Inna Solidarność

Kornel i Mateusz Morawieccy. Ojciec obalał komunę, syn zmienia oblicze III RP.

W czerwcu 1982 r. narodziła się Solidarność Walcząca (SW), organizacja nawiązująca bardziej do koncepcji Polskiego Państwa Podziemnego, prowadzącego bezwzględną walkę z okupantem, niż związku zawodowego kierującego się hasłem „Socjalizm – tak, wypaczenia – nie”. Twórca SW, Kornel Morawiecki, był przez kilka lat przywódcą nie tylko solidarnościowego Wrocławia, ale sporej części opozycji, uznającej, że nie może już być mowy o układach z ekipą Jaruzelskiego i Kiszczaka. Z perspektywy 35 lat diagnoza i taktyka obrane przez przywódców Solidarności Walczącej wydają się realistyczne i racjonalne, ale wtedy i przez całą III RP uważane były za radykalne i szkodliwe.

Gandhi czy Piłsudski?

Kornel Morawiecki nie miał złudzeń co do natury systemu, z którym walczył. Nigdy nie wierzył, że da się go naprawić, nigdy nie wątpił, że imperium zła upadnie. Jego horyzontem była zawsze całkowita niepodległość. Natomiast zarówno środowisko KOR, jak i później elity pierwszej (a zwłaszcza drugiej) Solidarności zawsze traktowały władze komunistyczne jako partnera, zaś w strategii i metodach oporu ich wzorem był raczej Mahatma Gandhi niż Józef Piłsudski. Stan wojenny okazał się chwilą prawdy. Dla zwolenników dialogu był szokiem, dla Kornela Morawieckiego przewidywanym od dawna scenariuszem, na który jego środowisko było przygotowane: logistycznie, a przede wszystkim mentalnie. Morawiecki uznał, że odpowiedzią na 13 grudnia musi być nowa Solidarność – już Walcząca.

Organizacja czerpała z najlepszych wzorców. Stosowano twarde reguły konspiracji, zaprzysięgano nowych członków, od których wymagano całkowitego oddania sprawie. Selekcja była staranna, większość działaczy kultywowała rodzinne tradycje czynnego oporu, a niektórzy – jak Roman Lipiński, żołnierz WiN – mieli za sobą stalinowskie kazamaty. Media SW (agencję informacyjną, tygodnik, radio) tworzył Romuald Lazarowicz, wnuk Adama, słynnego „Klamry”, zamordowanego na Rakowieckiej 1 marca 1951 roku.

Dziś, gdy żołnierze wyklęci stali się bohaterami zbiorowej wyobraźni, może nie robi to takiego wrażenia, ale w latach 80. ludzie czujący się nie tylko w teorii, ale i praktyce spadkobiercami AK, uchodzili za niebezpiecznych szaleńców. Nie tylko w kręgach MO i SB, także opozycji. Solidarność Walcząca była więc zdana tylko na siebie, odcięta od pomocy podziemnych struktur „S”. Ale właśnie dzięki temu organizacja kierowana przez Morawieckiego unikała infiltracji, była niesterowalna i nienamierzalna.

Najlepszą obroną jest atak

Decyzja o wybraniu przez SW własnej drogi zapadła w czerwcu 1982 r., gdy podziemne kierownictwo związku w odpowiedzi na falę aresztowań i pierwsze ofiary obrało strategię biernego oporu, by uniknąć ryzyka dalszych represji. Kornel Morawiecki uznał ten wybór za błędny. W jego ocenie bierność tylko rozzuchwalała władzę. Istotę dialogu, jaki on prowadził z SB, oddaje historia z 1986 roku.

