Mądre rady do szuflady

O tym, jak radzić wątpiącym, nie udzielając przy tym „dobrych rad”, z ks. Adamem Ruckim rozmawia Marcin Jakimowicz

Marcin Jakimowicz: Czy była w życiu Księdza chwila, gdy kompletnie zwątpił Ksiądz w Boże miłosierdzie?

Ks. Adam Rucki: – Chyba nie… Jestem bardzo słaby i pewnie dlatego Bóg nie zesłał na mnie takiej pokusy. Pamiętam, że największy kryzys wiary przeżyłem jako… pięcioletni brzdąc (śmiech). Mama tłumaczyła mi, że w żłóbku w kościele w Bukowcu leży mały Jezus. Wierzyłem w to bez żadnych wątpliwości. Skoro mama tak mówi? Kiedyś wymknąłem się spod jej wzroku, podbiegłem do stajenki i dotknąłem Jezuska. Był twardy. Przeżyłem szok. Rozpłakałem się: mamo, oszukałaś mnie!

A więzienie? Czy nie było próbą wiary?

– Było. Tyle że Pan Bóg mnie na nie przygotował. I uchronił przed zwątpieniem. Spodziewałem się prześladowań. Gdy chrzci się syna komunistki z Trzyńca, nie można oczekiwać nagrody… Zostałem zamknięty w 1984 r. A dopiero po roku miałem proces. Tak wyglądała komuna w Czechosłowacji. Psychoza była tym większa, że był to rok zamordowania ks. Popiełuszki. Ja już wcześniej patrzyłem w czasie Drogi Krzyżowej na związane ręce Jezusa i szeptałem: „Panie, nie wiem, kiedy mnie zamkną, ale wiem, że to niebawem nastąpi. Daj siłę na ten czas”. Padłem na kolana i długo się modliłem: „Proszę, bym nie zwątpił w Twą miłość”. Ludzie straszyli: „Zlikwidują cię, jak Popiełuszkę”. A ja słyszałem w sercu: „Nie bój się. Zabiją cię? To będziesz wtedy ze Mną. Pójdziesz na lepsze”… Wtedy zrozumiałem, co czuli męczennicy, którzy szli na areny ze śpiewem na ustach. To naprawdę możliwe! Po raz pierwszy przyszli po mnie, gdy byłem w górach. Po powrocie proboszcz powiedział: „Byli po ciebie”. Zjawili się następnego dnia. „Czego panowie sobie życzą?”. „Pójdzie pan z nami. Proszę wziąć dowód osobisty”. „Nie wierzę wam. Wezmę też ręcznik i szczotkę do zębów”. Przydały się.

Rozkręcał Ksiądz właśnie grupę uwielbiającą Boga…

– Tak. I dlatego kłóciłem się z Panem Bogiem. Czyli… modliłem się, bo kłótnia to najszczersza modlitwa. „Panie, o co chodzi? Czemu teraz? Widzisz, że młodzi ludzie spotykają się, by Ciebie uwielbiać. Przychodzą młode małżeństwa. Widzisz, że pracowałem dla Ciebie do nocy”. Ale po jakimś czasie, gdy wylądowałem w celi, usłyszałem: „I co, przyjemnie wielbiło ci się z ambony? To spróbuj teraz”. Spróbowałem. Zacząłem wielbić Boga. Nie za zło – bo za zło nie można Go uwielbiać – ale w złu. W tej jaskini lwa, w jakiej się znalazłem. Wołałem: „Nie rozumiem tego, co mnie spotyka. Daj mi siłę, bym nie zwariował, niczego nie podpisał”. Bo dla mnie byłoby to zaparciem się Chrystusa. I Bóg wysłuchał mnie. Niczego nie podpisałem. A była taka rozmowa: „Podpisze tu ksiądz, będzie nowy kościół, plebania. Jeśli nie, ruszy nowy proces”. Nie ugiąłem się. Myślę, że dzięki tamtemu uwielbianiu Boga w areszcie.

Co było najgorsze?

– To, że w tej malutkiej celi siedziało sześciu facetów. I wszyscy palili. Nieustannie miałem migrenę. Rozsadzało mi głowę. Na szczęście dostąpiłem łaski, bo zabrakło im papierosów. Siedział z nami też ubek. Poznałem go, bo najgłośniej przeklinał komunistów. Podpuszczał nas. Wiedziałem, że milczenie jest zgodą na to, co mnie spotyka. Powiedziałem tylko: „Człowieku, myślisz, że nienawiścią coś wskórasz na tej ziemi?”. Odszedł.

„Niech będzie przeklęty dzień, w którym się urodziłem! Niech będzie przeklęty człowiek, który powiadomił ojca mojego: Urodził ci się syn, chłopiec!”. Wielu pobożnych katolików odesłałoby autora tych słów do psychiatry. Tymczasem to krzyk Jeremiasza.

– Wątpliwości mogą dotknąć każdego. Dlatego tak bardzo boję się być „wujkiem dobrą radą!”…

Gdy mój znajomy miał ogromne wątpliwości związane z wiarą w Bożą miłość, nie przyjmował absolutnie żadnych argumentów. Co z tego, że otaczający go ludzie powtarzali: „Bóg cię kocha”. On wiedział swoje. Czy rozmowa z wątpiącym ma w ogóle sens?

– Ma sens. Ale to nie może być poklepanie po plecach: „Nie martw się. Wyjdziesz z tego”. I nie może być sypaniem z rękawa „dobrymi radami”. Nie wiemy, jak głębokie wątpliwości ma osoba, z którą rozmawiamy. Mała Tereska pisała, że gdy przeżywała „ciemną noc wiary”, chciała nawet popełnić samobójstwo! I to jako mniszka karmelitańska! Oczywiście pobożne siostry wykreśliły te zdania z rękopisów. Ja często podpowiadam ludziom w takich sytuacjach: uwielbiaj Boga.

W takim stanie???

– Uwielbienie to nie emocja. To decyzja. To akt wiary. Teresa z Lisieux wątpiła w istnienie Boga, a jednak… wołała do Niego. Krzyczała do Tego, w którego miłość wątpiła.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
18°C Niedziela
rano
20°C Niedziela
dzień
22°C Niedziela
wieczór
19°C Poniedziałek
noc
wiecej »