Biały interes

Gdyby carska Rosja nie sprzedała Ameryce Alaski, nie powstałby nigdy kultowy serial. I nie jest to jedyny powód, dla którego Amerykanie cieszą się, że kraina lodu stała się jednym ze stanów. I nie jedyny, dla którego Rosjanie chętnie by ją odzyskali.

W jednym z odcinków „Przystanku Alaska” do Cicely, fikcyjnej miejscowości, w której rozgrywa się akcja serialu, przybywa światowej sławy rosyjski śpiewak operowy. Wizyta Rosjanina najbardziej irytuje Maurice’a Minnifielda, byłego astronautę, najbogatszego mieszkańca serialowego miasteczka. Pełna emocji scena, podczas której obaj panowie rozgrywają partię szachów, kończy się wyzwaniem na pojedynek na śmierć i życie…

Pilnujcie Alaski

Może to tylko jeden z klasycznych filmowych motywów, który ma podkreślić „odwieczne” starcie cywilizacji dwóch mocarstw. A może odbicie tlących się już wtedy (serial powstawał na początku lat 90. XX wieku) napięć i nieświadoma zapowiedź zgłaszanych bardziej lub mniej wprost rosyjskich pretensji do sprzedanego Ameryce w XIX wieku terytorium? Czy rzucona parę lat temu kąśliwa uwaga ambasadora Rosji przy UE Władimira Czyżowa pod adresem Johna McCaina, by ten pilnował Alaski (po sugestii amerykańskiego senatora, że po Ukrainie Rosja może ostrzyć zęby na kolejny kraj), była tylko odważnym, ale niewinnym żartem? Czy może w tej nerwowej reakcji rosyjski dyplomata zdradził rosnące w Rosji niezadowolenie z faktu, że bogaty w surowce region niemal za bezcen sprzedano swojemu głównemu dzisiaj (nie licząc Chin) konkurentowi?

Warto podkreślić, że „wyskok” Czyżowa nie był zawieszony w politycznej próżni. W Rosji są siły, które od lat mówią to głośno i wyraźnie: Alaska powinna wrócić do Rosji. Może i brzmi to jak kiepskie political fiction, ale za to w tle mamy już dużo bardziej realny spór światowych potęg o dostęp do surowców w Arktyce. Stany Zjednoczone, choć poprzez wybrzeże Alaski mają dostęp do Morza Beringa czy Morza Czukockiego i tym samym są uznawane za kraj arktyczny, pozostają w tyle, jeśli chodzi o penetrację i wyścig o dominację w Arktyce, w której coraz śmielej rozpycha się właśnie Rosja. „Przystanek Alaska” może mieć jeszcze zaskakującą dla wszystkich kontynuację.

Rosyjska ziemia

Gdy ambasador Czyżow wypowiedział słowa o pilnowaniu Alaski, zaraz dodał – jakby tłumacząc się – że przecież Alaska była kiedyś częścią Rosji. To dość zabawne wyjaśnienie, bo przecież nikt nie kwestionuje tego faktu historycznego. Pierwsze osady na Alasce faktycznie założyli w XVIII wieku Rosjanie, ale w 1867 r. car Aleksander II sprzedał region za 7,2 mln dol. Stanom Zjednoczonym (choć 49. stanem została dopiero w styczniu 1959 r., rok przed Hawajami, 50. stanem). I wydawało się, że temat jest zamknięty na zawsze, a tymczasem od paru lat co jakiś czas w przestrzeń publiczną wypuszczane są rewizjonistyczne balony próbne. Na przykład mer syberyjskiego Jakucka Ajsen Nikołajew nie tak dawno zażądał, by Amerykanie oddali w ręce rosyjskiej Cerkwi prawosławnej położoną w pobliżu Alaski Wyspę Świerkową. Mer powoływał się na historyków z Jakucka, którzy w archiwach rosyjskich emigrantów znaleźli dokumenty mające poświadczyć, że umowa cara z Amerykanami zakładała pozostawienie wyspy we władaniu rosyjskim. Nikołajew zwrócił się nawet oficjalnie do prezydenta Rosji o podjęcie odpowiednich działań w celu odzyskania wyspy.

O wiele dalej idą postulaty różnych skrajnych organizacji, choć również powołujących się na kwestie związane z religią. Sama agencja RIA Nowosti uznała za zasadne poinformować, że jedna z takich organizacji zaskarżyła parę lat temu w moskiewskim sądzie umowę sprzedaży z 1867 r. W USA prezydentem był jeszcze Barack Obama. – Rosjanie argumentowali, że popierając „małżeństwa” homoseksualne, uderza on w religijność prawosławnych mieszkańców Alaski. Podważali również to, że choć Amerykanie za zakup Alaski mieli zapłacić w złocie, to skończyło się na wystawieniu czeku. Inną skargę do sądu złożyła całkiem poważna (a w każdym razie poważana) grupa ekspertów, której liderem jest pisarz i polityk Iwan Mironow. W uzasadnieniu napisali, że decyzja o sprzedaży Alaski była podjęta przez osobę prywatną (chodzi o przedstawiciela cara, więc jest to zarzut trochę grubymi nićmi szyty). Ta „prywatna osoba” zresztą wynegocjowała wyższą cenę sprzedaży, bo początkowo obie strony mówiły o 5 mln dolarów, a skończyło się na 7,2 mln.

Wyciśnięta pomarańcza?

