnej zmiany w mediach, która będzie miała nie tylko wpływ na sposób korzystania z nich, ale także daleko idące konsekwencje dla jakości debaty publicznej, sposobu komunikowania się oraz polityki.

Migracja do internetu

Najważniejszą cechą tego ogólnoświatowego trendu jest zmierzch tradycyjnych mediów prasowych, które przenoszą swoje wydania do internetu. Od lat systematycznie spadają nakłady dzienników i tygodników. Temu zjawisku towarzyszy odpływ reklam, które w coraz większym stopniu trafiają do internetu. Jednak głównym beneficjentem tego procesu nie są wydawcy, czy nawet domy mediowe, ale globalne koncerny, jak Google czy Facebook. To powoduje, że sytuacja materialna mediów tradycyjnych systematycznie się pogarsza. Wydawcy, próbując temu zaradzić, starają się zdobywać nowych czytelników w internecie. Liderem tych rozwiązań w Polsce jest „Gazeta Wyborcza”, która w I kwartale 2018 r. odnotowała rekordowy spadek (19,87 proc.) sprzedaży papierowych egzemplarzy. Jej nakład wynosi obecnie ok. 98 tys. egzemplarzy. Jednocześnie „Gazeta” jest liderem rynku wydań elektronicznych. Posiada obecnie 133 tys. cyfrowych abonamentów. Ten sukces osiągnęła, stosując m.in. dumpingowe ceny, gdyż jej półroczna prenumerata cyfrowa jest znacznie tańsza od tradycyjnej.

W podobnym kierunku zmierzają także media niemieckie. Przykładem może być jeden z najważniejszych niemieckich tygodników opinii „Der Spiegel”, którego wydanie papierowe notuje regularne spadki, natomiast prenumerata cyfrowa utrzymuje się na poziomie ok. 65 tys.

Kryzys zaufania

Jednak najpoważniejszym kryzysem współczesnych mediów jest zmierzch dziennikarstwa jako zawodu zaufania publicznego, opartego na rzetelnym weryfikowaniu faktów, dążeniu do prawdy i bezstronności w ich opisywaniu. Pracę dziennikarzy często zastępują specjaliści od marketingu, komunikacji społecznej. To oczywiście nie buduje zaufania czytelników. Media w obu krajach przeżywają kryzys wiarygodności. Konsekwencje regresu zawodu dziennikarza są istotne nie tylko dla tej grupy zawodowej. Swobodny przepływ informacji, wymiana myśli, skrupulatne dochodzenie do prawdy są fundamentem demokratycznego społeczeństwa. Profesjonalnych dziennikarzy nie zastąpią blogerzy czy media społecznościowe, gotowe powielać każdą bzdurę bez jakiejkolwiek nawet próby jej weryfikowania.

Można postawić diagnozę, że mamy do czynienia ze zmierzchem epoki słowa drukowanego. Prasa tradycyjna, przynajmniej w wymiarze masowym, prawdopodobnie w dłuższej perspektywie zaginie. Może się to dokonać na przestrzeni życia najbliższego pokolenia, ponieważ wszystkie badania wskazują, że młodzi ludzie z mediów tradycyjnych korzystają bardzo rzadko. Wiedzę o świecie czerpią z portali oraz mediów społecznościowych, przy czym zjawiskiem charakterystycznym jest także pewna ekskluzywność dokonywanych przez nich wyborów. Poszczególne grupy żyją we własnych bańkach medialnych.

Obraz powraca

Internet, a zwłaszcza dostępność portali społecznościowych, generuje dodatkowo jeszcze jedno ważne zjawisko, które warto ocenić w perspektywie dłuższego trwania historii, a nie tylko naszej epoki. Zjawisko masowego czytelnictwa, które ukształtowało tak mocno naszą cywilizację, jest stosunkowo świeże. Właściwie dopiero ostatnie 170 lat upłynęło pod znakiem prasy, która w tym okresie decydowała o wyborach politycznych, modzie, obyczajach. Wcześniej jednak informacje były przekazywane werbalnie bądź w formie obrazów. Wyraźny renesans takich zachowań obserwujemy w sieciach społecznościowych, gdzie mamy istny wysyp zdjęć, filmików bądź innych kreacji medialnych tworzonych przez samych użytkowników. Na Facebooku, gdzie informacjami wymieniają się przeciętni Kowalscy, wzrost zdjęć i filmów w relacji do tekstu jest w skali rocznej ogromny – usłyszałem od jednego z moderatorów debaty medialnej w Stralsundzie. To zjawisko znalazło także odpowiedź w działaniach wielu wydawców, zwłaszcza mocno zakorzenionych w internecie. Swoją internetową telewizję z wielkim powodzeniem od wielu miesięcy tworzą Onet, Wyborcza czy portal wPolityce.

