Mówią, że Polak mądry po szkodzie. Ale mam wątpliwości. Czy faktycznie mądrzejszy.
Tragedia w Jeleniej Górze. Od ciosów „ostrym narzędziem” zginęła jedenastolatka. Wszystko wskazuje na to, że sprawcą jest uczennica tej samej szkoły, dwunastolatka. To coś, co zdaje się nie mieścić w głowie. Tyle, że jak się zastanowić, mieścić jak najbardziej się powinno. Nie wiem jaka sytuacja do tej konkretnej tragedii doprowadziła, więc nawet nie próbuję się w tej kwestii się wypowiadać. Wiem jednak, że dzieci, zwłaszcza dorastające dzieci, mają swoje problemy. Czasem z perspektywy dorosłych wyglądające na błahe, ale dla nich ważne. A czasem nawet z „dorosłej” perspektywy bardzo trudne. Tyle że dorośli niekoniecznie się ich domyślają. W każdym razie bujdą na resorach jest dość mocne w powszechnym przekonaniu przeświadczenie, że dzieci to istoty beztroskie, uśmiechnięte, nie mające poważnych problemów i – co w tym kontekście najistotniejsze – niezdolne do poważniejszej agresji, zarówno fizycznej jak i psychicznej. Tak nie jest.
A że przekonanie takie faktycznie jest dość powszechne najlepiej świadczy to, w jaki sposób traktuje się od lat nauczycieli i wychowawców: dzieci to aniołki, problemy wynikają z tego, że to nauczyciele są źli, niedouczeni, bo nie radzą sobie z tym czy owym osobnikiem, bo nie radzą sobie z tą czy inną grupą, klasą. I nawet jeśli, jak przed laty, do obiegu trafi film, jak uczniowie wkładają na głowę nauczyciela kosz na śmieci, przeświadczenia o winie nauczycieli to nie zmienia. Przecież on jest kształcony, powinien sobie radzić. Policjant może młodzieńca, jak rozrabia po meczu, potraktować pałką. Nauczyciel ma użyć czarodziejskiej różdżki.
Słuchałem dziś rano w jednym z programów w telewizji pewnego specjalisty. Twierdził, że problem agresji rówieśniczej w szkołach narasta. Nie wiem czy to prawda: bo może być tak, że dziś, gdy mamy tylu specjalistów, za agresję bierze się coś, na co dawniej nikt nie zwróciłby uwagi. Ale, OK, niech będzie, poziom agresji rośnie. I co z tym robimy? Specjalista radził, by wprowadzić w szkole lekcje... empatii. Roześmiałem się. Może jeszcze lekcje radzenia sobie z gniewem za pomocą regularnego oddechu? A nie lepiej, zamiast „edukować zdrowotnie”, czyli z założenie egoistycznie, w trosce o własne zdrowie i dobre samopoczucie, położyć nacisk na to, o co proszą wierzący: lekcje religii albo lekcje etyki? Przecież to nie tylko teoria na temat tego, co jest dobre, a co złe, ale to wychowywanie do tego, że nie liczy się tylko moje „ja” ale że jest też drugi człowiek. Nie utrudniajmy też piętrowymi przepisami organizowania szkolnych wycieczek, tak ważnych dla socjalizacji młodych ludzi. No i przywróćmy nauczycielom i wychowawcom sensowną pozycję: nie mogą się ciągle bać, że próba zdyscyplinowania niesfornego ucznia skończy się zwolnieniem z pracy, a reakcja na przemoc rówieśniczą, inna niż zgłoszenie problemu do zwierzchników koniecznością, gęstego tłumaczenia się.
Co? Nie? No to twórzmy kolejne antyprzemocowe programy, nowe przepisy, nakładające na nauczycieli nowe obowiązki szablonowego reagowania na takie czy inne możliwe problemy, zatrudniajmy kolejne rzesze specjalistów, którzy będą rozmawiać, przy okazji nieraz robiąc z igły widły. I zobaczymy, co z tego wyniknie. Ja, choć nie jestem jasnowidzem, efekt już znam.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
30 dni aresztu, odsunięcie od służby wojskowej (!). Wojsko ustawiło nową figurę