Miałem aborcje

Dokładnie mówiąc: cztery aborcje.

Pochodzę z rodziny wielodzietnej. Mama była w domu, tata w pracy. Relacje z tatą miałem niedobre. Przemoc. Gdy skończyłem 18 lat, wyprowadziłem się z domu. Przyjechałem do dużego miasta. Zacząłem pracować. Moje życie polegało na pracy i piciu. Popełniałem kradzieże i rozboje. W wieku osiemnastu lat rozpocząłem życie seksualne. Związałem się z jedną, potem z drugą dziewczyną. Razem piliśmy, braliśmy lekkie narkotyki i amfetaminę. Zaszła w ciążę. Zastanawialiśmy się, co zrobić. W którymś momencie dziewczyna powiedziała, że jej koleżanka TO zrobiła. Zaczęliśmy TO rozważać. Nie miałem stabilnej pracy, nie miałem domu, a wyobrażałem sobie, że to wszystko musi być, żeby założyć rodzinę. Decyzję o aborcji podjęliśmy razem. Razem pojechaliśmy na badanie, a potem na zabieg. Co poczuliśmy? Ulgę, ale i wewnętrzne rozdarcie. Postanowiliśmy, że teraz będziemy uważać. I zabezpieczaliśmy się, ale po jakimś czasie doszło do drugiej ciąży. Sytuacja się powtórzyła. Coraz więcej piliśmy. Trzecia ciąża. I znów aborcja. Gdy po raz czwarty zaszła w ciążę, spytałem tylko:

– To co? Jak poprzednio?

– Jak poprzednio.

Papież i agencje towarzyskie

Ciężko mi było z tym żyć. Nasze relacje były coraz gorsze. Zwrot miał miejsce krótko po śmierci Jana Pawła II. Odprowadziłem dziewczynę do domu. Popatrzyłem w niebo i powiedziałem w duchu do papieża: – Ja nie będę się modlił za ciebie, ale ty pomódl się za mnie.

Modliłem się, żeby relacja z dziewczyną albo rozpadła się, albo – lepiej – jakoś poukładała. Po jakimś czasie rozstaliśmy się. Chodziłem do agencji towarzyskich, ale zacząłem walczyć ze sobą, modlić się. Dzięki spowiedziom zacząłem się nawracać. Mój największy problem – z seksem – zaczął się rozwiązywać. Przez trzy lata mieszkałem sam. Spotykałem się głównie z rodziną. Rzadziej piłem.

Doświadczeniami aborcyjnymi nie dzieliłem się. Kiedyś – po alkoholu – powiedziałem o tym bratu. Z wielkim lękiem powiedziałem o tym przy spowiedzi. Dostałem rozgrzeszenie. Czułem się jak trędowaty, którego Jezus uzdrowił.

Rana z dzieciństwa

W wieku 35 lat na adoracji spytałem Jezusa: – Czemu ja tak żyłem, jak pies?

W tym momencie przypomniał mi się obraz z dzieciństwa. Miałem pięć lat. Chodziliśmy z rodziną na jagody i sprzedawaliśmy je przy szosie. Byłem akurat sam, gdy podjechał samochód. Mężczyzna zaproponował, żebym mu nazbierał jagód, a on za nie zapłaci. Poszliśmy w las. Zostałem przez niego wykorzystany. Chciałem uciec, ale bałem się śmierci. Zrobiłem to, czego chciał. Potem powiedziałem o tym tylko bratu. Sprawa została zapomniana. Masturbowałem się od szóstego roku życia. W nocy, w szkole, z kolegą. Wsiąkłem w pornografię. Spowiadałem się z tego jako dziecko, ale było mi wstyd, więc mówiłem tylko, że zgrzeszyłem myślami.

Modliłem się, czytałem Pismo Święte – początkowo jak zwykłą książkę. Czytałem Biblię, a potem przed snem piłem piwko. Jednak uświadomiłem sobie, że czytam Pismo Święte, a myślę o tym piwku, więc je odstawiłem. Po trzech latach samotnego mieszkania i samotnej modlitwy poprosiłem na adoracji: – Panie Jezu, daj mi kopa, żebym wyszedł z domu. Trafiłem na ewangelizacyjny kurs Alpha, potem do wspólnoty. Czułem, że wychodzę na prostą, ale wciąż miałem w sobie jakąś zadrę. I znów na adoracji powiedziałem: – Coś nie jest OK. Pokaż mi to.

