Nikt tego głośno nie powie, ale...

Kto może się nawrócić? Niewierzący. A jeśli katolik, to pijak, narkoman czy inny gangster. Grzegorz Mazurek nigdy nie był nikim takim.

Miał 9 lat, gdy został ministrantem. W wieku 17 lat świadomie przyjął Pana Jezusa jako swego Pana i Zbawiciela. – Dorwałem gdzieś książkę o ewangelizacyjnym Kursie Paweł i zacząłem głosić Pana Jezusa tak, że koledzy w liceum na mój widok mówili: „O, idzie Mazurek, znowu będzie mi coś gadać” – śmieje się 39-letni dziś Grzegorz. Podczas politologicznych studiów w rodzinnej Zielonej Górze związał się z Odnową w Duchu Świętym. Jeździł na Przystanek Jezus – ewangelizacyjną akcję skierowaną do uczestników Przystanku Wood­stock.

Biały pająk

Miał 29 lat, gdy zajął się wspinaczką. Jeszcze wcześniej zainteresowały go rowery górskie. Był jednym z pomysłodawców cyklu zawodów typu cross-country Grand Prix Kaczmarek Electric MTB. Dziś w każdej z kilku edycji udział bierze około 800 zawodników.

Ale to wspinaczka pochłaniała go najbardziej. Dwa, trzy razy w tygodniu trening siłowy w „bularni”. A w weekendy wyjazdy w skałki. Najczęściej w Sokoliki koło Jeleniej Góry, czasem w Tatry. – Jak nie pojechałem, czułem się źle. Kumpel powiedział mi kiedyś: „Nie ma takiej godziny, żebym nie myślał o wspinaniu”. I taka jest prawda. Ja też potrafiłem wydać na to ostatnie pieniądze. Właściwie chodziło tylko o pieniądze na dojazd. Nocowałem nieraz w lesie, pod skałą, w namiocie. Pamiętam, jak przy temperaturze 0 st. C spałem w śpiworze przeznaczonym do nocowania w temperaturze 15 st. C. Z zimna nie dało się wytrzymać – przyznaje Grzegorz.

Jednocześnie czytał... nie, nie czytał – połykał książki typu „Biały pająk” Heinricha Harrera czy „Dotknięcie pustki” Joe Simpsona. Klasyka literatury wysokogórskiej.

To się tylko tak pięknie mówi

– Mówi się o „mistyce gór”. Jest nawet książka ks. Romana Rogowskiego pod takim tytułem. Ja podczas wspinaczki traciłem gdzieś tę mistykę. Już nie chodziło o piękno. A wiara schodziła na dalszy plan. Chodziło tylko o „cyfrę”. Co to jest „cyfra”? W przypadku rowerów górskich „cyfra” to osiągnięty czas. W przypadku wspinaczki – skala trudności pokonanej drogi. W Polsce używa się tzw. skali Kurtyki. Pierwotnie sięgała od I do VI. Potem rozciągnięto ją, dodając liczby arabskie i plusy. W każdym razie im wyższa „cyfra”, tym trudniejsza droga, tym lepszy wynik, tym lepszy wspinacz. – Jaka jest moja „cyfra”? VI.2+. Przeciętna – ocenia Grzegorz.

Pod kątem „cyfry”, czyli posiadanych umiejętności, dobiera się też partnerów we wspinaczce. – Tak naprawdę to wśród wspinaczy nie ma partnerstwa. To się tylko tak pięknie mówi. Ja kilka lat wspinałem się z pewną dziewczyną, ale... nic o niej nie wiedziałem. Rozmawialiśmy tylko o wspinaniu. O tym, gdzie dać rękę, a gdzie nogę. Dopiero niedawno dowiedziałem się, że ta dziewczyna pracuje w teatrze – przyznaje Grzegorz. Dodaje, że między wspinaczami mężczyznami tworzy się rywalizacja. – Nikt tego głośno nie powie, ale tak jest. Faceci strasznie jarają się rywalizacją – podkreśla.

Śmierć w podróży poślubnej

Wspinała się także jego żona Marlena. – Spadła kiedyś z wysokości 8–10 m. Nic jej się nie stało, ale mogło być różnie. Co wtedy pomyślałem? Że twarda jest, nadaje się na żonę –mówi żartem Grzegorz.

Na jednej z tatrzańskich ścian spadła jego znajoma z klubu wspinaczkowego. Cudem ocalała, bo w tym miejscu leci się jakieś 130 m w dół. Jej mąż miał mniej szczęścia. Zginął. Byli wtedy w podróży poślubnej. Takie wypadki nie zniechęcają innych zapaleńców. – Wspinanie dziś jest bardzo bezpieczne – podkreśla Grzegorz. – Drogi wspinaczkowe są zabezpieczone, dokładnie opisane. Do osadzania stałych punktów przelotowych stosuje się kleje epoksydowe. Cały wspinaczkowy szpej (sprzęt) ma wyśrubowane normy bezpieczeństwa. W większości przypadków można sobie co najwyżej otrzeć kolano.

