Idą święta

Góra pyszności, dwie góry prezentów, a w tyle głowy spychane do podświadomości pytanie: po co to wszystko...

We wtorek musiałem odwiedzić duże miasto. I nie chodziło o świąteczne zakupy. Wróciłem z bólem głowy i przyrzeczeniem sobie samemu, że w najbliższym czasie nikt mnie tam już nie zobaczy. Połowa ulic rozkopana, brak miejsca do zaparkowania samochodu, tłok, bombardujące zewsząd promocje. U nas najtaniej kupisz świąteczne upominki dla najbliższych.

Tu mój pierwszy kłopot. W domu, od zawsze, uczono mnie, że najbliższym i najukochańszym zawsze daje się to, co najlepsze, najcenniejsze.

Tu także moje kolejne, przedświąteczne postanowienie. W sieci marketów, której reklamy po prostu już mi obrzydły, nigdy nie będę robił zakupów. Ciekawe czy moją, wyrażoną postanowieniem sugestią, przejmą się jej marketingowcy.  

Jeszcze o prezentach. Tę akcję obserwuję od wielu lat. „Tu możesz pozbyć się niechcianych prezentów”. Dwa bóle: co kupić na prezent i co zrobić z prezentem.

O tonach wyrzucanego po świętach jedzenia też wspomnieć trzeba. Choć, jakby nie patrzeć, to grzech wołający o pomstę do nieba. Mimo, iż nie ma go w katechizmie.

Wagę ostatniego uświadomiłem sobie przy okazji kolejnej, drugiej lektury opowieści o polskich misjonarzach, pracujących w Indiach. Nieżyjący już ojciec Adam Wiśniewski, Pallotyn. Teraz, na jego miejscu doktor Helena Pyz. Odwiedziny w jednym z osiedli dla trędowatych i ból ojca Adama: garść ryżu, ugotowana w osolonej wodzie. Nie dla wszystkich wystarczyło.

Jest w tej opowieści promyk nadziei i na tym chciałbym się zatrzymać. Polski Sekretariat YEEVODAYA – Świt Życia – od lat prowadzi akcję Adopcja Serca. Poruszyło mnie jedno świadectwo.

Kamil, student medycyny, wspomina pomoc, ofiarowaną adoptowanej siostrze. Jego w niej udział polegał na rezygnacji, jeszcze w gimnazjum, z części kieszonkowego. „Nie za bardzo się wtedy z tego cieszyłem. Potem jednak pomyślałem, że jeden batonik mniej to nie tak wiele, jeśli może komuś naprawdę pomóc”. Po latach znalazł się w YEEVODAYA jako wolontariusz, w ramach projektu Medici Homini. Trafiła się okazja odwiedzin w domu adoptowanej „siostry”.

„Zobaczyłem tylko jedną izbę. Pokój o wymiarach 4x3 metry był bardzo skromny (…) Brak bieżącej wody, nie mówiąc o kuchni, brak toalety, brak prywatności. Każdy musiał dzielić się wszystkim z innymi. A jednak, mimo ciasnoty, skromności czy po prostu biedy miałem poczucie, że… jestem w domu. W moim domu (…) Poczułem bezpieczeństwo, szczęście. Nie trzeba mi było Internetu, dwóch komórek, radia, wielkiej łazienki z prysznicem i wanną, jadalni i porcelanowych talerzy (…) Myślałem o tym, że ten lizak, który poświęciłem co miesiąc dla Sarojini, właściwie nie jest żadnym wyrzeczeniem, skoro teraz na własne oczy widzę, że pomoc naprawdę dociera  do tych ludzi i ma dla nich tak duże znaczenie (…) Wciąż myślę, jak niewiele wysiłku to kosztuje, a jak dużo można w ten sposób zrobić”.

Niczego nie sugeruję. Życzę natomiast Czytelnikowi, zwłaszcza temu zabieganemu, pędzącemu od sklepu do sklepu w poszukiwaniu świątecznych prezentów, ładującemu kolejny wózek z tym, co najpotrzebniejsze do „wesołych świąt” i zastanawiającemu się w przelocie: po co to wszystko – chwili zatrzymania, oddechu, ciszy. Być może w niej odnajdzie odpowiedź na postawione wyżej pytanie i odnajdzie nowy sens świętowania.

Leon XIV podczas wczorajszej audiencji ogólnej: „bliźni prosi cię, abyś zwolnił, spojrzał mu w oczy, czasem zmienił plany, a może nawet zmienił kierunek”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Autoreklama

Autoreklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
17°C Sobota
wieczór
14°C Niedziela
noc
11°C Niedziela
rano
17°C Niedziela
dzień
wiecej »