Lubimy w naszym życiu „podróże” po ekstremach: widzimy rzeczywistość w samych superlatywach albo wszystko nas drażni.
Interesująca i warta zastanowienia wydaje się myśl Julii Hap – komentarz zatytułowany: „Czy zapomnieliśmy kochać innych?”. Autorka zauważa: „Żyjemy w czasach, w których największym trendem stało się dbanie o siebie. Z każdej strony bombardują nas hasełka o słuchaniu własnych potrzeb, chronieniu swojej energii i bezwzględnym życiu w zgodzie ze sobą. Stworzyliśmy całą pop-religię wokół własnego komfortu psychicznego”.
Łatwo w takim kontekście zatrzymać się na doskonaleniu „ja”, zupełnie zapominając o tym, że naszą codzienność tworzą relacje. Można powiedzieć, że nasze życie to skomplikowana – ze względu na swoją wielość i różnorodność – sieć relacji. Warto szukać dobrego wzorca (odniesienia) dla tych relacji. Dla chrześcijaństwa takim wzorem pozostaje Trójca Święta.
Nie jest Ona przecież obrazem samotności, zamknięcia czy rywalizacji, ale nieustannego obdarowywania się miłością. Ojciec, Syn i Duch Święty pozostają w doskonałej jedności, która nie niszczy odrębności Osób, lecz ją wydobywa i dopełnia. To bardzo odległe od współczesnego przekonania, że człowiek może spełnić się wyłącznie przez skupienie na sobie i swoich potrzebach.
Dzisiejszy świat zachęca nas do budowania wygodnych granic, do ograniczania relacji, które wymagają wysiłku, cierpliwości czy przebaczenia. Tymczasem prawdziwe dojrzewanie duchowe zaczyna się właśnie tam, gdzie człowiek wychodzi poza własny komfort. Miłość nie rozwija się w izolacji. Potrzebuje obecności drugiego człowieka, nawet jeśli ta obecność bywa trudna i stawia wymagania.
Coraz częściej mówi się o kryzysie więzi: rozpadających się rodzinach, samotności młodych ludzi czy powierzchownych znajomościach utrzymywanych jedynie przez media społecznościowe. Być może źródłem części tych problemów jest przekonanie, że relacja ma przede wszystkim „dawać mi dobre samopoczucie”. Gdy pojawia się trud, rozczarowanie lub konieczność rezygnacji z własnej wygody, łatwo uznać ją za niepotrzebny ciężar.
A przecież człowiek nie dojrzewa dzięki nieustannemu chronieniu siebie, ale dzięki odpowiedzialności za innych. Rewolucja ducha nie polega więc na jeszcze doskonalszym skupieniu na własnych emocjach, lecz na odzyskaniu zdolności do bycia dla drugiego. Na odkryciu, że szczęście rodzi się częściej z daru niż z zabezpieczania własnego komfortu.
Może właśnie tego najbardziej dziś potrzebujemy: mniej kultu własnego „ja”, a więcej odwagi do budowania prawdziwego „my”. Przypomina o tym również Leon XIV w swojej pierwszej encyklice „Magnifica humanitas”, w której wzywa: „Troszczmy się o relacje! (…) Zachęcam do pielęgnowania miejsc i chwil, w których fizyczna obecność pozostaje niezastąpiona, a są nimi: wspólnota stołu, gromadząca się wspólnota chrześcijańska, wizyta u osób samotnych czy posługiwanie osobom biednym. Są to znaki człowieczeństwa, które wciąż wierzy, że każde ciało jest świątynią Ducha Świętego i domem Boga” (nr 239).
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
To "największy pakiete umów międzynarodowych w najnowszej historii".
MRPiPS chce, by minimalne wynagrodzenie w 2027 r. wyniosło 4986 zł, a stawka godzinowa 32,60 zł.
Obszar kontrolowany przez Rosję zmniejszył się o 280 kilometrów kwadratowych.
Ale po zakończeniu negocjacji w sprawie mniejszości węgierskiej.
Jak zmienia się scena polityczna u naszego zachodniego sąsiada?
Encyklika Leona XIV może stać się przewodnikiem w czasach głębokich przemian cywilizacyjnych.