Rosyjski labirynt

Raport, który miał udowodnić winę Donalda Trumpa, nie potwierdza oskarżeń o współpracę z Rosjanami. Jednocześnie nie oczyszcza go ze wszystkich zarzutów.

Na wyniki śledztwa prokuratora specjalnego Roberta Muellera czekali w USA wszyscy: oponenci Donalda Trumpa zacierali ręce, licząc na niezbite dowody współpracy jego otoczenia z Rosjanami w czasie kampanii wyborczej sprzed 3 lat; zwolennicy prezydenta traktowali całe dochodzenie jako kolejny spektakl wymierzony w przywódcę supermocarstwa, nie spodziewając się odkrycia żadnych obciążających go rewelacji.

Po dwóch latach powstał raport, którego treść pozostaje poufna, ale jego konkluzje zostały wysłane w specjalnym liście do najważniejszych osób w państwie przez Williama Barra, szefa departamentu sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Ocena tego, co właściwie owe konkluzje oznaczają, zależy od tego, kto je referuje i komentuje. Po sprzecznych wręcz opiniach można odnieść wrażenie, że dochodzenie Muellera otworzyło więcej pytań, niż wyjaśniło wątpliwości. I bez ujawnienia całego raportu atmosfera wokół Donalda Trumpa może być jeszcze gęstsza niż przed rozpoczęciem śledztwa.

Winny – niewinny?

„Prezydent Donald Trump nie konspirował z Rosją podczas wyborów w 2016 roku” – tak wynik śledztwa relacjonowały początkowo media przychylne prezydentowi. Było to niemal odbicie słów rzeczniczki Białego Domu Sarah Sanders, która oświadczyła, że raport stanowi „całkowite i pełne oczyszczenie prezydenta Stanów Zjednoczonych”, a prokurator Mueller „nie doszukał się żadnej zmowy ani żadnego utrudniania”. Były burmistrz Nowego Jorku, a dziś jeden z najbliższych współpracowników prezydenta Trumpa uznał, że ustalenia śledztwa są „lepsze, niż się spodziewał”. Co jest, swoją drogą, ciekawym sformułowaniem, bo sugeruje, że nawet on obawiał się, że mogą wyjść jakieś niepokojące wątki w sprawie. Sam zainteresowany również nie omieszkał skomentować konkluzji raportu, jak zwykle, najpierw na Twitterze: „Żadnej Zmowy, Żadnego Utrudniania, Całkowite i Pełne OCZYSZCZENIE. NIECH AMERYKA BĘDZIE NADAL WIELKA!” (pisownia wielkimi literami w oryginale) – napisał Donald Trump.

Jednak już sami republikanie, a więc polityczne zaplecze Trumpa, nie byli tak optymistycznie nastawieni. Jerrold Nadler, szef komisji sądownictwa w Izbie Reprezentantów i jeden z adresatów listu od prokuratora Barra, w którym ten streścił ustalenia śledztwa Muellera, uznał, że raport „w sposób jasny i jednoznaczny nie oczyszcza prezydenta” z zarzutów. Sam departament sprawiedliwości najpierw oświadczył, że Robert Mueller nie znalazł dowodów na to, że sztab Donalda Trumpa „uczestniczył w zmowie lub koordynował działania” z Rosją w celu wpłynięcia na wynik wyborów prezydenta USA w 2016 roku. Po słowach krytyki, jaka spadła na resort, William Barr nieco zniuansował swoje stanowisko, podkreślając, że raport Muellera „nie oczyszcza” prezydenta z zarzutu utrudniania działań wymiaru sprawiedliwości, lecz – uwaga – „podaje dowody po obu stronach tego pytania”.

Bomba czy niewypał?

To wszystko nie brzmi zbyt dobrze, biorąc pod uwagę niemały wysiłek, jaki Mueller włożył w dochodzenie. Stacja CNN, podsumowując dwa lata pracy jego biura, podała, że przesłuchano blisko 500 świadków, wydano ponad 3,5 tys. wezwań dla setek osób i instytucji. Mueller wysłał także 13 wniosków do rządów obcych krajów z prośbą o dostarczenie potrzebnych mu dowodów. Efekt jest taki, że z jednej strony nie ma dowodów na to, że otoczenie Trumpa i on sam współpracowali z Rosjanami w ich oddziaływaniu na przebieg kampanii wyborczej (bo ten wpływ został już wcześniej udowodniony i tego raport Muellera nie podważa), ale też nie ma w pełni przekonujących dowodów pozwalających na całkowite oczyszczenie prezydenta z takich podejrzeń.

Minister Barr, streszczając raport, napisał, że zgromadzony materiał dowodowy „nie wystarcza, by uznać, że prezydent dopuścił się przestępstwa polegającego na utrudnianiu działania sądownictwa”. Oczywiście sama wiarygodność Barra może być tutaj podana w wątpliwość przez przeciwników Trumpa, bo został on przecież mianowany szefem resortu sprawiedliwości przez obecnego prezydenta. Tym bardziej zasadna wydaje się konieczność ujawnienia całego raportu, jeśli nie naruszy to w sposób istotny bezpieczeństwa i tajemnicy państwowej.

Niestety, brak jawności prowadzi do wniosku, że albo zespół Muellera nie działał kompetentnie, albo są sprawy, których ujawnienie byłoby prawdziwą bombą atomową w amerykańskiej polityce na półtora roku przed kolejnymi wyborami prezydenckimi.

Who is who

Mueller, obejmując funkcję prokuratora specjalnego w 2017 roku, dostał zadanie „wyjaśnienia wszystkich wątków związanych z ingerencją Rosji w wybory prezydenckie roku 2016”, w tym podejrzeń o zmawianie się osób związanych ze sztabem wyborczym Trumpa, ówczesnego kandydata Partii Republikańskiej w wyborach prezydenckich, z władzami na Kremlu. Dziś widać, że albo „wszystkie wątki” nie zostały zbadane, albo wiele z nich „nie nadaje się” do upublicznienia, bo mogą zaszkodzić Trumpowi. Bo co na przykład z głośnym jeszcze niedawno śledztwem dotyczącym spotkania członków sztabu Trumpa i jego syna z rosyjską prawniczką, która chciała sprzedać im materiały kompromitujące Hillary Clinton? Co z nagłaśnianymi przypadkami kontaktowania się Rosjan z otoczeniem Trumpa w dniu przekazania mu władzy przez odchodzącego Obamę? Ogólne stwierdzenie, że „nie znaleziono dowodów”, jest ważne, ale nie rozstrzygające, zwłaszcza że jednocześnie resort sprawiedliwości dodaje, iż brak również podstaw do całkowitego oczyszczenia prezydenta z zarzutu o utrudnianie śledztwa.

Można odnieść wrażenie, że raport, z którego Donald Trump tak się cieszy, może przynieść mu jeszcze więcej kłopotów. Wyjaśnienie wątków rosyjskich jest o tyle ważne, że – co podkreślaliśmy często na łamach GN – z punktu widzenia Moskwy lepszym prezydentem byłaby Hillary Clinton i generalnie ktoś z demokratów. Z kolei postawa Donalda Trumpa i jego otoczenia wobec Rosji jest co najmniej dwuznaczna: od stanowczych gestów i decyzji po uległość i niemoc, którą można było zaobserwować zwłaszcza w czasie szczytu z Putinem w Helsinkach. Rosyjski labirynt w polityce amerykańskiej prawdopodobnie jeszcze się nie skończył.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8
    22°C Sobota
    dzień
    22°C Sobota
    wieczór
    19°C Niedziela
    noc
    14°C Niedziela
    rano
    wiecej »