Broń receptą na pokój?

Brazylia cierpi z powodu narastającej fali brutalnej przestępczości. Nowy prezydent uważa, że kluczem do rozwiązania problemu jest ułatwienie obywatelom dostępu do broni palnej.

Dobrzy obywatele powinni móc cieszyć się pokojem w swoich domach – ogłosił prezydent Brazylii Jair Bolsonaro, gdy 15 stycznia podpisał pierwszy ważny dekret od objęcia urzędu na początku 2019 r. Nowe prawo było jedną z jego kluczowych obietnic w kampanii wyborczej i zakłada znaczne ułatwienie kupowania i przechowywania broni palnej. Budzi to ogromne kontrowersje. Brazylia pilnie potrzebuje działań, które zahamują gwałtowny wzrost przestępczości. W 2017 r. w kraju zamordowano prawie 64 tys. ludzi. Nigdzie na świecie tyle osób nie pada ofiarą przestępstw. W tym samym roku 60 tys. kobiet zostało zgwałconych.

Większość Brazylijczyków jest przeciwnych nowemu ustawodawstwu, a historyczne doświadczenia kraju (i całej Ameryki Południowej) pokazują, że ułatwianie dostępu do broni skutkuje jedynie nakręcaniem spirali przemocy.

Koniec ograniczeń

Dekret z 15 stycznia znosi wszystkie ograniczenia wprowadzone w 2003 r. przez prezydenta Lulę da Silvę. Dotychczas o prawo do jej posiadania mogli się ubiegać tylko przedstawiciele określonych zawodów (np. policjanci czy myśliwi), a procedura wymagała przedstawienia szeregu dokumentów i odbycia rozmowy z funkcjonariuszem policji federalnej w celu wyjaśnienia zamiaru zakupu broni. Według nowych zasad broń będą mogli posiadać mieszkańcy tych stanów Brazylii, w których liczba morderstw przekracza 10 na 100 tys. mieszkańców (według danych z 2017 r. wszystkie stany spełniają to kryterium). W jednym gospodarstwie domowym dozwolone będzie przechowywanie do czterech sztuk broni palnej. Dwukrotnie wydłużono okres ważności pozwolenia na jej posiadanie (z 5 do 10 lat) oraz zniesiono wiele formalnych utrudnień, w tym obowiązek rozmowy z oficerem policji.

Grupa brazylijskich deputowanych z partii Bolsonaro, zwanych bullet lobby, domaga się dalszej liberalizacji przepisów, w tym zezwolenia na noszenie broni także poza domem. Szef kancelarii prezydenta Onyx Lorenzoni widzi w rozwoju rynku zbrojeniowego receptę na poprawę sytuacji ekonomicznej kraju. – Będą nowe fabryki, nowe inwestycje i miejsca pracy w Brazylii – twierdzi.

Źródła przemocy

Skąd wziął się gwałtowny wzrost przestępczości, który Bolsonaro chce ukrócić ułatwieniem dostępu do broni? Wszystkie bolączki współczesnej Brazylii najbardziej widać w północno-wschodniej części kraju, szczególnie w stanach Rio Grande do Norte (najwyższy w kraju współczynnik morderstw – 68 na 100 tys. mieszkańców) oraz Ceará. Po Kolumbii i Meksyku to właśnie Brazylia staje się teraz areną najbardziej zaciętej walki z gangami. Największy kraj Ameryki Południowej odgrywa rolę centralnego punktu przerzutowego kokainy z Kolumbii, Boliwii i Peru; szczególnie ważne są porty północno-wschodniej Brazylii, Natal i Fortaleza, z których najbliżej jest do Europy i Afryki. O kontrolę nad tymi dwoma miastami zacięcie rywalizują dwa kartele: Comando Vermelho oraz Primeiro Comando da Capital (PCC).

Czynnikiem sprzyjającym rośnięciu w siłę gangów jest dysfunkcyjny system brazylijskiego więziennictwa, rzecz charakterystyczna dla niemal całej Ameryki Łacińskiej. W skrajnie przeludnionych brazylijskich zakładach karnych przebywa 700 tys. więźniów (trzeci wynik na świecie). Niepodzielnie rządzą tam zorganizowane grupy przestępcze, a osadzeni nie mają żadnych szans na resocjalizację.

Od początku 2019 r. administracja stanu Ceara próbuje ograniczyć wszechwładzę gangsterów w stanowych więzieniach. By uniemożliwić prowadzenie interesów z celi, rozpoczęto zagłuszanie sygnału komórkowego, zapowiedziano też koniec separowania więźniów dwóch zwaśnionych karteli. W odpowiedzi Comando Vermelho i PCC wspólnie wypowiedziały administracji państwowej otwartą wojnę. Czteromilionowe miasto Fortaleza zostało sparaliżowane. Żołnierze gangów wysadzają mosty, stacje benzynowe, centrale łączności, podpalają autobusy i domy. W mieście zamknięto szkoły i zawieszono działanie komunikacji miejskiej. Rząd wyprowadził na ulice wojsko, ale do końca stycznia nie udało się przywrócić pełnej kontroli nad miastem.

