Dogmat zmiany

Bogu nie chodzi o zmianę, lecz o przemianę.

Co znaczy „Cogito, ergo sum”? – Myślę, więc jestem.  A „Cogito, ergo zum”? – Myślę, więc jezdem.

Jedna literka, a jaka zmiana. No właśnie nieszczególna zmiana. Zawartość obu zdań jest ta sama, tylko drugie jest śmieszne. Są jednak takie zmiany, przy których nawet pośmiać się nie można, a jeśli coś z nich wynika, to jedynie straty – w najlepszym razie czasu i energii.

Amatorzy takich pustych przemeblowań zdają się sądzić, że wystarczy coś zamieszać, poprzestawiać, a dokona się głęboka odnowa i nastanie nowa era szczęśliwości, niczym świat w wizjach feministek po wystrzelaniu wszystkich facetów. Ludzie tacy raz po raz wybuchają entuzjazmem, że się „coś w Kościele zmieni”, bo, na przykład, słyszeli, że „będzie reforma Kurii Rzymskiej” (choć słabo odróżniają Kurię Rzymską od Kurii Skłodowskiej). Albo wpadają w ekstazę na wieść o ankiecie przed synodem, bo im się wydaje, że jak taką ankietę wypełnią, to się wreszcie „zmieni”.

Nie wiadomo, co konkretnie miałoby się zmienić, ale ważne, żeby się zmieniło – wtedy będzie lepiej. A co by miało być lepiej? Jeśli podrążyć tę sprawę, okaże się, że ostatecznie zejdziemy do poziomu własnej parafii. I usłyszymy coś w rodzaju: „No… żeby mój proboszcz był lepszy”. Piękny postulat. Ale lepszy, czyli jaki? Żeby był życzliwy, żeby się uśmiechał, żeby lepsze kazania mówił – takie rzeczy usłyszymy. Pytanie jednak, czy jakiekolwiek zewnętrzne „zmiany w Kościele” są w stanie tego dokonać? Że co, że dekret biskupa? Dekret nie może księdza zmienić – może go jedynie zamienić. Na innego. Ale co to za zmiana? A jak następny będzie gorszy? A jeśli lepszy, to i tak kiedyś pójdzie, i co?

Wspólnota Nowej Ewangelizacji, w której mam szczęście uczestniczyć, liczy sobie obecnie około 150 stałych członków, nie mówiąc o sympatykach. Chyba nie ma tam osoby, która w „minionym życiu” nie miała takich postulatów jak wyżej. Czyli takiego marudzenia, że jest źle, i apelowania do czterech ścian, żeby było dobrze. I rzecz ciekawa: ci ludzie dziś tych postulatów nie mają. Spotkali Jezusa i dotarło do nich, że On nie chce „zmieniać Kościoła”. Kościół to już dla nich nie jest instytucja, która ma zapewnić świadczenia i sprawić, żeby im było fajnie. Teraz Kościół to w pierwszym rzędzie Jezus, którego kochają. I dlatego Kościół też kochają, nawet z proboszczem w pakiecie.

Spotkałem kiedyś kobietę, która nacierpiała się w życiu, bo „wszystko było źle”. Wielu było winnych jej nieszczęściu. Kiedy z nią rozmawiałem, jak błysk pojawiła mi się w głowie myśl: „Zapytaj ją, kiedy była ostatni raz u spowiedzi”. Zapytałem więc. Okazało się, że już nie pamiętała. Ale coś się wtedy stało. Zaczęła płakać, a że to było przy kościele i był ksiądz pod ręką, skończyło się spowiedzią. I wszystko się zmieniło. W niej. A potem i wokół niej.

No bo tak to jest: jedyną zmianę, na jaką mam wpływ, jest ta, jakiej może we mnie dokonać Bóg.

A zatem: chcesz zmienić Kościół? Marsz do spowiedzi.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5
12°C Poniedziałek
rano
13°C Poniedziałek
dzień
12°C Poniedziałek
wieczór
10°C Wtorek
noc
wiecej »