Dziennikarstwo robotów

Nowym zjawiskiem na rynku medialnym, znacznie częściej występującym obecnie w Niemczech aniżeli w Polsce, jest zastępowanie pracy dziennikarzy robotami, tzw. botami. Komputer programowany według określonego algorytmu potrafi już bardzo sprawnie „napisać” artykuł sportowy, pełen statystyk i szczegółowych danych, bądź przeanalizować trendy w pogodzie. Jest tylko kwestią czasu, gdy boty będą pisać o modzie, ochronie służby zdrowia, a w końcu i komentarze polityczne, sprawnie analizując np. dane wyborcze. To nie wszystko. Boty już są wykorzystywane do walki politycznej w sieciach społecznościowych – rozsiewają do milionów odbiorców kłamliwe lub półprawdziwe informacje, tzw. fake newsy. Możliwości ich prostowania są niewielkie, gdyż użytkownicy mediów społecznościowych żyją często w innej bańce medialnej i nie komunikują się z nadawcami próbującymi wyjaśniać istotę zdeformowanego przez fake news zjawiska. Z informacji podanych przez prof. Stephena Russa Mohla w Stralsundzie wynika, że za niecałe 500 dolarów można zamówić ok. 10 tys. tweetów, upowszechniających w danej grupie mediów społecznościowych informacje całkowicie fałszywe bądź celowo deformujące istotę opisywanego wydarzenia. W jego ocenie ok. 15 mln wpisów na Facebooku dokonywanych jest przez boty. Sprzyja temu procesowi znane w mediach zjawisko: wiadomości fałszywe, właściwie w każdej kategorii informacji, rozprzestrzeniają się szybciej i głębiej niż informacje prawdziwe. Fałszywa informacja rozsiewana poprzez bota w mediach społecznościowych przekazywana jest kolejnym użytkownikom już przez ludzi. Tak więc kolejny odbiorca nie jest w stanie się zorientować, kto był pierwotnym nadawcą informacji, gdyż otrzymał ją od osoby, którą darzy zaufaniem.

Narzędzia techniczne odgrywają coraz większą rolę w branży marketingowej. Pozwalają m.in. szczegółowo określić, jakie teksty na danym portalu są najchętniej czytane, czyli decydują o atrakcyjności danego medium dla potencjalnego reklamodawcy. Interesuje go jednak nie tylko frekwencja odwiedzin danej strony, ale to, czy reklamowy produkt wystarczająco długo przykuł uwagę czytelnika. Wydawca portalu, mając takie dane, stoi przed wyborem, czy udostępniać treści najbardziej interesujące jego czytelników, choć często są to materiały błahe, tendencyjne bądź z punktu widzenia nadawcy drugorzędne, czy być wiernym swojej misji i zamieszczać materiały ważne, ale nie cieszące się wielką poczytnością. To wyzwanie dla każdego wydawcy. Uczestnicy debat w Stralsundzie zwracali uwagę, że w praktyce często następuje korekta linii wydawniczej, aby sprostać oczekiwaniom masowej publiczności.

Także nasz problem

Powyższe tendencje muszą się także odbić na mediach katolickich, często znajdujących się w trudniejszej sytuacji materialnej chociażby dlatego, że z powodów etycznych nie mogą publikować reklam, które w innych mediach są źródłem dużych dochodów. Nie jest także tajemnicą, że wielkie domy medialne, podobnie jak spółki z udziałem Skarbu Państwa, bardzo długo szerokim łukiem omijały „Gościa”, mimo że od lat jest liderem sprzedaży w kategorii tygodników opinii.

Od lat dochody tygodników katolickich wyglądały inaczej aniżeli dzienników czy tygodników świeckich. Podstawą budżetów tamtych mediów świeckich były dochody z reklam, sprzedaż była czynnikiem jedynie uzupełniającym. W mediach katolickich jest odwrotnie. To sprzedaż decyduje o stabilności finansowej danego tytułu, a dochody z reklam pozwalają jedynie utrzymać niższą cenę, nie generując jednak przychodów, które umożliwiałyby większe inwestycje. „Gość Niedzielny” jest europejskim fenomenem, gdyż nie znam drugiego przykładu, aby katolicki tygodnik był liderem opinii w skali całego kraju. Ten sukces nie byłby możliwy bez wiernych czytelników, od lat darzących pismo wielkim zaufaniem, pracy kolejnych redaktorów naczelnych oraz całego zespołu. „Gość Niedzielny” nigdy nie uciekał od tematyki społecznej, starając się zabierać głos w debacie publicznej, unikając skrajności, taniej sensacji i w poczuciu odpowiedzialności za słowo. Zjednało nam to czytelników przekonanych, że w świecie pełnym sprzecznych informacji warto mieć wypróbowanego sojusznika, towarzyszącego w poszukiwaniu formacji religijnej oraz wiedzy o aktualnych wydarzeniach. Jednak i naszym problemem jest spadek nakładu. Sprzedaż wydań drukowanych, która w 2012 r. wynosiła średnio 144 140 egzemplarzy, w kolejnych latach zmniejszała się, osiągając w 2013 r. – 141 694 egz., w 2014 – 141 187 egz., w 2015 – 133 678 egz., w 2016 – 130 008 egz., w 2017 – 123 288 egz., a po I kwartale br. wynosi 116 817 egzemplarzy. Chociaż na tle innych tygodników opinii nie wyglądamy źle, odwrócenie tej tendencji nie będzie łatwe. Otwartą kwestią pozostają losy portali gosc.pl oraz wiara.pl, które chociaż mają niezłe wyniki oglądalności, nie zdobyły silnej pozycji na rynku reklamowym. Ten sam problem dotyczy Radia eM. We wrześniu br. będziemy obchodzić 95-lecie istnienia „Gościa” i warto rozpocząć dyskusję o nowych celach tygodnika oraz towarzyszących mu dzieł medialnych. 

