Miasto widmo


Mimo podpisania porozumienia pokojowego w Addis Abebie, walki w Sudanie Południowym nie ustają. Wojenna apokalipsa dotyka przede wszystkim najsłabszych.



Siostrze Elenie Balatti trudno mówić. Właśnie dotarła z Malakalu do Dżuby, stolicy kraju. Wraz z innymi uciekinierkami należy do Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Kombonianek Serca Jezusowego, obecnych w Afryce od połowy XIX wieku. Założyciel włoskich kombonianów św. Daniel Comboni, wysłannik papieża Piusa IX do Afryki Środkowej, niestrudzony przeciwnik niewolnictwa i ewangelizator, zmarł w stolicy Sudanu Chartumie w 1881 r. na cholerę. Dziś ta choroba znowu zabija w Sudanie Południowym, choć jest jedynie tłem wojennego horroru. 


Gwałt w świątyni


– Wyjechałyśmy na prośbę braci zakonnych. Kilku z nich zostało, by opiekować się kościołem Chrystusa Króla, ostatnim czynnym w mieście, jest tam jeszcze ok. 30 uchodźców. 25 lutego do naszej świątyni wdarli się rebelianci z Białej Armii. Wcześniej spustoszyli nasz szpital, zabijali chorych w łóżkach, spalili sierociniec. Wieczorem w kościele wybierali dziewczynki, dziewięć z nich zgwałcili na miejscu, na oczach ich rodzin i wszystkich przerażonych uchodźców zgromadzonych w świątyni. Mogłyśmy tylko płakać. Nazajutrz odwiozłyśmy poranione dzieci – miały po 12,13 lat – do szpitala Czerwonego Krzyża pod miastem, niedaleko obozu dla uchodźców ONZ, gdzie schroniło się ok. 20 tys. ludzi.

Malakal, jeszcze trzy miesiące temu ćwierćmilionowe miasto, jest całkowicie puste. Na ulicach leżą zwłoki, czasem widać niewielkie grupy rebeliantów – opowiada s. Elena.
Malakal to stolica stanu Górny Nil, administracyjny ośrodek przemysłu naftowego Sudanu Południowego. Od połowy grudnia miasto było atakowane trzykrotnie przez rebelianckie siły stojące po stronie byłego wiceprezydenta kraju Rieka Machara. Jego polityczny konflikt z prezydentem Salva Kiirem przerodził się w etniczną wojnę między dwoma największymi ludami kraju. Dinka, z którego wywodzi się prezydent, bronią legalnej władzy, Nuerowie, rodacy Machara, dołączyli do rebelii. To właśnie Nuerowie powołali pospolite ruszenie, zwane tradycyjnie Białą Armią, od popiołu, którym na znak wojny smarują ciała. To oni 18 lutego ostatecznie zdobyli Malakal. 
– Miasto zaczęło pustoszeć już w grudniu – mówi s. Balatti. – Pamiętam jeszcze targ z bożonarodzeniowymi dekoracjami, przed pierwszym atakiem w Wigilię. Dziś z tego targu nic nie zostało. Wszystkie budynki rządowe zostały obrabowane i spalone. Ludzie uciekali najpierw do podmiejskich wsi, potem na północ, do Sudanu. Na koniec zostali tylko uchodźcy w kościołach, ale Biała Armia nie powstrzymała się od ataku na świątynie. Szukali Dinka i urzędników rządowych. Ci, którzy ocaleli, uciekli do obozu ONZ. W mieście zostało gdzieniegdzie trochę starców i kalek, ludzi, którzy nie byli w stanie uciec. Dawałyśmy im trochę żywności, ale poruszanie się po ulicach stało się zbyt niebezpieczne. Żywność się skończyła, a nasz kościół przestał być azylem. Bracia [zakonni] bali się o nasze życie. Zorganizowali nam transport.
Trzy ostatnie siostry z Malakalu, w tym s. Balatti, dotarły do spokojnej dotąd Dżuby. 


1 marca. Paraliż stolicy


Trzy dni później w stolicy rozległy się strzały. Wokół garnizonu wojsk rządowych Giada doszło do wielogodzinnej bitwy. Rzecznik rządu Michael Makuei próbował zminimalizować wydarzenie, które sparaliżowało całe miasto: „To nie bunt polityczny, to niezdyscyplinowani żołnierze domagali się zaległego żołdu”. To może być prawda, również niższa administracja nie dostaje wynagrodzeń od dwóch miesięcy. Rząd twierdzi, że wydobycie ropy, jedynego źródła utrzymania państwa, z powodu wojny spadło o jedną trzecią. Według szacunków zachodnich, chodzi jednak o co najmniej dwie trzecie. Dwa wielkie chińskie przedsiębiorstwa, które wydobywają większość południowosudańskiej ropy, ewakuowały znaczną część swego personelu jeszcze w styczniu. Wojska rządowe próbują bronić instalacji naftowych na północy kraju, przede wszystkim dostępu do rurociągu, który umożliwia eksport, biegnąc do Port Sudan u północnego sąsiada. Te instalacje stały się jednak głównym celem rebeliantów, uważających, że odcięcie Dżuby od pieniędzy z ropy obali rząd. Po swojej stronie mają ok. 70 proc. dawnego wojska i Białą Armię Nuerów, która właściwie nikogo nie słucha. Zdobyte instalacje są niszczone. Sudan Południowy popełnia ekonomiczne samobójstwo.
Niepokojów w Dżubie nie da się wyjaśnić jedynie ekonomicznie. Według nielicznych, pozostałych w mieście źródeł zachodnich był to raczej atak jakichś niezidentyfikowanych oddziałów z zewnątrz. Rzeczniczka Misji Narodów Zjednoczonych w Sudanie Południowym (UNMISS) Ariane Quentier mówiła również o walkach niedaleko głównej siedziby ONZ, położonej w okolicy lotniska. 6 marca w mieście zapanował niepewny spokój, ale wiele sklepów pozostało zamkniętych, podobnie urzędy. 


Trudny ratunek


Stolicę częściowo zabezpiecza klęska powodzi, która w zeszłym roku zniszczyła jedyne gruntowe drogi prowadzące na północ i wschód. Rebelianci zrezygnowali z atakowania Dżuby, kierując cały wysiłek na północne pola naftowe. Jednak ta sytuacja bardzo komplikuje pomoc humanitarną. Na dotkniętych wojną i powodzią terenach wybuchła epidemia cholery. W nielicznych czynnych szpitalach niedaleko frontu, jak w Yirol i Lui, nie ma leków również na malarię, masowe przypadki zapalenia płuc i biegunki sieją śmierć szczególnie wśród dzieci. Kościół katolicki organizuje pomoc, urządza polowe lazarety, ale bardzo trudno dostarczyć tam najpotrzebniejsze rzeczy. Lekarze i pielęgniarki pracują w bardzo trudnych warunkach. Brakuje antybiotyków i środków uspokajających, narzędzi chirurgicznych, nawet witamin.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
18°C Wtorek
wieczór
14°C Środa
noc
11°C Środa
rano
17°C Środa
dzień
wiecej »