Ile waży słowo?

Grzechem nie da się życia ułożyć, tak można je tylko położyć.

Czy wolno kłamać? – Nie wolno – odpowie każdy przyzwoity człowiek. – A czy wolno złamać obietnicę? – Nie wolno. – A przysięgę? – Pod żadnym pozorem. – A jeśli to przysięga najświętsza, najuroczystsza, najbardziej zobowiązująca, złożona w obecności świadków urzędowych i nieurzędowych, z wezwaniem Boga i wszystkich świętych? – No, tę to można łamać. A nawet, gdy tylko pojawi się taka potrzeba – należy.

„Ułożyłaś już sobie życie?” – pytają przyjaciółki rozwiedzioną kobietę. Znaczy to de facto: zadałaś już swojej duszy śmierć? Znalazłaś sobie już kogoś, z kim będziesz się mogła pogrążyć?

Internauta „Karol” tak napisał w komentarzu na gosc.pl: „A co, waszym zdaniem, ma zrobić 35-letni mężczyzna, opuszczony przez żonę, która pobiegła za innym? Żyć w celibacie do końca życia? Czy on nie ma prawa ułożyć sobie życia na nowo, tylko cierpieć do końca swoich dni? I to podwójnie, bo jeszcze sakramentów mu zakazują, gdyby się zakochał na nowo i ułożył sobie życie”.

Ależ oczywiście, Karolu, że zdradzony mężczyzna ma pozostać „w celibacie” tak długo, jak długo będzie trwała jego przysięga, czyli do powrotu żony albo do jej śmierci lub też do śmierci własnej. „Sakramentów mu zakazują” – a to dobre. Nie wiedział, co mówi, gdy ślubował w kościele? Jeśli używający rozumu pełnoletni człowiek mówi „że cię nie opuszczę aż do śmierci”, to jakim sposobem może to znaczyć „nie opuszczę cię aż do chwili, gdy pobiegniesz za kimś innym”?

Psalmista pyta: „Kto będzie przebywał w Twym przybytku, Panie, kto zamieszka na Twej górze świętej?” i odpowiada, że między innymi ten, „kto dotrzyma przysięgi niekorzystnej dla siebie” (Ps 15). Jeśli przysięga małżeńska okaże się niekorzystna, to trzeba jej dotrzymać tak samo jak korzystnej. Gdyby małżeństwo układało się zawsze pomyślnie, nie trzeba by było sobie nic ślubować. Jeśli Kościół oczekuje od pobierających się ludzi najmocniejszych możliwych deklaracji, to po to, żeby uchronić ich od złej decyzji w czas niepomyślny.

Ostatnio nasiliły się nadzieje wielu ludzi na to, że Kościół zniesie nierozerwalność małżeństwa. Wróć: że „dojrzeje teologicznie” do stwierdzenia, iż ludzie żyjący w cudzołóstwie mogą przyjmować sakramenty. Bo przecież „Jezus jest miłosierny” (czytaj: błogosławi grzechom). Trzeba więc przypomnieć sprawy najprostsze: Wejście w związek, gdy trwa małżeństwo, jest cudzołóstwem. Cudzołóstwo jest grzechem. Przyjmowanie Komunii św. w grzechu jest świętokradztwem.

Nie chodzi o odrzucanie ludzi, którzy popełnili błąd. Musimy o nich pamiętać, ale nie tak, żeby myśleli, że wszystko jest w porządku, gdy nie jest w porządku. A są przecież jeszcze ci, którzy, choć porzuceni, pozostają wierni danemu słowu. Czy im troska nie należy się jeszcze bardziej? Przecież to oni właśnie są świadkami Ewangelii, a nie ci, którzy domagają się usprawiedliwienia bez nawrócenia.

Chrystus umie i chce uleczyć wszystkie rany, ale nie zrobi tego na naszych warunkach.

Nikomu nie pomoże aroganckie: „Mam prawo do Komunii”. Każdemu pomoże: „Zgrzeszyłem, ratuj!”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
12°C Środa
wieczór
11°C Czwartek
noc
10°C Czwartek
rano
17°C Czwartek
dzień
wiecej »