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • tomaszl
    15.07.2018 09:08
    Zmieniają się czasy. Zmienia sie tez podejście do czytania. Od kilkunastu lat nie kupiłem papierowego wydania gazety.
    A czytam dziś o wiele więcej niż kilka lat temu. I to w dodatku czytam nie tylko polską "prasę", co powoduje zdecydowanie poszerzenie horyzontów.

    W dodatku jak widać po popularności kilku portali wielu ludziom, w tym szczególnie młodym, przestało już odpowiadać jednostronne czytelnictwo. Dziś wielu potrzebuje interakcji, wymiany opinii, dyskusji. I to jest super, bowiem kończy sie czas tych co wiedza lepiej i tych co maja ich tylko słuchać.

    Więc nie warto narzekać, warto iść do przodu.
  • Gość
    15.07.2018 10:25
    Ja powoli odchodzę od Gościa, bo z powodu błędów językowych i oceanu literówek coraz trudniej mi darzyć Wasze dziennikarstwo zaufaniem. Dobry dziennikarz, który przepisuje byle jak z PAP-u, robi powtórzenia - czasem słowa, czasem zdania a czasem nawet całe akapity?! Porządny dziennikarz, który nie czyta własnego tekstu przed umieszczeniem? Wartościowa redakcja, która przepuszcza literówki, po czym każdą próbę zwrócenia uwagi cenzuruje bez poprawienia błędu? Nawet typografię potraficie często zepsuć, kopiując żywcem z Worda - ale jeśli autor artykułu nawet do niego nie zajrzy po opublikowaniu, to co się dziwić....

    W każdym niemal artykule jest jakiś błąd gramatyczny, interpunkcyjny albo literówka. Jeśli dziennikarz nie potrafi po polsku pisać bez błędów, to niech sobie redakcja znajdzie korektora. No chyba, że Wam nie zależy, ale wtedy nie miejcie pretensji ani żalu, że odpływają od Was ludzie. Zaufanie do redakcji buduje się latami (i Wy to fantastycznie zrobiliście - słowa złego nie powiem na papierowe wydanie Gościa), ale traktowanie portalu po macoszemu i na odwal nie przyniesie Wam w dłuższej mierze korzyści, bo zamienicie się (przynajmniej w ujęciu językowym) w bratniego Pudelka. "Troszczycie się o wiele, a potrzeba mało, albo tylko jednego", parafrazując Ewangelię - i tym "jednym" jest rzetelność.
  • Gość
    15.07.2018 10:29
    Z dobrych rzeczy dodam, że cenię sobie w Gościu udział redakcji w dyskusjach pod komentarzami. Rzadko, bo rzadko, ale czasem można zamienić parę zdań czy usłyszeć doprecyzowanie od autora artykułu - choć tylko kilku z Państwa się tego trudu podejmuje. Czapki z głów przed panem Franciszkiem i panem Wojtkiem, którzy - co widać i po tekstach, i po udziale w dyskusji - wracają do napisanych przez siebie artykułów czy felietonów. Szkoda, że chyba tylko oni.
  • Tinka
    27.07.2018 15:09
    Ludzie odchodzą od gazet pisanych przez rzetelnych reporterów, bo ci siedzą w swoich bańkach rzetelności i wciąż im się wydaje, że mają misję. A misję tą pełnią byle jak, byle prędzej, byle opublikować przed konkurencją. Każdy z nich jest człowiekiem i choćby nie wiem jak się starał, jego opinie nie będą bezstronne. Już lepiej poczytać kogoś, kto nie udaje profesjonalisty.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8
    30°C Niedziela
    dzień
    30°C Niedziela
    wieczór
    26°C Poniedziałek
    noc
    22°C Poniedziałek
    rano
    wiecej »