Nikomu chyba nie trzeba tłumaczyć, jaką rolę zajmuje w naszej kulturze język ojczysty, który - także w odniesieniu do znaczeń słów czy ich zapisów wciąż przechodzi ewolucję.
Kwestia pisowni, w tym zasady pisowni języka religijnego, to temat - rzeka. W tym kontekście przychodzi mi na myśl egzamin, w czasie którego profesor powiedział do studenta, że „leje wodę". W odpowiedzi usłyszał: „Panie profesorze, temat jest szeroki jak rzeka...
W zmianach zasad pisowni polskiej, obowiązujących od 1 stycznia 2026 roku, znalazł się m.in. taki zapis: „Wprowadzenie łącznej pisowni nie- z przymiotnikami i przysłówkami odprzymiotnikowymi bez względu na kategorie stopnia, a więc także w stopniu wyższym i najwyższym, np. nieadekwatny, nieautorski, niebanalny, nieczęsty, nieżyciowy; niemiły, niemiędzynarodowy, nienajmilszy; nieadekwatnie, niebanalnie, nieczęsto, nieżyciowo; nielepiej, nieprędzej, nienajlepiej, nienajstaranniej".
„Polacy nie gęsi, iż swój język mają" - chociaż zdanie Mikołaja Reja (1505-69), jednego z najwybitniejszych twórców polskiego renesansu brzmi dziś jak hasło z podręcznika, to wystarczy wyjść na ulicę (albo wejść do internetu), by przekonać się, jak bardzo jest ono aktualne. A może właśnie jak bardzo często bywa zapominane. Bo z jednej strony kochamy polszczyznę. Lubimy narzekać na jej trudność, na „chrząszcze brzmiące w trzcinie", na odmiany, wyjątki i wyjątki od wyjątków. Z dumą poprawiamy cudze błędy, wyłapujemy literówki i z satysfakcją stawiamy przecinek tam, gdzie inni by się nie odważyli. Język jest dla nas polem do popisu – intelektualnym i towarzyskim, pomijając prymitywne wręcz i niechlujne teksty kabaretów.
Z drugiej strony coraz częściej słychać, że coś jest cool, randomowe, cringe'owe albo exactly takie, jak trzeba. W pracy robimy meetingi, w szkole projekty, w domu chillujemy. I jasne – język żyje, zmienia się, zapożycza. To naturalne. Problem zaczyna się wtedy, gdy obce słowa wypierają własne nie dlatego, że są potrzebne, ale dlatego, że brzmią „lepiej". A przecież polszczyzna potrafi być precyzyjna, dowcipna i piękna. Ma słowa, które smakują: „zaduma", „zawierucha", „krzątanina". Ma zdania, które potrafią uderzyć mocniej niż najmodniejsze angielskie hasło. Tylko trzeba chcieć po nie sięgnąć.
„Polacy nie gęsi" to przypomnienie, że mamy wybór. Że nasz język nie jest gorszy, uboższy ani przestarzały. Jest taki, jaki go używamy. Może więc warto czasem zamiast sorry powiedzieć „przepraszam", zamiast deadline'u – „termin", a zamiast bezmyślnego kopiowania cudzych zwrotów – spróbować własnych. Bo gęsi, owszem, gęgają wszystkie podobnie. A Polacy? Polacy mają swój język. I dobrze byłoby o nim pamiętać.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
W prowincji Kordoba zderzyły się dwa pociągi dużych prędkości.
Chodzi o bazę lotniczą Al-Udeid. W tle zaogniająca się sytuacja wokół Iranu.
"Podziały, które narosły między Kościołami w toku dziejów, są na tyle głębokie".
"W życiu najważniejsze jest samo życie. A zaraz potem miłość" - mówił.
Okazją do przypomnienia postaci Ignacego Daszyńskiego stały się dwie związane z nim rocznice.