Pojechałem na rekolekcje dla poranionych seksualnie. Przeszedłem psychoterapię. Wiele rzeczy z przeszłości pootwierało się wtedy. Pan Bóg to uzdrowił, głównie przez spowiedź.

Psychoterapia dotyczyła przede wszystkim aborcji. To była największa zadra. Przyjąłem rzeczywistość taką, jaką była. Wcześniej traktowałem aborcję technicznie. Trzymałem się wersji, że przecież ja niczego własnoręcznie nie zrobiłem. Z czasem zyskiwałem świadomość, że to było zabijanie dzieci. Że to była moja decyzja. Nawet bardziej niż mojej dziewczyny. Kobieta jest bezbronna. Jeśli nie ma oparcia w rodzicach, w chłopaku, może to zrobić. Dziś zdaję sobie sprawę, że powinienem się sprzeciwić, nawet gdyby ona tego chciała. Powinienem powiedzieć, że będę przy niej. Że lepiej jest żyć w biedzie, bez własnego domu i dobrej pracy, niż zrobić coś takiego.

To, co zrobiłem, było dla mnie wielkim dyskomfortem w relacjach z kobietami.

Pojechałem do Medjugorja. Wtedy ją poznałem. W sercu poczułem, że to ta jedyna. Rozważałem to jakiś czas. Podczas naszego kolejnego wspólnego wyjazdu do Medjugorja po adoracji powiedziałem jej o wszystkim. Przyjęła to do wiadomości. Nie oceniała mnie. Dopiero potem weszliśmy w bliższą relację. Nie chciałem jej rozkochać w sobie, a dopiero potem jej się przyznać. Dwa lata żyliśmy w czystości i na modlitwie. Potem się pobraliśmy.

Dziś już potrafię o tym mówić

Pracowałem z gościem, którego pasierbica chciała usunąć dziecko. Nie mówiłem mu o tym, co zrobiłem. Ale powiedziałem, że to byłby strzał w kolano. Bardzo przeżywałem to emocjonalnie. Modliłem się. Dziecko się urodziło.

Inny kolega powiedział mi, że jego dziewczyna jest w ciąży i że weźmie pigułkę. Znów bardzo się zaangażowałem. Dałem mu płytę z filmem o Mary Wagner (kanadyjskiej obrończyni życia, wielokrotnie skazywanej na więzienie za wchodzenie do klinik aborcyjnych i oferowanie pomocy kobietom, które byłyby gotowe rozważyć rezygnację z aborcji). Rozmyślili się. Powiedzieli, że dziecko się urodzi i najwyżej oddadzą je do adopcji.

Ważnym dla mnie momentem były rekolekcje Winnica Racheli. Tam ofiarowałem moje dzieci Bogu. Symbolicznie je pochowałem. Napisałem do nich list. Pisząc go, uświadomiłem sobie, co straciłem. Co mogliśmy razem przeżyć, a nie przeżyliśmy. To wszystko zostało we mnie wewnętrznie zamknięte. Dziś już potrafię o tym mówić. Skontaktowałem się z dawną dziewczyną, ale nie nachalnie. Ona ma teraz swoją rodzinę, dzieci. Napisałem do niej list. Przeprosiłem ją. Ona mnie też przeprosiła.

Jesteśmy z żoną kilka miesięcy po ślubie. Nie mamy dzieci. Nie wiadomo, jak będzie. Jestem na to gotów, ale czy na to zasługuję? To dar Boży, którego wcześniej nie przyjąłem.

Miałem sen

Śniło mi się, że Pan Jezus siedział na trybunale. Strasznie się bałem, że zapyta mnie o te aborcje. A On powiedział: „Masz jeszcze coś do zrobienia”. Zbudziłem się. Ten sen utwierdził mnie w przekonaniu, że Pan Bóg przebacza nam grzechy. To mnie ostatecznie przekonało, że tego już nie ma. Jest jeszcze ból, jest żal, poczucie straty – to konsekwencje. Jest cierpienie, ale jest też nadzieja. Teraz trzeba żyć. Nikogo nie krzywdzić. Rozmawiać z tymi, którzy podejmują decyzje o aborcji. Mówić, że to nie jest pozbycie się ciężaru, ale jego zwielokrotnienie.

Sam nie dałbym sobie z tym rady. Ale jest Ktoś, kto za mnie umarł. Szkoda byłoby to zmarnować.

wysłuchał Jarosław Dudała

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 31
    1 2 3 4 5 6 7
    25°C Wtorek
    wieczór
    23°C Środa
    noc
    20°C Środa
    rano
    18°C Środa
    dzień
    wiecej »