Marzyłam o wyjeździe do Polski

O dzieciństwie na Łotwie, przywiązanych do Polski dziadkach i marzeniach łotewskiej Polonii mówi prof. Teresa Czerwińska, minister finansów.

Maciej Kalbarczyk: Co Pani poczuła, kiedy po ogłoszeniu nominacji pojawiły się głosy, że polskim ministrem finansów nie powinna zostać osoba urodzona w Związku Sowieckim?

Prof. Teresa Czerwińska: Nie ukrywam, że poczułam pewien smutek. Moja rodzina ma polskie korzenie, jej historia jest podobna do losów wielu Polaków pochodzących z Kresów, chociaż akurat my mieszkaliśmy na terenie polskich Inflant. Byłam ogromnie zaskoczona stwierdzeniami godzącymi tak naprawdę we wszystkich naszych rodaków, którzy wbrew swojej woli znaleźli się poza granicami własnego kraju. Oni wszyscy z tęsknotą patrzą na Polskę, ich największym marzeniem jest przyjazd do ojczyzny. Chcieliby ją zobaczyć na własne oczy, a wielu z nich nigdy nie miało takiej okazji.

Pochodzi Pani z Dyneburga, stolicy Łatgalii, gdzie nasi rodacy są obecni już od ponad 450 lat. Jak Pani rodzina znalazła się na tych terenach?

Dyneburg to prawdziwy tygiel kulturowy. W niedalekiej okolicy miasta stykają się ze sobą trzy państwa: Litwa, Łotwa i Białoruś. W burzliwej historii tych ziem ich granice przesuwały się wielokrotnie, sprawiając wiele problemów tamtejszej ludności. Moi dziadkowie ze strony mamy mieszkali na terenach obecnie należących do Litwy, a kiedyś do Polski – dziadek w dowodzie jako miejsce urodzenia miał wpisaną Rzeczpospolitą. Z kolei rodzice mojego ojca żyli na terenach dzisiejszej Białorusi. Część mojej rodziny pochodziła zatem z Kresów, to Polacy z dziada pradziada. Tamtejsza Polonia przeżyła agresywną rusyfikację, ale mimo to dziadkowie mówili w domu wyłącznie po polsku.

Pani znajoma z czasów młodości Halina Smulko, dyrektor polskiego gimnazjum w Dyneburgu, mówiła mi, że Pani rodzice byli „Polakami z krwi i kości”. Jak Pani wspomina swój rodzinny dom?

Bardzo mi miło, że moja szkolna koleżanka tak zapamiętała moich rodziców. Rzeczywiście w naszej rodzinie pamięć o tym, skąd pochodzimy, zawsze była bardzo ważna. Wszyscy staraliśmy się rozmawiać w ojczystym języku, szczególnie pielęgnowaliśmy tradycje związane ze Świętami Wielkanocnymi i Bożym Narodzeniem. Polskość była bowiem ściśle związana z katolicyzmem. W tamtym czasie w Dyneburgu nie było polskich szkół, na lekcjach mówiliśmy po rosyjsku. Jednym z moich najwcześniejszych wspomnień z dzieciństwa jest nauka języka polskiego w domu. Poznawałam alfabet i podstawy gramatyki, przeglądając stary modlitewnik babci. Książki i podręczniki z Polski pojawiły się u nas dopiero później. Dzięki staraniom babci przystąpiłam także do Pierwszej Komunii św., a później do sakramentu bierzmowania. Z dużym wzruszeniem wspominam czasy, w których uczestniczyliśmy w Mszach św. w parafii Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. To była piękna barokowa świątynia. Chodzenie do kościoła nie było jednak przez wszystkich mile widziane.

Mogło pociągać za sobą jakieś konsekwencje?

Czasy stalinizmu już dawno minęły i nie było mowy o represjach, ale władze wyraźnie dystansowały się od Kościoła katolickiego. Pod tym względem funkcjonowaliśmy trochę jak partyzanci. W kręgach polonijnych trzymaliśmy się jednak zawsze razem i nie baliśmy się chodzić np. na pielgrzymki do Agłony, która jest znanym na Łotwie sanktuarium maryjnym. Ostatnia dekada istnienia Związku Sowieckiego przyniosła pewną odwilż. W 1988 r. powstało Stowarzyszenie Polaków „Promień”, w którym aktywnie działałam, należałam także do tworzącego się harcerstwa. A kiedy skończyłam 15 lat, pojawiła się możliwość pierwszego wyjazdu do Polski. Wspólnie z grupą rówieśników odwiedziliśmy Gdańsk, Gdynię i Szczecin, a dwa tygodnie spędziliśmy na wypoczynku nad Zalewem Szczecińskim.

