Porozumienie ponad wyborcami

Wybory prezydenckie w Kongu są szansą na pierwsze w historii tego kraju pokojowe przekazanie władzy, choć ich rezultat raczej nie odzwierciedla rzeczywistych preferencji wyborców.

Chaos wokół wyborów prezydenckich w Demokratycznej Republice Konga (DRK) osiągnął rozmiary niespotykane nawet jak na targaną konfliktami Afrykę. Odbyły się one z ponaddwuletnim opóźnieniem, do ostatniej chwili przekładane przez prezydenta Josepha Kabilę. Dzień głosowania stał pod znakiem problemów organizacyjnych i aktów przemocy, Human Rights Watch pisało o 150 ofiarach zamieszek. Kilkakrotnie przesuwano termin ogłoszenia wyników, by nagle 10 stycznia obwieścić zwycięstwo Félixa Tshisekediego. Werdykt stanowił ogromne zaskoczenie. Wiele wskazywało bowiem na próbę fałszerstwa ze strony obozu Josepha Kabili w celu doprowadzenia do zwycięstwa jego faworyta Emmanuela Shadary’ego. Sondaże przedwyborcze wskazywały na zdecydowane prowadzenie innego kandydata, Martina Fayulu.

Spodziewane kłopoty

Trudności z przeprowadzeniem wyborów nie były zaskoczeniem dla śledzących sytuację w DRK. Rząd w Kinszasie wciąż nie sprawuje kontroli nad całym państwem. W prowincjach na obrzeżach kraju nieustannie tlą się rebelie, przeszkodą w sprawnym przeprowadzaniu wyborów jest tragiczny stan infrastruktury transportowej. W państwie o wielkości całej Europy Zachodniej jest niecałe 3 tys. km utwardzonych dróg. Pięć spośród 80 mln mieszkańców to wewnętrzni przesiedleńcy. Ponadto jeszcze nigdy w historii powstałego w 1960 r. państwa nie doszło do pokojowego przekazania władzy. Pierwszy prezydent Joseph Kasavubu został obalony. Rządzący przez 32 lata Mobutu Sese Seko w 1997 r. musiał uciekać po zbrojnym przewrocie. Jego następcę, Laurenta-Désiré Kabilę, zamordowano w 2001 r. Od tego momentu aż do 10 stycznia 2019 r. rządził jego syn Joseph. Robił on wszystko, by nie dopuścić do głosowania. Wygrał kolejne wybory w latach 2006 i 2011 (choć ich uczciwość była kwestionowana przez międzynarodowych obserwatorów), ale zgodnie z konstytucją, która wyklucza możliwość sprawowania trzech kadencji z rzędu, w 2016 r. miał opuścić urząd. Jednak w listopadzie narodowa komisja wyborcza ogłosiła, że nie będzie w stanie przeprowadzić głosowania z powodu braku funduszy i niezdolności do udźwignięcia wyzwania pod względem logistycznym. Zwolennicy Kabili mówili też o braku „bezpiecznego klimatu” do głosowania, sugerując wybory najwcześniej w 2020 r. Opozycja zareagowała protestami, które zostały krwawo stłumione – w listopadzie 2016 r. zginęły co najmniej 44 osoby. Presja na polityku stale jednak rosła, a kluczową rolę odgrywała Unia Afrykańska oraz Kościół katolicki. Ostatecznie prezydent zapowiedział wybory na 23 grudnia 2018 r., lecz opóźniły się one o tydzień, gdyż 13 grudnia w niewyjaśnionych okolicznościach spłonęła większość elektronicznych maszyn do głosowania.

Nieudana próba fałszerstwa?

Działania administracji prezydenta Kabili tuż przed głosowaniem i po nim wskazywały na zamiar zmanipulowania wyników, tak by wygrał jego nominat – Emmanuel Shadary. To były minister spraw wewnętrznych, który za kierowniczą rolę w zbrojnym tłumieniu antyprezydenckich protestów został objęty unijnymi sankcjami zakazu wjazdu na teren Wspólnoty i zamrożenia aktywów. Uważany za człowieka lojalnego wobec Josepha Kabili, po jednej kadencji miał zrezygnować i pozwolić na powrót byłego prezydenta.

Cztery dni przed głosowaniem komisja wyborcza ogłosiła zaskakujący komunikat o nieprzeprowadzeniu wyborów w trzech regionach kraju – Beni, Butembo i Yumbi, gdzie łącznie żyje około 1,2 mln Kongijczyków. Wiosną 2018 r. panowała tam epidemia eboli. Urzędnicy tłumaczyli, że nie wolno dopuścić do masowych ruchów ludności. Mieszkańcy odpowiedzieli protestami.

W pierwszych dniach po wyborach władze wykonały kolejne niepokojące ruchy. W kraju odcięto internet, zablokowano telefonię komórkową, wyłączono opozycyjne rozgłośnie radiowe, a nielicznym zagranicznym dziennikarzom kazano wyjechać. W przeddzień głosowania wyrzucono też ambasadora UE w DRK. Komisja wyborcza stale przekładała terminy ogłoszenia wyników, by następnie zrezygnować z podania jakiejkolwiek daty ich publikacji.

