Coraz drożej

Wysoka inflacja jest naturalną konsekwencją wychodzenia z kryzysu wywołanego pandemią. Jak długo będziemy zmagać się z wszechobecną drożyzną?

Prawie 7 zł za gałkę lodów, 22 zł za gofra, 60 zł za kawałek ryby, frytki i surówkę. Takie i wyższe kwoty pojawiały się na tzw. paragonach grozy, które niektórzy z nas udostępniali w sieci w okresie wakacji. Po powrocie z urlopów zorientowaliśmy się, że ceny wielu produktów w osiedlowych sklepach także poszybowały w górę. Według ekonomistów przez najbliższe miesiące będziemy musieli przyzwyczaić się do takiego stanu rzeczy.

Odrabianie strat

Z „Indeksu cen w sklepach detalicznych I–VII 2021”, przygotowanego przez UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Grupę AdRetail, wynika, że w lipcu średnie ceny w sklepach spożywczych wzrosły o 12 proc. rok do roku. Najbardziej zdrożały produkty tłuszczowe (38,3 proc.), mięso (32,6 proc.), artykuły sypkie (15 proc.) oraz nabiał (14,8 proc.). Według GUS więcej płacimy także m.in. za usługi transportowe (16,5 proc.), użytkowanie mieszkań (5,9 proc.) oraz usługi gastronomiczne i hotelarskie (5,7 proc.). Cały czas rosną także ceny nieruchomości. Z danych NBP wynika, że za mieszkanie na rynku pierwotnym trzeba zapłacić średnio ok. 7,7 proc. więcej niż w ubiegłym roku.

Jakie są przyczyny drożyzny?

Według ekonomistów za wzrost cen żywności odpowiadają czynniki zewnętrzne, czyli m.in. susza w Brazylii, rosnący popyt na kukurydzę w Chinach oraz zwiększone globalne zapotrzebowanie na oleje roślinne, cukry i zboża. Podobnie jest z usługami transportowymi, za które trzeba płacić więcej ze względu na wysokie ceny gazu i ropy naftowej na światowych rynkach. Za drożejące usługi gastronomiczne i hotelowe odpowiadają natomiast czynniki wewnętrzne. – Z jednej strony mamy przedsiębiorców, którzy podnoszą ceny, starając się odrobić straty po trudnych miesiącach lockdownu, a z drugiej – spragnionych korzystania z ich usług konsumentów. To idealne warunki do wzrostu poziomu inflacji – tłumaczy w rozmowie z „Gościem” dr Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Podobnie jak w przypadku większości artykułów i usług wysokie ceny nieruchomości są konsekwencją odmrażania gospodarki. W ostatnich miesiącach zaobserwowano wysoki wzrost zainteresowania kredytami hipotecznymi. Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że w lipcu br. miesięczna akcja kredytowa po raz pierwszy w historii przekroczyła 8 mld zł. – Osoby, które już wcześniej zamierzały kupić mieszkanie, odkładały swoją decyzję do czasu opanowania pandemii. Teraz uznały, że już mogą zrealizować swoje plany. Niezależnie od okoliczności w najbliższych latach nie spodziewałbym się jednak spadku cen nieruchomości. W Polsce wciąż brakuje mieszkań, popyt jeszcze długo będzie przewyższał podaż – mówi dr Sawulski.

Czas na podwyżki?

Ceny poszybowały w górę we wszystkich państwach należących do Unii Europejskiej. Z danych Eurostatu wynika, że w lipcu br. inflacja w Austrii wyniosła 2,8 proc., w Hiszpanii 2,9 proc., a w Niemczech 3,1 proc. Co prawda w Polsce ten wskaźnik sięgnął aż 4,7 proc. (wyprzedziła nas jedynie Estonia z wynikiem 4,8 proc.), ale nie oznacza to, że nasz kraj pogrążył się w głębszym kryzysie niż pozostali członkowie wspólnoty. – Przed pandemią na Zachodzie inflacja była nieco niższa niż w Polsce, zaczęła wzrastać z innego poziomu niż u nas. Stąd biorą się tak wyraźne różnice – mówi dr Sawulski.

