Ciało i ciasto

Myśl wyrachowana: W nawróceniu ważniejsze od tego, co się mówi, jest to, komu się pozwala mówić.

Opowiadała mi niedawno znajoma o wizycie u ciężko chorej, sparaliżowanej kobiety. Był z nią ksiądz o imieniu Jacek. W pewnej chwili poprosiła kapłana o podanie chorej Ciała Pańskiego. Ksiądz się wahał, czy kobieta zdoła przyjąć Hostię, ale podał jej mały kawałek. Niestety, ona zakrztusiła się i Ciało Pańskie wypadło z jej ust na podłogę. Znajoma udzieliła leżącej pomocy, po czym rozejrzała się. Nie widząc nigdzie kawałka Hostii, zapytała, co się z nim stało. – Spożyłem – odpowiedział ks. Jacek.

Znajoma była wstrząśnięta. – Franek, co za wiara, ja bym tak nie umiała, w ogóle sobie tego nie wyobrażam – mówiła mi.

Myślę, że ks. Jacek też by sobie tego nie wyobrażał, gdyby chodziło o „opłatek”, „wafel” czy jak tam jeszcze ostatnio nazywali w mediach Komunię św. A nazywali ją tak przy okazji awantury, jaka wybuchła po incydencie w kościele w Bełchatowie. Przypomnijmy: trzynastolatek podczas Mszy przyjął Komunię, po czym wyjął Hostię z ust i schował ją do kieszeni. Księża poprosili go do zakrystii, ale chłopak się zaciął, wobec czego wezwali policję. Ostatecznie nastolatek spożył Ciało Pańskie. Swoje zachowanie tłumaczył bólem zęba.

No i zaczęło się. Reakcje do wyboru, do koloru. Jedni uznali zachowanie księży za właściwe, inni przeciwnie. Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych złożył nawet na księży doniesienie do prokuratury. Napisano m.in., że dziecko było szykanowane, bo „nie połknęło komunii, czyli kawałka opłatka o znaczeniu symbolicznym”.

Cóż, trudno wymagać od niewierzących wiary w realną obecność Jezusa Chrystusa w Eucharystii. Trudno jednak z kolei wymagać od wierzących, żeby traktowali Ciało żywego Boga-człowieka jak „opłatek o znaczeniu symbolicznym”.

Cała ta sprawa pokazuje, jak różnymi językami mówimy o sprawach Kościoła. Gdy my, drżąc o każdy okruch Eucharystii, chronimy najświętszą i najdroższą nam Osobę, dla innych jest to roztkliwianie się nad kawałkiem ciasta. Podobnie z wszystkim innym: gdy wierzący się modli, w pojęciu niewierzącego traci czas, gdy się spowiada, tamten uważa, że to rodzaj samobiczowania, gdy wierny daje na ofiarę, dla niewierzącego jest frajerem wspierającym oszustów.

To dlatego tak kluczowa w tym wszystkim jest wiara. Bez niej wszelkie argumenty odbijają się od ściany. One są potrzebne, choćby po to, żeby umocnić tych, którzy wierzą, ale niewierzących raczej nie przekonają.

Ludzie nawracają się, gdy spotykają Jezusa, a to dzieje się dużo częściej, gdy się Go z mocą głosi, niż wtedy, gdy się „dyskutuje na tematy związane z wiarą” – której rozmówca nie ma.

Napisała mi pewna pani, że kiedyś, czytając moje teksty, zawsze się wściekała. Ale potem przyjęła Jezusa do swojego życia. „I teraz się z panem zgadzam” – oznajmiła.

Człowiek może się napinać, gimnastykować, tłumaczyć, a i tak przekonuje człowieka tylko Bóg. Ostatecznie więc chodzi o ewangelizację.•

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
  • lbartnik
    14.11.2019 09:18
    Wikipedia podaje: "White British is an ethnicity classification used in the 2011 United Kingdom Census. In the 2011 census, the White British population was 51,736,290, 81.9% of the UK total population"