Mateusz, syn lidera SW, został wtedy poddany wyjątkowo brutalnej prowokacji. Straszono go pistoletem, grożono zgwałceniem młodszej siostry przez „nieznanych sprawców”, wreszcie wywieziono za miasto do lasu, co po morderstwie ks. Jerzego budziło jednoznaczne skojarzenia. Odpowiedź była równie mocna. Grupa Wykonawcza SW spaliła letni domek szefa dolnośląskiej SB, zaś właściciel otrzymał następujący list od Kornela Morawieckiego: „Mam zaszczyt poinformować, że ma Pan ważną funkcję: odpowiada Pan osobiście za bezpieczeństwo osobiste członków SW oraz ich rodzin”. Pułkownik Czesław Błażejewski nie miał wątpliwości, że ostrzeżenie jest poważne. Wiedział z raportów, że funkcjonariusze SB, także prywatnie, są… inwigilowani przez podziemną organizację. SW miała bowiem własny kontrwywiad, korzystała dla jego potrzeb z nowoczesnych skanerów, nawet z satelity, potrafiła podsłuchiwać patrole milicji, mając (przemycony z zachodnich Niemiec) lepszy sprzęt niż SB. Dzięki informacjom kontrwywiadowczym Morawiecki posiadł wiedzę o wysoko ulokowanym w strukturach SW agencie, zorientował się też, kto kryje się pod pseudonimem „Zyga”. Wiedzę tę spożytkowano perfekcyjnie. Nadal korzystając z jego usług, pozyskiwano sprzęt i pieniądze, jednocześnie dezinformując tym kanałem SB co do własnych planów i zamierzeń.

Firma SW

Przepis na Solidarność Walczącą był nieszablonowy. Mocny antykomunizm, bezkompromisowość, solidaryzm społeczny – to jasne. Ale ten „zestaw obowiązkowy” przyprawiony był żelazną dyscypliną, ułańską fantazją i nowoczesnymi metodami zarządzania. Fantazja przejawiała się w takich akcjach jak włączenie się Grupy Wykonawczej SW w oficjalny wrocławski pochód pierwszomajowy (1983) i rozwinięcie transparentów Solidarności przed główną trybuną. ZOMO użyło wówczas konwencjonalnych metod, ale „bojowcy” wyposażeni w hutnicze rękawice odrzucali petardy gazowe w stronę oficjeli, w tym sowieckich generałów, którzy ze łzami w oczach musieli opuścić płonącą trybunę.

Co do metod zarządzania – SW miała strukturę fraktalną, którą można opisać trzema słowami: samoorganizacja, decentralizacja, witalność. Wpadka jednej drukarni, kolportera czy nawet lidera nie oznaczała osłabienia aktywności całej SW. Taka struktura wyzwala motywację i przeciwdziała skostnieniu. Działaczami byli w dużej mierze naukowcy: matematycy, fizycy, pracownicy politechniki, którzy nieustannie wzbogacali zarówno metody działania, jak i środki. O swojej organizacji mówili „firma”. Paradoksalnie tajniacy tak samo nazywali SB.

W sprawie dyscypliny każdy członek SW znał procedury, wiedział, jak gubić „ogon”, kiedy zmieniać lokale i jak zachowywać się po zatrzymaniu. Kornel Morawiecki w ciągu 7 lat nieustannego ukrywania się zmienił 60 mieszkań; pomagało mu w tym ok. 1,5 tys. ludzi. Wszystko to oczywiście nie udawałoby się tak długo, gdyby nie jeszcze jeden element spajający Solidarność Walczącą: byli to ludzie tworzący autentyczną wspólnotę. Polskę podziemną.

Kornel, witamy w domu!

Przywódca SW i jego następca (po aresztowaniu) Andrzej Kołodziej nie chcieli negocjować z władcami PRL. Dlatego stali się pod koniec lat 80. wrogami publicznymi numer 1, bardziej nawet niż na początku stanu wojennego. W tym samym czasie, gdy konstruktywna opozycja zasiadała do Okrągłego Stołu, obu liderów SW usiłowano wysłać na przymusową emigrację. Podstępem, bo przy użyciu sfałszowanych wyników badań przekonali Kołodzieja, że jest śmiertelnie chory i może go uratować tylko leczenie za granicą. Pod warunkiem, że wyjadą tam razem z Kornelem Morawieckim. Wyjechali do Włoch, ale lider SW po trzech dniach wrócił. Deportowany do Wiednia, wrócił ponownie… przez zieloną granicę. I znów zszedł do podziemia. A na ulicach Wrocławia pojawiły się transparenty: „Kornel, witamy w domu”.