Ogromna skala ataków bierze się z łatwości rekrutowania przez gangi nowych żołnierzy wśród zubożałej ludności północno-wschodniej Brazylii. Poziom życia jest tam najniższy w kraju. Bieda to kolejne źródło przemocy w Brazylii. Po dobrej koniunkturze gospodarczej w minionej dekadzie nie ma już śladu. Rządy socjalistów – Luli da Silvy i Dilmy Rousseff – przyniosły tymczasową poprawę sytuacji materialnej milionów Brazylijczyków, ale po kilku latach okazało się, że nie zbudowano trwałych podstaw rozwoju. Wpompowano dziesiątki miliardów dolarów w wielkie imprezy sportowe (koszt organizacji piłkarskich MŚ w 2014 r. wyniósł około 15 mld dolarów, letnich igrzysk w 2016 r. – 13 mld), a korupcja przeniknęła na najwyższe szczeble władzy, łącznie z prezydentem Lulą, którego w styczniu 2018 r. skazano na 12 lat więzienia.

Wezwania do rzezi

Broń była w centrum uwagi od początku kampanii wyborczej Jaira Bolsonaro, byłego oficera brazylijskiej armii. Jego ulubionym gestem na wiecach było składanie dłoni w kształt strzelającego pistoletu. Prezydent i jego polityczni stronnicy zapowiadają także rozszerzenie uprawnień dla policjantów. To również budzi spore obawy, gdyż brazylijskie siły porządkowe często oskarżane są o przekraczanie uprawnień, szczególnie w dzielnicach biedy wielkich miast, tzw. favelach. Tymczasem Bolsonaro od wielu lat wygłasza na ten temat bardzo kontrowersyjne sądy. Publicznie ogłosił, że popiera stosowanie tortur. Dwie dekady rządów wojskowej junty (od lat 60. do 80. XX wieku), gdy jej polityczni przeciwnicy ginęli bez śladu, nazwał „chwalebnym okresem”. O stróżach porządku mówił zaś: „Policjant, który nie zabija, nie jest policjantem”. Oburzonym takimi wypowiedziami odpowiada, że walczy z „polityczną poprawnością” i mówi to, co naprawdę myślą Brazylijczycy.

W ciągu roku – od 2016 do 2017 – o jedną piątą wzrosła liczba zabitych w policyjnych interwencjach, w 2017 r. były to 5144 osoby. W atmosferze przyzwolenia przez głowę państwa na przemoc nie dziwi radykalizacja języka innych przedstawicieli władzy. Przoduje w tym wybrany w zeszłym roku gubernator Rio de Janeiro Wilson Witzel, partyjny kolega Bolsonaro. Brazylijska metropolia zmaga się z ogromnym wzrostem przestępczości. Zagraniczni turyści są napadani w biały dzień w najważniejszych punktach miasta (4 stycznia br. pod słynną figurą Chrystusa jednocześnie okradziono czterdzieści osób). W rezultacie liczba przyjezdnych gwałtownie maleje, na czym miasto straciło w zeszłym roku 200 mln dolarów. Nic nie usprawiedliwia jednak wypowiedzi Witzela, obiecującego „rzeź kryminalistów” i stworzenie w Rio odpowiednika więzienia Guantanamo. Gubernator zapowiedział przyznanie policjantom prawa do stosowania w favelach taktyki shoot to kill, czyli strzelania tak, aby zabić. Najbardziej niebezpieczne dzielnice mają być patrolowane przez snajperów w helikopterach. Najprawdopodobniej Rio czeka więc eskalacja przemocy. W 2018 r. policja zabiła tam 1444 osoby.

Nie tędy droga

Czas pokaże, czy taktyka Bolsonaro i jego stronników przyniesie efekt. Jednak ich krytycy wskazują, że Brazylia cieszyła się największym spokojem, gdy rząd stosował diametralnie inne podejście. Po wprowadzeniu w 2003 r. prawa ograniczającego dostęp do broni liczba morderstw malała przez cztery kolejne lata. Dodatkowo po ogłoszeniu amnestii dla posiadaczy nielegalnego uzbrojenia i akcji jego wykupu przez policję Brazylijczycy oddali władzom pół miliona sztuk broni.

Podobnie wyglądają doświadczenia innych krajów Ameryki Łacińskiej. W 2006 r. prezydent Meksyku ogłosił oficjalną wojnę z kartelami narkotykowymi, rzucając do walki armię. Po trzynastu latach kraj nie zbliżył się ani o krok do skruszenia potęgi karteli, za to niezwykle brutalny i przewlekły konflikt doprowadził do śmierci około 80 tys. cywilów. Z drugiej strony Kolumbia po dekadach wyniszczającej wojny domowej postawiła na cierpliwe negocjacje pokojowe i sytuacja uległa tam znaczącej stabilizacji. Przeciwnicy Bolsonaro wskazują, że strategia uzbrajania obywateli i zachęcania ich oraz policjantów do brutalności niepokojąco przypomina działania filipińskiego prezydenta Rodriga Duterte, który pod pretekstem walki z gangami narkotykowymi wywołał w swoim kraju falę przemocy, której ofiarą padają także jego polityczni przeciwnicy i niewinni obywatele.

Jeżeli jednak Brazylię będą dalej nękać gwałtowne niepokoje, jak w mieście Fortaleza, czy eksplozje pospolitej przestępczości, jak w Rio, to Bolsonaro niezależnie od agresywnej retoryki będzie dalej miał silny mandat społeczny do radykalnych działań.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    30 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    20°C Środa
    rano
    25°C Środa
    dzień
    26°C Środa
    wieczór
    24°C Czwartek
    noc
    wiecej »