    Te 40% to jakis internetowy fejk.
  • spe
    14.11.2019 10:49
    W życiu człowieka najistotniejsze okazuje się właśnie w Kogo albo co się wierzy. Naziści, czy komuniści na ten przykład uwierzyli kłamstwu i to skłoniło ich do masowego zabijania ludzie bez mrugnięcia okiem.
  • CSOG
    14.11.2019 13:03
    Umocnić tych, którzy nie wierzą?
    Czyli co z wiarą, której rozmówca nie ma?
    Jezus upodobał sobie grzeszników, z nimi spotykał się, zasiadał, jadał. Pawła posłał z apostolstwem do pogan. Zatwardziałym odpowiadał prosto w oczy i odchodził albo znikał w tłumie. Świętych zostawił sobie na później. Mnie również najwygodniej jest w towarzystwie wzajemnej adoracji mojej wierzącej wspólnoty.
    Wiara, argumenty i dyskusje. Nie sposób zaprzeczyć, że kluczowa jest wiara, ostatecznie chodzi o ewangelizację, a do wiary nawraca lub uzdalnia nie człowiek, tylko Bóg. I nawet nie chcę zaprzeczać, bo ja sam również tak uważam, lepiej z mocą głosić niż dyskutować, tłumaczyć, przekonywać. Spodobało mi się spostrzeżenia kardynała Sarah, że najbardziej ważnym czynnikiem układanki naturalnego dla człowieka środowiska, jest człowiek. To my ludzie stanowimy dla siebie najważniejszą część swojego naturalnego środowiska. Społeczność, społeczeństwo nawet najbardziej różnorodne i zróżnicowane jest naszym naturalnym środowiskiem. Również ta część społeczeństwa, która jest niewierząca, wojująca z Bogiem, sprzeciwiająca się Bogu i walcząca z Nim, arsenałem argumentów. Ta społeczna część naszego naturalnego środowiska żywi się kłamstwem, opiera na półprawdach, sięga po sofistykę, a wszystko po to, żeby nienaturalne uznać i uczynić naturalnym, a naturalne nienaturalnym. Uznać można. Uczynić się nie da. Można jednak po drodze bardzo dużo tym ‘uznaniem’ w środowisku naturalnym zepsuć. Można, niejako przy okazji, zepsuć wielu dobrych ludzi. A zatem … Zwolenników dopuszczalności aborcji jest zdecydowanie więcej niż posiadających świadomość dalekowzrocznych naturalnych skutków, regulacji prawnych dotyczących aborcji i eutanazji, nawet wśród wierzących. Zwolenników uznania dopuszczalności sodomii jest znacznie więcej niż rozumiejących ostateczne (nawet te ziemskie, o wiecznych nie wspominając) konsekwencje. Nawet wśród chodzących do kościoła. Zwolenników błędnie pojmowanej solidarności i racji plemiennej oraz doszukiwania się wyłącznej winy innych nacji jest zdecydowanie więcej niż zwolenników pojednania, również u wierzących patriotów. U niewierzących też. Co z innymi kwestiami społecznymi w dyskursie z niewierzącymi? W społecznej dyskusji o zabijaniu odwoływać się wyłącznie do swojej wiary? Nie jest tak, że Bóg daje nam wiarę nie dając na nią żadnych argumentów. Początek głoszenia z mocą zaczyna się właśnie od argumentu Chrystus Zmartwychwstał! To jest dowód, to jest fakt. A my wierzący ciągle chcemy to przyjmować na wiarę? Jak więc domysłami własnej mocnej wiary z mocą pociągnąć do wiary niewierzących? Prawdą jest, że nawraca i wiarę daje tylko Bóg, ale najczęściej nie wyłącza z tego procesu swoich sług i dzieci. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Krócej ? Bóg jest miłością, zbawił świat. Tu nawet nie chodzi o niewierzących, wątpiących, poszukujących. Czy my wierzący, traktujemy te słowa jako domysł, czy jako pewnik, fakt i argument? Ośmielę się postawić Panu Redaktorowi pytanie: Czy dialog, dyskusje i argumenty (wyłączając utarczki i pyskówki) należy wykluczyć z uznania je za formę głoszenia z mocą? Z pełną świadomością dobrego zwyczaju, że autorzy artykułów nie angażują się bezpośrednio w dyskusje w komentarzach, spróbuję odczytać odpowiedź w myślach innych tekstów autora. Zgodzę się jednak z tym, że serca zatwardziałe można wyłącznie otoczyć swoją modlitwą, a głoszenie w dyskusjach z nimi kontrolować i ograniczać. Zgadzam się również z tym, że najważniejszy jest Bóg, najważniejsza jest Ewangelia i jej głoszenie. Pozdrawiam
  • Dremor_
    15.11.2019 14:15
    Dremor_
    Postawa księdza opisana w tekście jest jak najbardziej prawidłowa. Sam zareagował i spożył, by nie dopuścić do profanacji. Jakże inna postawa, niż u księży, co wołali policję, przetrzymywali chłopaka, a potem kazali jemu spożyć Ciało Chrystusa.
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
8°C Niedziela
wieczór
7°C Poniedziałek
noc
6°C Poniedziałek
rano
8°C Poniedziałek
dzień
wiecej »