Serdeczna aktywizacja

Miód, mąka, przyprawy. Ulepić można piernikowe ciasto i… nowe życie.

Gość Niedzielny Ulepić można piernikowe ciasto i... nowe życie

Nowoczesne osiedle, wielopiętrowy dom, centrum Białegostoku. Na jednym z lokali na parterze napis: „Pierniki z Podlasia”. Z daleka wabi słodki zapach. Wchodzisz i trochę jakbyś miejsca pomylił: to już nie nowoczesne osiedle, lecz jakby babcina kuchnia. Pachnie przyprawami korzennymi i miodem. Kolejne partie pierników się pieką, a pan Rafał w białym fartuchu i piekarniczym czepcu zarabia ciasto na marcinka. A chociaż stare przysłowie mówi, że gdzie kucharek sześć, tam za bardzo się nie na­jesz, tu jest wiele cukierniczek, wielu też się cukierniczego, piernikowego fachu uczy. Codziennie powstają stosy smacznych ciastek i ciast. Wszystkim wychodzi to na zdrowie. Choć czasem wchodzi i w boczki.

Społeczne piernikowanie

Aniela Kierzkowska, prawniczka z wykształcenia i współzałożycielka Pierników z Podlasia, przedsiębiorstwa społecznego, krząta się między niewielką kuchnią a pokojem, w którym już gotowe pierniki można kupić. Dlaczego akurat pierniki i dlaczego ona? – Przedsiębiorstwa społeczne zawsze były mi bliskie. Idea pracy, która pozwala stanąć na nogi i zmienić całe życie osób zagrożonych wykluczeniem, w trudnych sytuacjach życiowych, to pomysł wart pracy i wysiłku – zaczyna opowiadać. – Dlatego gdy moja koleżanka, która prowadzi fundację wspomagającą osoby niepełnosprawne, zaproponowała, by otworzyć przedsiębiorstwo społeczne, bardzo się tym pomysłem zainteresowałam.

Jednocześnie inna koleżanka pani Anieli od lat robiła pierniczki. Przecudne. Przesmaczne. Z podlaskich jaj i podlaskiej mąki. – Robi je dla przyjaciół i bliskich. Naprawdę jest w tym dobra. Pomyślałam, że może by nas nauczyła. I może nasze przedsiębiorstwo robiłoby właśnie pierniczki – pani Aniela układa gotowe pierniczki w kształcie żółciutkich kurczaczków. Wszak trzeba się powoli szykować cukierniczo na Wielkanoc. – Znajoma zgodziła się nam pomóc, podzielić się pasją. Po prostu nas wszystkiego nauczyć. I tak to się zaczęło.

Oczywiście nie obyło się bez profesjonalnych kursów oraz szkoleń. Bo upiec piernik to jedno. Ale prowadzić przedsiębiorstwo społeczne – to drugie. Panie otrzymały dofinansowanie na swoją działalność z Forum Inicjatyw Rozwojowych, Ośrodka Wsparcia Ekonomii Społecznej. Wynajęły lokal, dostosowały go do wymogów sanepidu. I do boju. Czyli – do pieca. – Zatrudniłyśmy pięć osób na stałe i od czerwca ubiegłego roku działamy. Nasi pracownicy to osoby zagrożone wykluczeniem społecznym. Obecnie pracuje u nas troje niepełnosprawnych i dwie inne osoby, które do niedawna mogły jedynie pomarzyć o jakimś zatrudnieniu. Dodatkowo prowadzimy staże i uczymy piernikowego, cukierniczego zawodu.

Pan Rafał i inni

Pan Rafał – pracownik piernikowej manufaktury – zgłębia tajniki marcinka, podlaskiego specjału. Czyta w starych książkach z przepisami i porównuje z własną, nabytą wiedzą. Jest przecież, jako jedyny w firmie, cukiernikiem z zawodu. Pan Rafał zagniata marcinka, wkłada ciasto do lodówki. Ciasto musi odpocząć, odczekać swoje, by gluten odpowiednio się związał i żeby smak tego podlaskiego skomplikowanego ciasta z dwunastu cieniutkich warstw przekładanych masą serową był idealny.

Pan Rafał jest osobą niepełnosprawną. W kuchni jednak, przy stolnicy, przy piecu, w swoim królestwie mąki, jaj, miodu, cukru i przypraw jest wirtuozem sprawności. Teraz zagniata ciasto na piernikowe serce. Ktoś zamówił na rocznicę ślubu. Na kilogram mąki bierze pan Rafał trzy jaja, kakao, sodę, masło. – Przyprawę do piernika sami robimy. Cynamon, gałka muszkatołowa, anyż, kolendra, goździk, imbir, pieprz, ziele angielskie – w odpowiednich, tajemniczych proporcjach. Nie podzielimy się pełnym przepisem – zastrzega. – Masło, cukier. Wszystko naturalne. Z chemii używamy tylko… zdrowej chemii, czyli stosujemy sodę.