Rzeczywisty wynik Shadary’ego musiał być jednak na tyle słaby, że skala koniecznego do wykonania fałszerstwa przerosła możliwości administracji Kabili. Były minister od początku nie cieszył się popularnością. Mimo ogromnych środków na kampanię, dyspozycyjności państwowych mediów oraz utrudniania agitacji opozycyjnych kandydatów (także przemocą) Shadary miał niecałe 20 proc. poparcia, znajdując się tym samym daleko w tyle za Félixem Tshisekedim i prowadzącym Martinem Fayulu (w różnych sondażach miał on od 45 do 49 proc. poparcia). Rosły też naciski ze strony wewnętrznych i zewnętrznych sił. Unia Afrykańska i Unia Europejska apelowały o opublikowanie rezultatów „zgodnych z wolą wyborców”. Departament Stanu USA wydał ostrzeżenie: „Ci, którzy utrudniają demokratyczny proces [...], nie są mile widziani w USA i zostaną odcięci od amerykańskiego systemu finansowego”. Prezydent Trump zarządził ściągnięcie dodatkowych sił zbrojnych do położonego niedaleko DRK Gabonu. Fałszerstwom zdecydowanie sprzeciwił się także Kościół katolicki, który do monitorowania wyborów oddelegował 40 tys. obserwatorów. 3 stycznia hierarchowie ogłosili, że „na podstawie ich obserwacji zwycięzca jest jasny”, i zaapelowali o ogłoszenie prawdziwych rezultatów. Księża nie mogli jednak złamać prawa i wprost powiedzieć, kto wygrał. Po 10 stycznia stało się jasne, że mieli oni na myśli Martina Fayulu.

Gwarancje dla byłego prezydenta

Dlaczego więc wygrał Tshisekedi, a nie prowadzący w sondażach Fayulu? Wszystko wskazuje na jego zakulisowe porozumienie z ustępującym prezydentem. Félix Tshisekedi skontaktował się z Jospehem Kabilą i rozmawiał z nim na temat „pokojowego i cywilizowanego przekazania władzy”. Choć otoczenie Kabili wszystkiemu zaprzeczyło, najpewniej był to moment zwrotny wydarzeń w DRK. Dwa dni później komisja wyborcza ogłosiła zwycięstwo Tshisekediego, który w pierwszym wystąpieniu powiedział: „Oddaję hołd prezydentowi Josephowi Kabili. Od dziś nie powinniśmy już postrzegać go jako rywala, tylko partnera w demokratycznej zmianie w naszym kraju”. Tshisekedi prawdopodobnie zagwarantował Kabili bezpieczeństwo oraz zachowanie wpływów i majątku.

Atutami w rozmowach była też stojąca za politykiem partia i siła nazwiska. Martin Fayulu jest politycznym outsiderem, biznesmenem z branży naftowej. A nowy prezydent to syn Etienne’a Tshisekediego, przez kilka dekad jednego z najpotężniejszych polityków w regionie. Pełnił on ważne funkcje za czasów Mobutu Sese Seko (minister spraw wewnętrznych, sprawiedliwości, trzykrotny premier), później założył największą partię opozycyjną – Unię na rzecz Demokracji i Postępu Społecznego. W 2011 r. był głównym kontrkandydatem Josepha Kabili i zdaniem wielu obserwatorów przegrał w wyniku fałszerstw. Zmarł w 2017 r. Félix Tshisekedi chce wyjść z cienia ojca, a głównym postulatem w kampanii ogłosił walkę z ubóstwem.

Sytuacja w DRK w pierwszych dniach po ogłoszeniu zaskakujących wyników pozostawała bardzo napięta. Fayulu nie uznał rezultatów, zaniepokojenie wyraził Kościół katolicki oraz wiele krajów, np. Francja. Należy mieć nadzieję, że tym razem nie dojdzie do walk zbrojnych, które niemal nieustannie towarzyszą najnowszej historii kraju. W wojnie domowej po obaleniu Mobutu (ze względu na liczbę krajów zaangażowanych w konflikt zwanej też wielką wojną afrykańską) zginęło łącznie ok. 5,4 mln ludzi. To najkrwawszy konflikt na świecie od końca II wojny światowej.

Społeczności międzynarodowej powinno zależeć na stabilizacji kraju, by zakończyć permanentny kryzys humanitarny, zapewnić stabilne wydobycie bogatych rezerw najcenniejszych surowców na ziemi (m.in. diamentów, złota i 60 proc. światowych rezerw kobaltu niezbędnego do produkcji m.in. telefonów komórkowych), jak również z powodu zagrożenia dla świata, jakie stanowi niemoc rządu w Kinszasie w walce z nielegalnym wycinaniem lasu równikowego w dorzeczu Konga oraz w przeciwdziałaniu pojawiającym się w DRK ogniskom eboli.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 31
    1 2 3 4 5 6 7
    25°C Poniedziałek
    noc
    22°C Poniedziałek
    rano
    26°C Poniedziałek
    dzień
    27°C Poniedziałek
    wieczór
    wiecej »