Chyba sam się o to prosiłem w felietonie sprzed tygodnia…
Niby, pół żartem, pół serio, ostrzegałem, żeby w tym naszym konsumpcyjnym rozpasaniu, nie dawać się nabić w kolejne labubu, a tymczasem masz. Dostajesz serią zdjęć od znajomych, którzy ostatnio, razem z dziećmi, wybrali się do Krakowa i… nie poznajesz tego miasta.
Duchowa stolica Rzeczypospolitej? Ostoja polskiej kultury? Miasto wielkich wydarzeń i doniosłych tradycji? Gdzie tam. Bo na zdjęciach nic tylko kolejne magiczne krainy, tajemnicze komnaty, sale zabaw dla najmłodszych i inksze światełka i cukierkolandie.
Niby nic w tym złego. Jakieś atrakcje dla dzieci muszą w końcu być. Czemu nie. Ale ilość tych wszystkich grających i migających miejsc jednak trochę przeraża. No i co to za Kraków? Już bardziej jakie Vegas dla najmłodszych albo może Disneyland…
Nie wiem. Dawno, dawno temu, gdy jechało się do Krakowa ze szkoły, na wycieczkę, to jednak po to, by zaliczyć jakiś teatr, filharmonię, muzeum. Wiadomo, że potem, w czasie wolnym, jedni przepuszczali wszystko na hamburgery, a inni na flipery, ale jednak coś się tej wyższej kultury, czy historii w Krakowie zawsze liznęło. I książkę sobie jakąś zawsze człowiek stamtąd przywiózł. A dziś? Można się nawet nie zorientować, że tam jakieś zabytki mają, bo tu neony, tam lasery, a kawałek dalej wata cukrowa, bańki mydlane i sztandy uginające się od labubu.
Trochę jednak szok, że tyle tego „pod najmłodszych” się namnożyło. A i dorośli (nawet ci w wieku mocno senioralnym) coraz bardziej dziecinnieją. Staruszki w szpitalnych poczekalniach, oglądające na komórkach kotki i grające w kolorowe, oczopląsne gry, to już przecież norma.
Takie mamy czasy. Jak na załączonym poniżej obrazku. Co prawda wakacyjnym, ale jak zapewniają moje "źródła", na początku 2026 roku niewiele się tam zmieniło. Labubów jak mrówków...
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Kościół obchodzi 12. Światowy Dzień Modlitwy i Refleksji przeciwko Handlowi Ludźmi.