Czary-mary, duże ręce pana Rafała zagniatają zgrabną kulę pachnącego brązowego piernikowego ciasta. – Pan Rafał to nasza perełka, bo to prawdziwy cukiernik. Dla niego żadne wyzwanie nie stanowi problemu. Dumni z niego jesteśmy – chwali pani Aniela. – Uczymy się jedni od drugich, testujemy przepisy. A pan Rafał również nas szkoli.

– Przed dodaniem rozpuszczonego masła trzeba je schłodzić, żeby nie zaparzyło jajek – instruuje pan Rafał. Poważnie podchodzi do roboty.

Do piernikarni wchodzi drobna blondynka. Agnieszka Mróz, stażystka. Z wykształcenia ekonomistka i trener biznesu. Tu zajmuje się wymyślaniem nowych produktów, opracowuje nowe technologie – na przykład dogląda drukarni cukierniczej. Tak, by na piernikach „Z Białegostoku” było słodkie zdjęcie miasta. – To wciąga. Chociaż gdy tak próbujemy i próbujemy, to boczki rosną – śmieje się. – Cały czas się rozkręcamy i badamy nasze możliwości. Niedawno robiliśmy… tysiąc bałwanków. Produkcja szła dwa miesiące, od rana do wieczora. Udało się, klient był zadowolony.

Pani Agnieszka prezentuje swoje (i innych) pomysły: są pierniczki „zakochane” – różnego rodzaju serduszka z wypisanymi na nich wyznaniami. Są pierniczki „okolicznościowe” – z okazji 40. urodzin, narodzin dziecka czy Dnia Kobiet. I dla dziewczynek: oczywiście jednorożce. Coraz więcej już pierniczków świątecznych, wielkanocnych. Jedna z pań robi „modernistyczne” – bardziej nowoczesne, z minimalistycznymi zdobieniami. Druga – pełen folklor, czerpie z tradycji ludowych. Jednym słowem – dla każdego coś dobrego.

Wsparcie rodzin

Celem przedsiębiorstw społecznych jest nie tylko praca i zdobycie dochodu, ale też przywracanie społeczeństwu osób zagrożonych wykluczeniem. Pomoc i wsparcie – by stanęli na nogi, poczuli się potrzebni, ważni.

Pani Kasia jest obecnie na stażu w piernikarni. Wiek przedemerytalny. Przez lata nie mogła pracować zawodowo, bo opiekuje się niepełnosprawną dorosłą córką. – Bardzo lubię tu być, bo to wyjątkowe miejsce. Przychodzę, gdy moja córka Agata jest na zajęciach i nikt nie robi afery, jeśli się chwilę spóźnię. Wykonam to, co do mnie należy – najlepiej jak umiem – i wracam do chorego dziecka – opowiada. – Ta elastyczność pozwala mi na łączenie opieki nad niesamodzielną córką i pracę zawodową. Duża radość! I wsparcie dla rodziny.

Agnieszka Mróz: – Ja z kolei mam małe dzieci. Praca etatowa od 8 do 16, z dojazdami, to w efekcie kompletny brak czasu dla rodziny. Tutaj mogę łączyć macierzyństwo z aktywnością zawodową.

Codziennie do firmy przychodzi kilka osób. Jedne wałkują, inne malują, koronkują (!), ozdabiają. Jeszcze ktoś inny zawija gotowe produkty w zgrabne pakuneczki. Harmonogram prac rozpisany jest na tydzień, choć po drodze coś zawsze wpada. Jakieś zamówienie ekstra.

– Pierniki wyjęte z pieca muszą wystygnąć, a potem dobrze podeschnąć, żeby późniejsze zdobienia się nie popsuły – opowiada pani Kasia, wykrawając z piernikowego ciasta serca, jaja wielkanocne i inne kształty.

Potem nakłada się na ciastko kolorowy lukier. Każdy kolor oddzielnie. Trzeba poczekać prawie dobę, żeby warstwa zastygła. Wtedy można nakładać kolejny kolor i robić zdobienia. Pracochłonne, wymagające, precyzyjne. Dla wielu pracowników, stażystów robienie pierników to forma arteterapii. Można odkryć w sobie zapomniane zdolności, wrażliwość. Pokazać kawałek… duszy. Słodkiej i artystycznej.

– A tu mamy formy do… koronki. Wylewa się na formę lukier, który zastyga. Po pewnym czasie przykleja się koroneczkę na ciastko. Wygląda jak ręczna robota z kordonka – pokazuje pani Agnieszka.

Pani Anna przeszła chorobę onkologiczną. Wcześniej przez wiele lat pracowała w banku. Po chorobie wszystko się zmieniło… – Tak to w życiu bywa. Coś się zmienia, coś zaczyna, a coś kończy. Tutaj odnalazłam siebie na nowo. I całe pokłady chęci do tworzenia – mówi i pędzelkiem cieniuje warstwę kolorowego lukru. – Tak, ja wiem, że pędzelkiem się tego nie robi. Ale ja robię. Maluję po prostu te pierniki. Jak obraz. Żeby nie tylko smakowały, ale i cieszyły oko. I serce.

Sercem malowane, od serca dane. A smakują? Serdecznie. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    19°C Piątek
    wieczór
    15°C Sobota
    noc
    13°C Sobota
    rano
    19°C Sobota
    dzień
    wiecej »