Islamiści rządzą w Turcji

Umiarkowani islamiści zdecydowanie wygrali wczorajsze wybory parlamentarne w Turcji. Recep Tayyip Erdogan nie tylko pozostanie premierem, ale wszystko wskazuje też na to, że nie będzie miał żadnych trudności z przeforsowaniem swojego kandydata na prezydenta - podał Dziennik.

- Rząd jest nasz! I pozostanie nasz! - skandowali rozradowani zwolennicy Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), świętując zwycięstwo w ankarskiej siedzibie ugrupowania. Jest już jasne, że Turcy powierzyli Partii Sprawiedliwości i Rozwoju mandat na kolejne pięć lat. I to wbrew groźbom generałów - którzy straszyli, że jeśli Erdogan wygra, może dojść do kolejnego wojskowego zamachu stanu - oraz urzędniczo-uniwersyteckim elitom, które mają go za „islamskiego reakcjonistę” i „zagrożenie dla świeckości państwa”. - Ludzie pokazali, że chcą normalnej demokracji, bez żadnych ograniczeń. I nie godzą się na to, by do polityki cały czas mieszało się wojsko - powiedział Dziennikowi analityk Suat Kiniklioglu. Erdoganowi udało się zamienić wybory w osobisty plebiscyt. Groził, że jeżeli jego ugrupowanie nie zdobędzie bezwzględnej większości, odejdzie z polityki. Wygrał. Co gorsza - dla zwolenników laicko-liberalnej Republikańskiej Partii Ludowej (CHP) - do parlamentu dostali się również dawni faszyzujący radykałowie z Partii Ruchu Narodowego (MHP), którzy zdobyli aż 14 proc. głosów. Pierwsze komentarze są jasne: AKP wygrała, bo zapewniła Turcji pięć tłustych lat: gospodarka rozwija się w szybkim tempie, bezrobocie spadło poniżej 10 proc., inwestycje zagraniczne są na rekordowo wysokim poziomie, a Turcja rozpoczęła w końcu negocjacje akcesyj-ne z Unią Europejską. - Partia Erdogana zawdzięcza sukces stabilności gospodarczej i rozwojowi. Ludziom żyje się po prostu lepiej. Tak dobrze nie było u nas od lat - mówi Dziennikowi Soli Ozel, politolog z Bilgi Universitesi. Przeczuwając swoją klęskę, opozycja próbowała rozpętać przed głosowaniem antyreligijną histerię. Erdogan, który sam jest praktykującym muzułmaninem, stanowczo zaprzeczał, jakoby chciał zislamizować Turcję. Według wielu obserwatorów tureckiej sceny politycznej w istocie pod przykrywką walki o religię toczy się spór o rząd dusz. Stare elity wspierane przez rozstawiającą do niedawna polityków po kątach armię rozpaczliwie bronią swoich wpływów przed większością narodu. AKP odwołuje się natomiast do pogardzanych przez nie społecznych dołów. Wiadomo, że polityczna wojna nie ustanie i kolejnym starciem będzie wybór prezydenta. To właśnie z tego powodu doszło do skrócenia kadencji parlamentu. Partia Sprawiedliwości i Rozwoju nie zdołała przeforsować na to stanowisko szefa dyplomacji Abdullaha Gula ani wprowadzić do konstytucji poprawki o bezpośrednich wyborach. Impas będzie trwał przynajmniej do listopadowego referendum w sprawie sposobu wyboru głowy państwa.

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
13°C Niedziela
wieczór
12°C Poniedziałek
noc
11°C Poniedziałek
rano
13°C Poniedziałek
dzień
wiecej »