Strefa niskiego wzrostu

Łatwiej wyjść z Unii Europejskiej niż ze strefy euro. Czy warto zatem wiązać się z europejską walutą?

Nie wszystkie oskarżenia stawiane europejskiemu pieniądzowi są słuszne, ale nie ma wątpliwości, że strefa euro rozwija się bardzo powoli.

Bez korony

W 2015 r. europejską walutę przyjęła Litwa. Nastroje po pierwszych latach stosowania wspólnego pieniądza nie są entuzjastyczne. W 2017 r. Litewski Departament Statystyki podał, że ceny niektórych artykułów spożywczych wzrosły nawet o 40 proc. Tymczasem pensje nie rosły w podobnym tempie. Obywatele zaczęli skarżyć się na to, że drożeją usługi. Sytuację łagodził spadek światowych cen ropy naftowej i gazu, co hamowało inflację. Jednak pomimo tego mieszkańcy Litwy coraz częściej uznawali, że na zakupy opłaca się wybrać do Suwałk. Lepiej oceniają swoją sytuację Słowacy, którzy rozstali się z koroną z początkiem 2009 r. Gospodarka tego kraju jest silnie związana z Niemcami. Ponad 90 proc. słowackiego eksportu trafia do krajów strefy euro, z czego duża część właśnie do Niemiec, w czym niewątpliwie pomaga wspólny pieniądz.

Dominacja zombie

Jak podkreśla Mateusz Benedyk, ekonomista z Instytutu Misesa, wspólnemu pieniądzowi trudno wystawić jednoznaczną ocenę. – Inflacja w strefie euro jest niższa, niż tradycyjnie była w takich krajach jak Włochy, Hiszpania czy Francja – zauważa ekspert. – Tamtejsi rządzący zmniejszali za jej pomocą zobowiązania powzięte wobec ludności, na skróty rozwiązując problemy gospodarcze. Tu mamy zatem sukces. Z drugiej strony strefa euro rozwija się bardzo powoli. W zasadzie nie wyszła z kryzysu, a winę za to w dużej mierze ponosi polityka Europejskiego Banku Centralnego.

EBC z siedzibą we Frankfurcie odpowiada za emisję euro oraz za ochronę jego siły nabywczej, czyli w praktyce – utrzymanie cen w strefie europejskiej waluty. Bank ma też kompetencje dotyczące pomocy krajom znajdującym się w kryzysie. Ze wsparcia korzystały kraje południa Starego Kontynentu, które często obarczają wspólny pieniądz winą za swoje problemy gospodarcze. Zdaniem Mateusza Benedyka powodem takiej sytuacji była raczej niewłaściwa reakcja tych państw na kryzys.

– Hiszpania, Grecja i Włochy zwiększyły wydatki publiczne, ogłaszając pakiety stymulacyjne, które okazywały się porażkami. Nie doprowadziły do wzrostu, tylko wyciągnęły z sektora prywatnego jeszcze większe środki. Euro jest tu raczej kozłem ofiarnym. Wspomniane państwa mówią: nie mogliśmy wydrukować większej ilości pieniędzy i zwiększyć wydatków. Tylko że to właśnie te wydatki były problemem. Gdyby Włochy czy Grecja miały suwerenną politykę monetarną, to niewykluczone, że ich sytuacja byłaby jeszcze gorsza – uważa ekonomista.

Z kolei Piotr Łasak z Klubu Jagiellońskiego zwraca w swojej analizie uwagę, że polityka EBC prowadzi do dalszego zadłużania państw południa. Utrzymano płynność ich finansów, ale dług osiągnął ogromne rozmiary. EBC jest też krytykowany za utrzymywanie na bardzo niskim poziomie stóp procentowych. Według Mateusza Benedyka utrudnia to wyjście z kryzysu. – Niskie stopy sprawiają, że silnie zadłużone firmy mogą bardzo tanio refinansować swój dług i nie upadają, co działoby się przy wyższych stopach procentowych – tłumaczy. – W ten sposób wyhamowana jest tzw. kreatywna destrukcja. Gdyby źle funkcjonujące przedsiębiorstwa poupadały, byłoby miejsce dla nowych. Przez to, że EBC nie pozwala na upadek firm, europejska gospodarka jest pogrążona w marazmie i zdominowana przez firmy-zombie.

