Góra górą

Niektórzy księża opowiadają o Panu Jezusie, a w gruncie rzeczy mówią o sobie. A on cały czas nawija o sobie, a tak naprawdę… opowiada o Jezusie.
Ojciec Jan Góra 
żegna się po 35 latach 
z duszpasterstwem
 akademickim.

Jest bezczelny. Pamiętam, jak wparzył kiedyś bez zapowiedzi do Wydawnictwa św. Jacka i od drzwi wypalił: „Ile książek dacie mi dla mojej młodzieży?”. Na tak postawione pytanie trudno dać odmowną odpowiedź. Bez tej bezczelności nie byłoby jednak Hermanic, Jamnej i wielotysięcznych spotkań pod Rybą…


Nosi nas


Po 35 latach kierowania duszpasterstwem młodzieży szkolnej i akademickiej w Poznaniu o. Jan Góra żegna się z duszpasterstwem. Odchodzi na emeryturę? Nie, to słowo do niego nie pasuje. Skupi się na Lednicy. Czyli na tym, czym zajmuje się od lat. 24 czerwca w poznańskim kościele Matki Bożej Różańcowej odprawił „dziewiętnastkę” – Mszę, na której w każdą niedzielę głosił dla studentów kazania.
Wychował w poznańskim duszpasterstwie dwa pokolenia. Z prowadzonego przez niego DA wyszło kilku dominikanów. – I jak się czujesz? – zapytał przed laty młodego Pawła Kozackiego, który zdał wprawdzie na filologię polską, ale z tęsknotą spoglądał na poznański klasztor. – Czuję się – odparł młody poznaniak – jakby dwa konie mnie ciągnęły, każdy w swoją stronę.

– A który wygrywa? – zapytał o. Jan. – Ten, któremu powiem: wio! – odparował Paweł Kozacki. Dziś jest przeorem klasztoru w Krakowie.
– Ja też jestem od Góry – uśmiecha się o. Wojciech Prus, szef wydawnictwa „W drodze”. – Góra był duszpasterzem, ja chłopakiem ze szkoły średniej, który chłonął jego opowieści. Kiedyś o. Mirosław Pilśniak zauważył, że my – grupka dominikanów z Poznania – Górze zawdzięczamy to, że jesteśmy bardzo twórczy, cały czas nas nosi. To on zaraził nas kreatywnością. Gdy tuż po święceniach odprawiałem Mszę dla włoskiej Wspólnoty Błogosławieństw, ktoś rzucił: „Wyglądasz, jakbyś już 10 lat był księdzem. Ty się w ogóle nas nie boisz!”. I ja sobie wówczas uświadomiłem, że zawdzięczam to właśnie Janowi Górze.
Jan Góra urodził się 8 lutego 1948 roku w Prudniku. – Uwielbiam śląski porządek – opowiada. – Pamiętam jedną pielgrzymkę na Górę Świętej Anny. Prowadził jakiś francman. Nagle zawołał: „Halt!” i wszyscy stanęli. To się nazywa porządek!


Do zakonu dominikanów wstąpił w wieku 18 lat. W 1972 roku złożył śluby wieczyste, a dwa lata później przyjął święcenia kapłańskie. W 1977 roku został duszpasterzem młodzieży w Poznaniu. I w stolicy Wielkopolski siedzi do dziś. Związany od 35 lat z grodem Lecha, koziołków i rodziny Borejków; zakonnik otrzymał tytuł honorowego obywatela tego miasta. 


Pan jest mafioso, ja trochę mniejszy


Mówimy „Góra”, myślimy „Lednica”. Zapytany o początki spotkania u źródeł chrzcielnych Polski, dominikanin łobuzersko się uśmiecha: – Mój przeor, poznaniak, oglądając film o naszym domu w Jamnej, rzucił mocnym słowem i zapytał: „Czemu to nie jest w Wielkopolsce?”. Ja mówię: „Bo w Małopolsce to inny człowiek, inni ludzie: serdeczni, życzliwi, skorzy do pomocy, a wy, poznaniacy jesteście chłodni trochę”. Ale on tak okropnie się denerwował, że poszedłem do wojewody i powiedziałem: „Mój przeor nie wytrzymuje nerwowo, proszę mi dać jakąś ziemię”. Dał mi kilka pałaców. To nie było jednak to – śmierdziało PGR-em. Dawał pieniądze, niczego to jednak nie rozwiązało. Mówię do siebie: „Słuchaj stary, tu pomóc może tylko Matka Boska. Na Mszy św. powiem ludziom, że szukamy terenów dla Duszpasterstwa Akademickiego”. Po Mszy podszedł do mnie chłop – były wiceminister i mówi, że nad Jeziorem Lednickim są 24 hektary w rękach PGR-u i kosztują 700 milionów. Spodobało mi się. Ludzie się ze mnie śmiali. Rozmawiałem z jednym biznesmenem – dyrektorem banku i mówię: „Kup mi pan to”, a on sobie kpił. Mówił, że mi się w głowie przewraca, że dzisiaj kler to się rozpaskudził... Mówię: „Kup pan to po dobroci”. „Nie i koniec. 700 milionów?!”. Mówię: „Wy swoim kobitom za większe sumy garsoniery i auta kupujecie. Kup pan to dla młodzieży”. „Nie, ojciec jest bezczelny”. Mówię: „Panie, pan jest mafioso, ja może troszkę mniejszy: daję panu czas do jutra do dwunastej. Jak pan kupi – piszę do papieża, jak pan nie kupi – też napiszę do papieża”. I napisałem. Że jest taka ziemia nad Jeziorem Lednickim – najstarszą chrzcielnicą Polski. I papież mi odpisał: „Niech cię Bóg błogosławi. Dobrze, że o tym myślisz, bo tertio millennio dla świata jest secundo millennio dla Polski. Niech cię Matka Boska ma w opiece”. Bo ja mam taki charyzmat (a mówię to w duchu wielkiej skromności), że mi się zawsze błogosławieństwo papieża na gotówkę przemienia. Jestem już tym tak zniewolony, że co spotkam człowieka, to mówię: „Witam kochanych sponsorów”. Jedni uciekają, a inni otwierają szeroko oczy i mówią „Nawet nam do głowy to wcześniej nie przyszło”. 
List od papieża dostałem w piątek, w niedzielę przeczytałem go ludziom i mówię: „Kochani, mamy błogosławieństwo samego Ojca Świętego”. Długo nie czekałem – trzy dni.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
20°C Piątek
rano
28°C Piątek
dzień
29°C Piątek
wieczór
25°C Sobota
noc
wiecej »