Leczenie przymusowe

Zastanawiam się, co bym mówił, gdyby moja mama nadal żyła i wciąż leżała w tym szpitalu, o którym słyszę, że również tam ma być ewakuacja chorych.

Od kilku dni słyszę w mediach doniesienia o ewakuacjach chorych ze szpitali, w których lekarze złożyli trzy miesiące temu wypowiedzenia i 1 października przestają pracować. Widzę ludzi na noszach ładowanych do karetek i ich zapłakanych bliskich, którzy nie rozumieją, dlaczego będą musieli teraz pokonywać znacznie więcej kilometrów, aby odwiedzić swych cierpiących krewnych. Widzę też ministra, który mówi, że pieniędzy (w tym moich składek i podatków), których domagają się lekarze za swą pracę, nie ma w kasie i widzę szefa lekarskiego związku, który mówi coś odwrotnego i winą za całą sytuację obarcza polityków. Zastanawiam się, co bym mówił, gdyby moja mama nadal żyła i wciąż leżała w tym szpitalu, o którym słyszę, że również tam ma być ewakuacja chorych. Źle bym mówił. Oczekiwałbym, że w zestawieniu z ogromnym cierpieniem mojej mamy lekarze odłożą na bok swoje prywatne interesy i na pierwszym miejscu postawią to, co według mnie jest ich powołaniem - służbę cierpiącym. Moja mama odeszła do Pana. A ja przypominam sobie, że lekarze również mają rodziny, mają prawo do godziwej zapłaty za ich pracę, mają prawo do życia na przyzwoitym poziomie. Przypominam sobie też różnicę w podejściu do mojej złamanej ręki przez lekarzy w publicznej służbie zdrowia i w prywatnej przychodni, do której trafiłem z powodu lekarskiego strajku. Ci w miejskiej przychodni specjalistycznej nie poświęcili mojemu uszkodzonemu nadgarstkowi zbyt wiele uwagi, a potem ogłosili strajk i nic ich nie obchodziło, czy dobrze się zrasta. Ten w prywatnej przychodni brał za wizytę 60 złotych, ale przy każdej poświęcał mojej dolegliwości dużo uwagi i sporo mi pomógł. A na koniec uczciwie powiedział, że więcej nie jest w stanie zdziałać i że ręka będzie mnie czasami boleć. Kilka miesięcy temu, gdy protest lekarzy nabierał rozpędu, rozmawiałem z wielkim autorytetem etycznym w świecie lekarskim prof. Władysławem Nasiłowskim. I przeżyłem szok. Bo ten wybitny specjalista i - z tego co wiem - kryształowy człowiek, gorliwy katolik, starał się mi wytłumaczyć, że lekarz, to przede wszystkim zawód, a tylko w niewielkim stopniu powołanie podobne do mojego, kapłańskiego. Gdyby ksiądz odmówił posługi z powodu zbyt niskich zarobków spotkałby się z powszechnym i słusznym - moim zdaniem - potępieniem. Ale czy ktoś ma pretensje do hydraulików i elektryków (również tych z wyższym wykształceniem), że zwolnili się z polskich firm i pojechali do Irlandii, bo tam lepiej płacą? Ja nie mam, chociaż ich brak utrudnia mi życie. Czy lekarz ma moralny obowiązek leczyć za marne pieniądze? Serce mi mówi, że tak. Ale rozum już takiej pewności nie ma. Dlatego nie przypuszczam, że jakiś lekarz wyzna mi podczas spowiedzi „Zwolniłem się z pracy, bo za mało płacili”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6
22°C Sobota
wieczór
20°C Niedziela
noc
17°C Niedziela
rano
27°C Niedziela
dzień
wiecej »