Kiedy w 1991 r. Łotwa odzyskała niepodległość, postanowiła Pani na stałe wyjechać do Polski. Dlaczego podjęła Pani taką decyzję?

Tęsknota za ojczyzną zawsze była w mojej rodzinie bardzo silna. Wielokrotnie słuchałam opowieści z dawnych czasów, w domu przechowywaliśmy różne pamiątki związane z historią Kresów, z których pochodzili dziadkowie. Babcia z rozrzewnieniem wspominała, jak było wspaniale, zanim te tereny zostały zajęte przez Związek Sowiecki. Zrodziła się we mnie tęsknota za czymś, czego tak naprawdę nie widziałam. Polska kultura, tradycje, mentalność – to wszystko kojarzyło mi się z lepszym światem. Potwierdził to pierwszy wyjazd, o którym mówiłam. Zaczęłam marzyć o wyjeździe na studia. Kiedy tylko pojawiła się taka możliwość, postarałam się o stypendium polskiego rządu. Cała rodzina była szalenie dumna, kiedy je otrzymałam. Razem ze mną przyjechało tutaj wielu znajomych i podobnie jak ja zostali oni na stałe: po studiach założyli rodziny i zapuścili tutaj swoje korzenie. Czuję głęboką wdzięczność za szansę, którą otrzymała wtedy polska młodzież z Kresów.

Informacja o Pani nominacji ucieszyła polską mniejszość na Łotwie, gdzie nadal mieszka ok. 50 tys. naszych rodaków. Czy mogą oni liczyć na wsparcie polskiego rządu?

Polityka tego rządu jest bardzo propolonijna, staramy się podkreślać związki z naszymi rodakami. Świetną okazją do tego jest 100. rocznica odzyskania niepodległości. W tym roku w ustawie budżetowej zapisaliśmy rekordowo wysokie środki na opiekę nad Polonią i Polakami za granicą. W poprzednich latach było to ok. 60–75 mln zł rocznie, w tym roku – ponad 100 mln zł. Dzięki tym środkom wspieramy nie tylko działania Polonii na Łotwie, ale także Polaków mieszkających w innych zakątkach świata. Rozdziałem tych pieniędzy zajmuje się Kancelaria Senatu, która rozpatruje prośby o przyznanie pomocy finansowej na konkretne działania. Kolejną formą wsparcia Polaków za granicą są stypendia dla młodzieży. Dobrym przykładem jest m.in. program stypendialny im. Stefana Banacha. Dzięki temu młodzi ludzie mogą studiować na polskich uczelniach. Ta inicjatywa jest skierowana głównie do krajów Partnerstwa Wschodniego. Sama byłam przez pewien czas egzaminatorem biorącym udział w procesie rekrutacji do tego programu. Odwiedziłam m.in. Kijów, rozmawiałam z ludźmi, którzy pragnęli przyjechać do nas na studia, czuli silną więź z ojczyzną. To bardzo ważne, żeby w odpowiednim momencie wyciągnąć do nich rękę i pomóc im zrobić pierwszy krok. Oni potrzebują nie tylko wsparcia finansowego, ale także naszego dobrego nastawienia. Mam nadzieję, że pomocna w budowie relacji z Polakami na obczyźnie będzie także Narodowa Agencja Wymiany Akademickiej, która ostatnio została uruchomiona.

Czy nadal utrzymuje Pani kontakty z Polakami na Łotwie?

Niestety, moja mama od wielu lat nie żyje, dziadkowie także. Co prawda dawno nie byłam w Dyneburgu, ale nigdy nie zapomniałam o mieszkających tam Polakach. Zresztą jestem też w pewnym sensie dowodem na to, że podtrzymywanie więzi z Polakami za granicą jest bardzo ważne. Stypendium pozwoliło mi spełnić największe marzenie, za co jestem bardzo wdzięczna. Mogę dzisiaj służyć Polsce, wykorzystując moją wiedzę i doświadczenie. Wiele osób także myśli o wyjeździe na studia do Polski, ale nie zapominajmy i o tych, którzy muszą lub chcą zostać na miejscu. Powinniśmy starać się włączyć ich do naszej narodowej wspólnoty. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    21°C Czwartek
    wieczór
    20°C Piątek
    noc
    18°C Piątek
    rano
    23°C Piątek
    dzień
    wiecej »