Leniwi i niesolidarni

Powstanie wspólnej waluty i przekazanie kompetencji banków narodowych bankowi europejskiemu to duży krok w stronę stworzenia federacji europejskiej. Nie jest to pomysł towarzyszący idei integracji od samego początku. Pierwsze takie plany pojawiały się w latach 60. ubiegłego wieku, ale dopiero w 1979 r. kraje Wspólnot Europejskich związały się systemem mającym na celu zmniejszenie wahań kursów między różnymi walutami. Wtedy też zaczęto używać ECU, wirtualnego pieniądza służącego do rozliczeń. W 1999 r. w transakcjach bezgotówkowych zastosowano euro, a 1 stycznia 2002 r. weszło ono do realnego obiegu. Nowy pieniądz przyjęło 12 z 15 państw ówczesnej UE. Na ten krok nie zdecydowały się Wielka Brytania, Szwecja i Dania. W latach 2007–2015 euro weszło do obiegu w Słowenii, na Cyprze i Malcie, w Słowacji, Estonii, na Łotwie i Litwie. Obecnie euro posługują się mieszkańcy 19 krajów Unii Europejskiej i kilku państw spoza UE: Watykanu, Monako, San Marino i Andory. Przyjęcie wspólnej waluty zapowiada też Bułgaria, choć ma ona problemy ze spełnieniem tzw. kryteriów konwergencji. Do wymogów tych należą: niska inflacja, dług publiczny nie większy niż 60 proc. PKB, deficyt budżetowy wynoszący maksymalnie 3 proc. PKB oraz niezbyt wysokie stopy procentowe. Jeśli warunki te zostaną spełnione, kraj może wejść do tzw. mechanizmu ERM II, czyli utrzymywać kurs własnej waluty na ustalonym poziomie wobec euro. Następnie po dwóch latach można przyjąć euro.

Profesor Grzegorz Tomasz Grosse, politolog z Instytutu Sobieskiego, zauważa, że europejska waluta nie jest potrzebna w procesie integracji. – Kiedyś euro nie było, a mimo to integracja się rozwijała. Powiedziałbym nawet, że unia walutowa bardziej integracji szkodzi, niż pomaga – ocenia. – Szkodliwy dla unii walutowej kryzys nie został przezwyciężony, co budzi animozje między państwami członkowskimi, bo np. Niemcy zarzucają Grekom, że są leniuchami, a Grecy Niemcom, że nie są solidarni i nie chcą im pomagać w kłopotach, choć wiąże ich jedna waluta.

Włoski problem

Podobnego zdania jest m.in. ekonomista Stefan Kawalec, jeden z twórców tzw. planu Balcerowicza. Kawalec przekonuje, że wspólna waluta powinna przestać istnieć. Uważa też, że ewentualne wejście Polski do tej strefy uniemożliwiłoby dogonienie gospodarcze bogatszych krajów. Rzeczywiście, według Komisji Europejskiej wzrost gospodarczy strefy euro wyniesie w tym roku 1,9 proc. – wobec 2,1 proc. w 2018 r. i 2,4 proc. w 2017 r. Tymczasem w przypadku naszego kraju wzrost jest szacowany na 3,5 proc. w 2019 r. W zeszłym roku było to 5,1 proc.

Na razie prawdopodobieństwo przyjęcia euro rozpatrywać można raczej w kategoriach teoretycznych, bo oprócz Nowoczesnej żadna polska partia nie stawia takiego postulatu. Przyjęcie wspólnej waluty wymagałoby też zmiany konstytucji. Wejście do strefy euro jest niemal nieodwracalne, co pokazał przykład Grecji. Kiedy zaczął się kryzys, zastanawiano się, czy kraj ten mógłby na pewien czas zrezygnować ze wspólnego pieniądza. – Jako że taka sytuacja nie jest przewidziana w przepisach traktatowych, Grecja prawdopodobnie musiałaby na jakiś czas wystąpić z Unii Europejskiej – tłumaczy prof. Grosse. Jak dodaje, obecnie sytuacja pogarsza się we Włoszech, jeśli chodzi o tempo wzrostu i zadłużenie. – To niepokojący sygnał dla krajów unii gospodarczo-walutowej, bo Włochy mogą spowodować kryzys całej strefy euro – zaznacza politolog. – Wtedy Unia musiałaby się zdecydować, czy ratuje Włochów, czy jakoś inaczej rozwiązuje problem. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    21°C Niedziela
    wieczór
    17°C Poniedziałek
    noc
    14°C Poniedziałek
    rano
    20°C Poniedziałek
    dzień
    wiecej »