Rzetelność zamiast obiektywizmu

O wolności w mediach, publicznych środkach masowego przekazu i tworzeniu radia mówi założyciel Radia Wnet i prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krzysztof Skowroński.

Bogumił Łoziński: Dlaczego założyłeś radio?

Krzysztof Skowroński: Powodów było dużo, ale przede wszystkim z potrzeby posiadania wolności.

Pracowałeś w wielu mediach, nie miałeś w nich wolności?

Zarówno w Radiu Zet, Polsacie, Telewizji Publicznej, jak i Programie Trzecim Polskiego Radia miałem przywilej wolności. Jednak w momencie, gdy w 2008 r. zostałem wyrzucony z radiowej Trójki, pomyślałem, że ten czas się skończył, że drzwi zostały zamknięte, więc postanowiłem założyć radio. Początek to była właściwie zabawa i fantazja. Wymyślaliśmy rozmaite rzeczy, np. reportaże telewizyjne, których cechą była nuda.

Używasz pojęcia „wolność’, ale co ono dla Ciebie znaczy?

Chodzi o wolność, aby coś wyrazić, a dokładnie opowiedzieć o tej części świata, której nie pokazują inne media.

Czyli jakiej?

Większość mediów koncentruje się na polityce, na tym, co się dzieje w Sejmie, na życiu dwudziestu ulic w Warszawie i paru w innych miastach, natomiast o całej reszcie rzeczywistości nie opowiadają. Jeszcze są tam, gdzie dzieje się jakaś tragedia. My w Radiu Wnet staramy się pokazywać zwykłość, wejść w ludzką codzienność. To się nam udaje poprzez podróże radiowe, rozmowy z ludźmi, którzy mają chęć, energię do tworzenia czegoś.

Czy promujecie określony system wartości?

Oczywiście. Media, które tworzymy, można nazwać konserwatywnymi, czyli takimi, które opisują świat z punktu widzenia chrześcijanina, katolika, ojca czy matki. Mamy świadomość swojej tożsamości. To jest zaleta, bo tworzymy radio według swoich wartości i swojej wizji świata.

W takiej koncepcji jest miejsce na obiektywizm?

Nie ma. Zostałem wychowany zgodnie z zasadą, że media powinny być obiektywne, to znaczy dawać możliwość wypowiedzenia się każdej stronie konfliktu i nie komentować tego, co zostało powiedziane. Dziennikarz miał być „przezroczysty”. Teraz uważam inaczej. Media powinny nie tyle przytaczać różne punkty widzenia, ile przede wszystkim starać się odpowiedzieć, jak jest. Jeżeli jeden pan mówi, że to jest lodówka, a drugi, że suszarka do włosów, to nie można ludzi zostawić, aby sobie wybrali, lecz trzeba powiedzieć, co to jest. Kryterium obiektywności zamieniłem na kryterium rzetelności. Dziennikarz musi być rzetelny. Niektóre media udają, że są obiektywne, ale właśnie to one są najbardziej subiektywne i najostrzej reprezentują ideologiczny punkt widzenia.

Na czym polega ta rzetelność?

Chodzi o to, aby opowiadać o prawdziwych zdarzeniach. Mówić o faktach. Nawet jeśli jakaś sprawa jest niewygodna z perspektywy światopoglądu czy wizji świata dziennikarza, to nie ukrywa on tego przed opinią publiczną. Dla dziennikarza będącego człowiekiem Kościoła trudno jest przedstawiać negatywne zjawiska, które się w nim dzieją, ale jeśli sprawdzi, że rzeczywiście miały miejsce, to nie może ich zataić. To jest właśnie dziennikarska rzetelność.

Dziś media są miejscem sporów o wartości. Jak w tej przestrzeni sytuuje się Radio Wnet?

W naszych czasach bitwa dotyczy spraw fundamentalnych. Aby zmienić dotychczasowy porządek, trzeba zredefiniować podstawowe pojęcia. Są media, które to robią, i np. mówią: „ślub homoseksualny”, „małżeństwo osób tej samej płci”. Po zredefiniowaniu pojęcia można przedstawiać swoją wizję jako drugą, alternatywną, równoprawną filozofię. Radio Wnet nie zgadza się na redefiniowanie podstawowych pojęć. Przykładem może być debata o ochronie dziecka poczętego. Ktoś mówi, że jest za aborcją, bo jest za wolnością. My absolutnie nie zgadzamy się z takim traktowaniem pojęcia „wolność” i mówimy, że wolność nie służy zabijaniu.

Jaka jest współcześnie rola mediów?

Tworząc radio, myślę o budowaniu pewnej wspólnoty słuchaczy, których łączy podobne postrzeganie świata. Media są tożsamościowe. Być może dziś to jest ich najważniejsza rola.

Przy zakładaniu radia posługiwaliście się hasłem: „Media prawdziwie publiczne”. Co to znaczy?

To hasło powstało, gdy wyrzucono mnie z programu Trzeciego Polskiego Radia. Stworzyliśmy portal społecznościowy, na którym każdy mógł publikować, a my zajmowaliśmy się sprawami, których inne media nie pokazywały. Poszliśmy na medialny ugór i opowiadaliśmy, co tam się dzieje.

To było działanie w opozycji do tego, co działo się w tym czasie w mediach publicznych?

Tak, gdyż był to czas, w którym media publiczne i mainstreamowe były zawłaszczane przez jedną opcję polityczną i chciano dużą część pojmowania świata wyrzucić z debaty publicznej.