Ekonomiści przekonują, że przedsiębiorcy odrabiają straty, a gospodarka wraca na właściwe tory. Co jednak ze zwykłymi zjadaczami chleba? Czy w dłuższej perspektywie powinniśmy obawiać się pogorszenia naszej sytuacji materialnej w wyniku wysokiej inflacji? – Z punktu widzenia konsumentów najistotniejsze jest to, że czy ich wynagrodzenia rosną szybciej niż ceny. W czerwcu br. przeciętna płaca w Polsce była o 9,8 proc. wyższa niż w ubiegłym roku. Rośnie także płaca minimalna. Teoretycznie nadal bogacimy się zatem w wystarczająco szybkim tempie, aby nie odczuwać skutków drożyzny w naszych portfelach. To jednak nie dotyczy w równym stopniu wszystkich. Istnieją miejsca pracy, w których wysokość wynagrodzeń nie nadąża za inflacją – mówi dr Sawulski.

Rola NBP

„Celem polityki pieniężnej jest utrzymanie inflacji – rozumianej jako procentowa roczna zmiana indeksu cen towarów i usług konsumpcyjnych – na poziomie 2,5 proc. z symetrycznym przedziałem odchyleń o szerokości ±1 punktu procentowego w średnim okresie. W państwach, w których jest realizowana strategia celu inflacyjnego, inflacja jest przeciętnie niższa niż w pozostałych krajach” – czytamy w „Założeniach polityki pieniężnej na rok 2021”, przygotowanych przez Narodowy Bank Polski.

Nie ulega wątpliwości, że obecny poziom inflacji znacznie odbiega od wspomnianego celu inflacyjnego. Autorzy dokumentu podkreślili jednak, że ten wskaźnik może okresowo kształtować się powyżej lub poniżej 2,5 proc., w tym również poza jednoprocentowym przedziałem odchyleń. Ostatni raz doszło do tego w 2011 r. Wówczas w konsekwencji kryzysu gospodarczego, który wybuchł trzy lata wcześniej, inflacja osiągnęła poziom 5 proc. Po roku sytuacja wróciła do normy. Czy tym razem będzie podobnie? Z prognoz Ministerstwa Finansów wynika, że w przyszłym roku inflacja powinna spaść poniżej 3,5 proc. To jednak nie oznacza, że przez najbliższe miesiące instytucje państwa powinny bezczynnie czekać na dalszy rozwój wydarzeń. Gdy inflacja na Węgrzech osiągnęła poziom 5,3 proc., tamtejszy bank centralny zdecydował się na podwyżkę stóp procentowych. Tak samo postąpili Czesi. Dzięki tym działaniom udało się zmniejszyć tempo wzrostu cen. – Myślę, że w najbliższym czasie NBP także powinien nieznacznie podnieść stopy procentowe. To uspokoiłoby rynki finansowe – uważa dr Sawulski.

Polski Ład a inflacja

Poza wzrostem cen na sklepowych półkach wysoka inflacja może mieć także inne negatywne konsekwencje. W dłuższej perspektywie czyni bardziej skomplikowanym prowadzenie działalności gospodarczej, zmniejsza liczbę inwestycji, utrudnia dostęp do kredytów oraz sprawia, że płacimy wyższe podatki. Doktor Sawulski zapewnia jednak, że lekko podwyższona inflacja, tak jak obecnie, nie wpływa destrukcyjnie na naszą gospodarkę. – Powinniśmy bić na alarm w sytuacji, w której osiągnęłaby ona poziom kilkunastu procent. Inflacja w wysokości kilku procent rocznie nie zmienia znacząco zachowań konsumentów i pracowników na rynku, a to jest kluczowe – mówi nasz rozmówca.

Czy istnieją inne poza kryzysem gospodarczym zagrożenia dla wzrostu inflacji? W opinii ekspertów do jej podwyższenia w kolejnych latach mogą przyczynić się działania rządzących. Zaproponowane w ramach Polskiego Ładu obniżki podatków będą stymulować popyt konsumpcyjny. Konsekwencją tego zjawiska mogą być kolejne wzrosty cen. – Osoby o niskich dochodach, do których skierowany jest ten program, będą mieć w portfelach więcej pieniędzy niż dotychczas. Tymczasem badania pokazują, że ta grupa praktycznie nie oszczędza, ale prawie wszystko wydaje na bieżąco. Reakcją przedsiębiorców na rosnącą konsumpcję znowu mogą być podwyżki cen towarów i usług. Wzrost dochodów konsumentów wynikający z niższych podatków powinien jednak z nawiązką zrekompensować ewentualne wyższe ceny – tłumaczy dr Sawulski. I dodaje, że nie powinniśmy obawiać się wpływu kolejnych fal pandemii na wysokość inflacji. Najprawdopodobniej rząd nie zdecyduje się już bowiem na tak radykalne zamrożenie gospodarki jak wcześniej.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
1°C Niedziela
dzień
2°C Niedziela
wieczór
1°C Poniedziałek
noc
1°C Poniedziałek
rano
wiecej »