Ale to już nie był jego czas. Wygrała koncepcja porozumienia z komunistami. Po 1990 r. Morawiecki i założona przez niego Partia Wolności znaleźli się na marginesie III RP. Na bardzo długo. Solidarność Walcząca nie była potrzebna, tworzący ją ludzie nie zrobili karier w polityce, za to doskonale wykorzystali możliwość indywidualnego rozwoju, jaka się pojawiła. Zbigniew Oziewicz, Andrzej Myc, Andrzej Zarach wykładają na prestiżowych amerykańskich uniwersytetach, Wojciech Myślecki został prezesem największej polskiej spółki energetycznej, a Zbigniew Jagiełło prezesem największego banku – PKO BP. Najbardziej spektakularną drogę przeszedł oczywiście Mateusz Morawiecki. W prywatnym biznesie doszedł do stanowiska prezesa zarządu Banku Zachodniego WBK, a dziś jest wicepremierem i ministrem finansów, zaś z jego nazwiskiem kojarzony jest plan gospodarczy, który ma dokonać reindustrializacji Polski.

Kamień odrzucony

„Mateusz był jedynym dzieckiem, które urodziło się w domu, a ja sam odbierałem poród” – wspominał Kornel Morawiecki. Syn natychmiast po urodzeniu trafił w ramiona ojca i trudno nie widzieć w tym pewnego symbolu. W satyrycznych rubrykach piszą o nim: „sławny syn sławnego ojca”. Nie widział go jednak przez 7 lat, gdyż Kornel Morawiecki dowodził podziemną armią z ukrycia. Sam był jej szeregowym żołnierzem. Pierwszym kierunkiem studiów Mateusza była historia. Pracę magisterską pisał na temat… genezy i działalności Solidarności Walczącej. Materiał źródłowy stanowiły rozmowy z 53 działaczami opozycji. Nie zapomniał o nich także, gdy dotarł na biznesowy szczyt. Założył fundację, która wspiera weteranów opozycji demokratycznej, przyczynił się do powstania dla nich sanatorium. Zawsze miał gest. Niektórzy żartują, że sam utrzymywał narodową kulturę, finansując filmy („Czarny czwartek”) i seriale („Czas honoru”). A gdy pojawiła się możliwość pracy dla Polski, bez wahania zrezygnował z astronomicznej gaży prezesa banku.

Solidarność Walcząca, która nie bała się w stanie wojennym sięgać po kamienie w starciach ulicznych z ZOMO, sama stała się „kamieniem odrzuconym”, gdy naród wybrał drogę historycznego kompromisu z komunistami. Kornel Morawiecki z narodowego bohatera został zdegradowany do roli oszołoma. Zapewne sporo w tym zasługi ośmieszanych przez SW agentów służb specjalnych, którzy w III RP awansowali do roli fachowców oraz ekspertów. Oni właśnie zadbali, by takich ludzi jak Olszewski, Kołodziej czy Morawiecki trwale odsunąć od wpływu na losy Rzeczypospolitej.

Ale wiadomo, jak to z kamieniami odrzuconymi bywa. Twórca Solidarności Walczącej ćwierć wieku po upadku komunizmu po raz pierwszy znalazł się w polskim parlamencie (jako marszałek senior), a jego syn odpowiada dziś za finanse państwa. I być może kiedyś młodzi historycy będą pisać prace magisterskie, streszczające historię III RP hasłem: od planu Balcerowicza do planu Morawieckiego. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Gość Janek
    11.06.2017 17:34
    Ojciec miał opinię prowokatora, nawołującego do wojny domowej, a syn wprowadza inwigilację obywateli, dążąc do wyeliminowania gotówki z obrotu handlowego.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    27°C Niedziela
    wieczór
    23°C Poniedziałek
    noc
    19°C Poniedziałek
    rano
    26°C Poniedziałek
    dzień
    wiecej »