Kiedy robi się niebezpiecznie? – Po pierwsze zimą. Wtedy wszystko wygląda inaczej – uważa Grzegorz. Po drugie, bardzo niebezpiecznie robi się, gdy człowiek poczuje się mocny. Wchodzi 20 m w górę bez zabezpieczenia. – Mnie też się to zdarzało – przyznaje. I po trzecie, nie da się iść w Himalaje, nie da się przesuwać granicy ludzkich możliwości bez balansowania na cienkiej granicy życia i śmierci.

To mnie przeraziło

Kilka lat temu Grzegorz zaczął się stopniowo reflektować. Wciąż czytał o największych himalaistach: Jerzym Kukuczce, Piotrze Pustelniku, Piotrze Morawskim – wschodzącej gwieździe polskiego alpinizmu, która zgasła na stokach Dhaulagiri. Czytał o ich osiągnięciach górskich i podziwiał. Ale trafił także na pozycję pokazującą życie sławnych wspinaczy oczami ich rodzin. Była tam mowa o podporządkowaniu życia całej rodziny pasji jednego z jej członków, także pod względem finansowym. Była mowa o rozwodach, o dzieciach wychowywanych praktycznie bez ojców. – To mnie przeraziło. Doszedłem do wniosku, że ja tak nie chcę. Że to nie jest moja wizja. Że moim największym pragnieniem jest świętość. I że musi być jasna hierarchia: na pierwszym miejscu Pan Bóg, potem rodzina – najpierw żona, potem dziecko (Zuzka ma teraz 21 miesięcy), a dopiero potem pasja. Kamil Stoch też pewnie poświęca wiele dla sportu, ale to jest jego praca. Jeśli jest się amatorem, ma inną pracę (Grzegorz pracuje w rodzinnym biurze nieruchomości) i jeśli ma się rodzinę, to nie można robić wszystkiego – mówi z naciskiem Mazurek.

To także kwestia odpowiedzialności za wychowanie dziecka w wierze. To przede wszystkim zadanie ojca. – Przeczytałem, że jeśli ojciec jest wierzący, to jest 80-procentowe prawdopodobieństwo, że dziecko pójdzie za nim – mówi Grzegorz.

Nie oszukujmy się

– Wspinaczka nie jest czymś złym z natury. Kultura fizyczna jest potrzebna. Ale nie oszukujmy się: często robi się z niej bożka. Robi się z niej religię. Można się w tym zatracić. A to już jest złe – podkreśla. – Dawniej, gdy nie jechałem w góry, czułem się źle. Dziś już nie muszę jechać w skałki. Mogę iść z żoną i córką na spacer i też jestem szczęśliwy. Jestem wolny – dodaje. Podkreśla, że towarzyszą mu dwie myśli.

Pierwsza – w niebie też są góry. Dlatego nie ma się co teraz napinać; druga – wspinanie nie jest najważniejszą rzeczą na świecie. Świat nie kręci się wokół tego.

– Jestem na poziomie VI.2+. A gdybym był na VII.A czy ­VII.B, to kogo by to obchodziło? To byłoby tylko moje, egoistyczne – podkreśla.

Dlaczego w ogóle ludzie angażują się w takie pasje? – Bo są coraz bogatsi. Dlatego pozwalają sobie na coraz bardziej odjazdowe hobby. Nie tylko na wspinaczkę, ale na przykład na skoki na rowerach – zauważa Grzegorz.

Mężczyzna musi wyjść z domu

Z drugiej strony alpinistyczną pasję można wykorzystać do nawiązywania relacji z ludźmi. Do wspólnego spędzania czasu. – Ks. Jacek Stryczek mówi, że mężczyzna czasem musi wyjść z domu, i to jest zdrowe. W moim przypadku to stuprocentowa prawda. Moja żona to rozumie. Kościół też powinien to rozumieć. Trzeba to wykorzystać, bo to też może być droga do Pana Boga – uważa Grzegorz. Dlatego z kolegą Sebastianem Maślanką, niegdyś zapalonym off-roaderem i antyterrorystą, organizują „24 godziny dla mężczyzny”. W ciągu tej doby jest i modlitwa, i trochę męskiego hobby, na przykład strzelania. – To chwyta wielu mężczyzn – zauważa Grzegorz.

Wraz z Sebastianem organizują też Ekstremalną Drogę Krzyżową. Trasa: 56 kilometrów. – Idziesz i na początku prowadzisz z Bogiem rozbudowany dialog. Pod koniec nie ma już siły na taką rozmowę. Jest tylko westchnienie: „Boże, daj mi siłę”. I o to chodzi. To zostaje w człowieku na wiele miesięcy, aż do następnej takiej Drogi Krzyżowej – mówi Grzegorz.

To nie znaczy, że skałkowy bożek nie próbuje upominać się o niego. – To nałóg. Do końca życia będę musiał z nim walczyć. Na kolanach. Na modlitwie – mówi mężczyzna. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    30 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    10°C Wtorek
    dzień
    10°C Wtorek
    wieczór
    11°C Środa
    noc
    11°C Środa
    rano
    wiecej »