A czy dziś media publiczne są „prawdziwie publiczne”?

W Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich mieliśmy nadzieję, że po zmianie władzy media będą bardziej otwarte, inaczej skonstruowane. Tymczasem system medialny stał się elementem walki politycznej, wielkiej bitwy o wartości, o Polskę. Media publiczne nie oddychają dwoma płucami, tylko jednym. To wynika z sytuacji na rynku środków masowego przekazu. Gdyby nie pokazywały działań obozu władzy, nie miałby on możliwości przedstawienia tego, co robi. Większość mediów prywatnych jest w zdecydowanej opozycji wobec obecnej władzy, ostro ją atakują, a przekaz mediów publicznych te ataki odpiera. Nie twierdzę, że jest to prawidłowe, ale w obecnej sytuacji tworzy równowagę. Układ idealny byłby taki, że istnieją stacje prywatne związane z obydwoma głównymi opcjami politycznymi, a publiczne prezentują różnorodny przekaz. Rzeczywistość jest jednak taka, że zdecydowaną przewagę mają media prywatne związane z opozycją.

Opozycja widzi to chyba inaczej, twierdzi bowiem, że wolność słowa jest w Polsce zagrożona.

To bajka pisana na potrzeby zewnętrzne, czyli propagandy europejskiej lewicy. Jest to element całego planu politycznego dotyczącego nie tylko Polski, ale przyszłości Europy, o którą spierają się dwa główne nurty: lewicowo-liberalny i konserwatywny. Ponieważ siła mediów jest po stronie lewicowej, budują one przekonanie, że w Polsce nie ma wolności słowa. To stała metoda dyskredytacji politycznych i ideowych adwersarzy z opcji konserwatywnej. Proszę zwrócić uwagę, jak była relacjonowana w Europie wizyta w Polsce wicepremiera Włoch. Europejskie media nie mówiły o meritum, czyli reformie UE, lecz starały się wpisać tę wizytę w kontekst budowania faszystowskiego frontu w Europie. Lewica chce prawą stronę wykluczyć z dyskursu publicznego, nadać jej pieczątkę nieakceptowalności.

Dlatego tak ważne są wolne media, dlatego stworzyliśmy Radio Wnet. Chodzi o możliwość komunikacji. Ktoś ze swoimi poglądami czuł się samotny, szczególnie odbierając przekaz mainstreamowych mediów, i nagle pojawiło się radio, dzięki któremu okazało się, że takich samotników jest wielu, a więc nie jest sam, nie jest wariatem.

Z tego, co mówisz, wynika, że Radio Wnet ma prawicowy profil.

Podzielamy takie poglądy, ale nie jesteśmy zależni od żadnej partii.

Zarzuca się Wam bliskie związki z PiS, na przykład, że dostaliście od tej partii pieniądze.

W 2012 r. w ramach umowy handlowej partia ta zapłaciła Radiu Wnet 140 tys. złotych. Nigdy tego nie ukrywaliśmy. Nie oznacza to jednak zależności. Jednym z elementów dramatu dyskursu publicznego w Polsce jest sprowadzanie wszystkiego do partyjnego mianownika. A przecież żadna z partii politycznych nie jest dla nas najważniejsza w życiu.

Przez dziewięć lat Radio Wnet emitowało swoje audycje przez internet. We wrześniu ubiegłego roku Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przyznała Wam częstotliwości na nadawanie w Warszawie i Krakowie. Pojawił się zarzut, że dostaliście koncesje z politycznego klucza.

Zwolniła się koncesja po Radiu Bajka, które nie poradziło sobie finansowo. KRRiT ogłosiła konkurs, który wygraliśmy. Radio Zet, które również starało się o tę koncesję, nie podważyło tej decyzji. Nasz wniosek koncesyjny był najlepszy. Chcemy stworzyć radio, którego do tej pory nie było – prywatne z misją publiczną. Nadające autorskie programy, publicystkę, 40 procent słowa, muzykę polską i klasyczną, ze studiami na całym świecie.

To wymaga środków?

Pieniądze nie są na pierwszym miejscu. Najważniejszy jest zespół. Ma stworzyć taką rozgłośnię, której będzie chciało się słuchać. Najtrudniejsze jest znalezienie odpowiednich ludzi. Otworzyliśmy studio w Bejrucie, mamy je w Kijowie, następne będzie w Dublinie. Podczas Światowych Dni Młodzieży będziemy w Panamie. Jednak studio nie oznacza jakiegoś specjalnego pomieszczenia za wielkie pieniądze. Teraz jest inna technologia. Jesteśmy radiem ulicznym, nadajemy z ulicy. Potrzebna jest konsoleta, laptop, system nadawczy i nic więcej. Stworzenie studia nie jest dużym kosztem, najtrudniejsze jest znalezienie kogoś, kto będzie mówił do mikrofonu.

Czy jest zapotrzebowanie na takie radio?

Według mnie jest duże. Ludzie chcą doświadczyć tego, co jest normalne. Chcą medium, które da im dostęp do świata, do zwyczajnych rzeczy. Chcą dowiedzieć się, że gdzieś świeci słońce, w innym miejscu pada deszcz, a w obydwóch rosną dzieci. •

Krzysztof Skowroński

Od 2011 r. pełni funkcję prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Pracował m.in. w Radiu ZET, telewizji publicznej, Puls i Polsat, był dyrektorem programowym radiowej Trójki.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13°C Czwartek
    dzień
    14°C Czwartek
    wieczór
    11°C Piątek
    noc
    7°C Piątek
    rano
    wiecej »