W USA nie brakowało nigdy środowisk, które twierdziły, że nawet tak śmieszna kwota (również w przeliczeniu na dzisiejszą wartość pieniądza) nigdy się Ameryce nie zwróciła. „Rosja sprzedała nam wyciśniętą pomarańczę” – pisał parę lat po transakcji amerykański „New York World”. Już bardziej współcześnie ekonomista David R. Barker uznał nawet, że zakup Alaski był najgorszą inwestycją Stanów Zjednoczonych w historii. Uznał, że mimo gigantycznych złóż naturalnych zyski dla budżetu federalnego nie pokrywały nigdy kosztów utrzymania Alaski i prowadzonych tam inwestycji, z których profity czerpali tylko prywatni przedsiębiorcy.

To mimo wszystko jednak odosobniona opinia. Dominuje przekonanie, że zakup Alaski był jedną z najlepszych inwestycji w historii USA. Alaska okazała się krainą zasobną w bogactwa naturalne, których wartość wielokrotnie przekracza kwotę zapłaconą carskiej Rosji. To dlatego dzisiaj w Moskwie mają czego żałować: niestety, władca Imperium Rosyjskiego nie miał pojęcia, że Alaska to jedna wielka żyła złota, uranu, ropy naftowej, gazu ziemnego i innych surowców. Inna sprawa – co podkreślają historycy – że może nawet taka wiedza nie zatrzymałaby cara przed sprzedażą Alaski Amerykanom. Po pierwsze, Rosji nie było stać na jej utrzymanie, a istniała uzasadniona obawa, że region trafi w ręce Brytyjczyków. Dziś brzmi to zabawnie, ale w tamtym czasie Rosja zdecydowanie wolała oddać terytorium Stanom Zjednoczonym.

Trudno mówić o „nietrafionej inwestycji” w sytuacji, gdy ciągle odkrywane są nowe surowce naturalne. Wprawdzie odkryte niedługo po zakupie złoża złota skończyły się dość szybko, jednak odkrycie parę dekad później złóż ropy naftowej i gazu ziemnego stworzyło z regionu krainę mlekiem i miodem płynącą (o ile to trafne porównanie w tak zimnym regionie). Ponieważ zyski dla budżetu stanowego i federalnego były z tego tytułu ogromne, na początku lat 80. zlikwidowano na Alasce podatki stanowe, a mieszkańcy stanu zaczęli otrzymywać co roku dywidendy w wysokości od 1000 do ponad 3000 dolarów. W kontekście rosnącego zainteresowania Rosji odzyskaniem Alaski ciekawym wątkiem jest pomysł tym razem amerykańskiego przedsiębiorcy, by z racji gigantycznej wartości tego stanu… sprzedać go Rosji za kwotę, która pozwoliłaby spłacić znaczną część amerykańskiego długu publicznego.

Lód w cenie

O ile i rosyjskie, i amerykańskie – jak w powyższym przykładzie – pomysły na przekazanie Alaski Rosjanom mogą ciągle wydawać się oderwane od rzeczywistości, to nie da się już ignorować faktycznego międzynarodowego sporu o Arktykę, w którym, jak wspomnieliśmy wcześniej, prym wiedzie właśnie Rosja. W 2017 roku brytyjski think tank The Henry Jackson Society opublikował raport dotyczący militaryzacji Arktyki. Autorzy dokumentu sporządzonego przez działający w ramach HJS Russia Studies Centre wykazali, że od 2014 r. Rosja tak wyraźnie zwiększyła swoją obecność militarną w Arktyce, że rywale praktycznie nie mają szans im dorównać. Rosja nie tylko utworzyła tam stały region wojskowy, nie tylko zintensyfikowała szkolenie żołnierzy i stworzyła nowe arktyczne brygady, ale również zbudowała całkowicie nową flotę lodołamaczy, a także ponownie otworzyła bazy wojskowe z okresu zimnej wojny i umieściła radar, który ma ostrzegać ją przed uderzeniami rakietowymi. Z danych HJS wynika ponadto, że nieprzyjazne i prowokacyjne ruchy ze strony Rosji są tam na porządku dziennym: rosyjskie bombowce strategiczne regularnie przelatują nad Oceanem Arktycznym, często naruszając przestrzeń powietrzną krajów Rady Arktycznej. Dzieje się tak praktycznie od 2007 r., ale od 2014 r. liczba rosyjskich incydentów w przestrzeni powietrznej państw wokół Arktyki znacznie wzrosła.

Gdzie w tym wszystkim są kraje zachodnie? To raport HJS dopiero wzywa NATO do „szybkiego przyjęcia strategii dla Arktyki”, co jest de facto przyznaniem, że Zachód przespał rosyjską aktywność lodowcową. I nie chodzi bynajmniej tylko o dyplomatyczną porażkę. Według danych amerykańskiej agencji naukowo-badawczej United States Geological Survey dno Oceanu Arktycznego może kryć w sobie co najmniej 100 mld baryłek ropy naftowej i grubo ponad 1,5 biliona metrów sześciennych gazu ziemnego. Jest więc o co… kruszyć lód. Alaska, będąca bramą do tego arktycznego świata, stanowi naturalny element rozgrywki między Rosją a USA. Nikt poważny nie powie dzisiaj, że Moskwa mogłaby odważyć się na odbicie Alaski Amerykanom. Ale na tym polega długofalowe, obliczone na dekady, planowanie polityki globalnej (w czym i USA, i Rosja są liderami), by nawet takich scenariuszy nie ignorować. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    13°C Niedziela
    rano
    20°C Niedziela
    dzień
    21°C Niedziela
    wieczór
    17°C Poniedziałek
    noc
    wiecej »