Patrioci na rozdrożu

Flagi na samochodach i „Kocham Cię, Polsko” na ustach? A może rozdrapywanie ran i świętowanie narodowych klęsk? Jaki patriotyzm jest nam dzisiaj potrzebny?

Przez 123 lata niewoli utarło się, by kojarzyć patriotyzm z postawą romantyczną. Szaleńcze zrywy, kończące się klęskami; mesjanizm, który próbował tłumaczyć sens naszego cierpienia; wreszcie silny głos Mickiewicza i Słowackiego, najlepszych poetów, jakich kiedykolwiek wydał polski język – wszystko to sprawiło, że właśnie romantyczna tradycja stała się wiodąca w naszym myśleniu o patriotyzmie.

Oczywiście nie można zanegować wartości pozytywistycznej pracy u podstaw, ale to przecież romantyzm podsycał polskiego ducha, drażnił, niepokoił, nie pozwalał zapomnieć, kim jesteśmy. Znamienne, że Jan Lechoń pisząc u progu niepodległego państwa polskiego swój „Karmazynowy poemat”, rozpoczynający nową epokę w literaturze, polemizował właśnie z tradycją romantyczną. „A wiosną niechaj wiosnę, nie Polskę, zobaczę” – odczarowywał narodową mitologię.

Wolność… od zobowiązań

Sytuacja po roku 1989 przez długi czas przypominała tę z początków dwudziestolecia międzywojennego. Czołowi poeci kolejnej epoki, z Marcinem Świetlickim na czele, deklarowali odejście od kategorii wspólnoty na rzecz prywatności graniczącej z egocentryzmem. To, co u artysty było jednak swoistą prowokacją, dla dużej części społeczeństwa wkrótce stało się normą. Konsumpcyjny styl życia, płynący z Zachodu, odsuwał na daleki margines zainteresowanie sprawami narodowymi. Najmłodsze pokolenie, dla którego PRL pozostawał zaledwie mglistym wspomnieniem, z trudem zdobytej wolności nie ceniło w ogóle. Chyba że chodziło o swobodny dostęp do internetu, używek i seksu bez zobowiązań. Kto by pomyślał, że w tej rzeczywistości pojawi się instytucja, która – z powodzeniem! – na nowo ukaże młodym ludziom wartość patriotyzmu?

Po otwarciu w 2004 r. Muzeum Powstania Warszawskiego nagle okazało się, że możliwe jest przedstawienie polskiej historii w taki sposób, by stała się ona atrakcyjna dla młodego odbiorcy, wychowanego w kulturze obrazkowej. Nowoczesne, interaktywne muzeum zainicjowało wiele akcji popularyzatorskich. Powstańcy przemówili do nas z kart komiksów, rockowych płyt i historycznych rekonstrukcji. Można się oczywiście zastanawiać, czy nadmierne eksponowanie elementu przygody nie spłyca trochę heroicznej walki powstańców, którzy na ołtarzu ojczyzny położyli swoje życie. Trudno jednak mieć pretensje do twórców muzeum, że wyeksponowali właśnie ten wątek. Zrobili to po to, by dotrzeć z tematem powstania do młodych ludzi – do niektórych, być może, po raz pierwszy. I chyba im się udało.

Porzucone flagi

Z pewnością pojawienie się muzeum było pewnym przełomem w myśleniu o patriotyzmie. Zrodziła się „moda na patriotyzm”, której sygnałem jest chociażby telewizyjny show „Kocham Cię, Polsko”, trudny do wyobrażenia w latach dziewięćdziesiątych. Tu nie ma już żadnej martyrologii – jest zabawa i dawka niezbyt wyszukanej wiedzy o kraju. Może nieco infantylnie, ale sympatycznie. Pytanie tylko, czy taki „zabawowy” patriotyzm, przejawiający się chociażby dekorowaniem samochodów flagami podczas występów polskiej reprezentacji, wystarczy, by uformować kolejne pokolenie Polaków gotowych stanąć w obronie ojczyzny w momencie zagrożenia.

Polskie flagi, porzucane przez kibiców na osiedlowych trawnikach po przegranym meczu z Czechami, każą w to poważnie wątpić. Nie znaczy to jednak, że „futbolowy” patriotyzm jest całkowicie pozbawiony wartości. Nawet biało-czerwone barwy Stadionu Narodowego mogą odegrać ważną rolę w budowaniu narodowej świadomości, o czym świadczy histeryczna reakcja „Krytyki Politycznej” na obecność takiego obiektu w stołecznej przestrzeni. „Oprócz stadionu w kolorze flagi narodowej pojawił się też biało-czerwony most. Barwy narodowe w czasie świąt przybierają również od niedawna Pałac Prezydencki i Kancelaria Prezesa Rady Ministrów.

Coraz trudniej sobie wyobrazić, że władze będą chciały działać na rzecz wspierania mniejszości i dbały o ich widzialność w przestrzeni miejskiej. W końcu nijak nie pasują one do świetlistej wizji wspólnoty narodowej” – czytamy w kuriozalnym artykule Joanny Elber, zatytułowanym „Warszawa biało-czerwona”. Swoją drogą, ciekawe, jakie barwy – jeśli nie narodowe – powinny, zdaniem autorki, zdobić gmachy instytucji państwowych. Bo Stadion Narodowy Elber zapewne chętnie przemalowałaby na tęczowo i nazwała Mniejszościowym.

Nie ma patriotycznych singli

Trudno wyobrazić sobie podobne wynurzenia w jakimkolwiek innym kraju. W Chorwacji, która stara się o wejście do Unii Europejskiej, narodową „szachownicę” kolorów eksponuje się na każdym kroku. Za to spora część Polaków woli być Europejczykami bez narodowych korzeni. Wytłumaczyć można to chyba tylko kompleksami. Na szczęście powoli przestajemy się wstydzić narodowej symboliki. Same symbole to jednak zdecydowanie za mało. – Patriotyzm to nie jest opcja, którą można zamówić w hipermarkecie idei – twierdzi poeta i publicysta Wojciech Wencel. – Nie można być patriotycznym „singlem” – bez duchowej łączności z przeszłymi pokoleniami i dzisiejszą wspólnotą świadomych Polaków, choćby tych broniących krzyża na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Do dojrzałego patriotyzmu trzeba się dokopywać, trzeba odkrywać go stopniowo w tradycjach rodzinnych, historii, kulturze, wreszcie we własnej duszy. Taka postawa wymaga ciągłego wysiłku, pogłębiania wiedzy, ćwiczenia pamięci, poszukiwania w polskich dziejach wzorów zachowań, które są aktualne do dziś. Zdaniem Wencla, główny problem Polaków polega na tym, że żyjemy w państwie po kataklizmie: dwóch okupacjach i przede wszystkim wycięciu niemal całej polskiej inteligencji międzywojennej. Ponieważ nie ma ciągłości, patriotyzm bywa interpretowany dowolnie, np. jako troska o „ciepłą wodę w kranie”, kult młodzieńczej przygody, solidarność cwaniaków za granicą czy obwieszanie samochodów chorągiewkami. – Stąd biorą się także takie kurioza jak negowanie potrzeby obrony niepodległości – bo „ja tam zawsze będę czuł się Polakiem, a jak Niemcy będą nami rządzić, to przynajmniej awansujemy gospodarczo”. Tymczasem elementarnym warunkiem patriotyzmu jest poczucie wspólnoty jednoczącej przeszłe, teraźniejsze i przyszłe pokolenia Polaków – podkreśla Wencel.

Potrzeba formacji

Ba, ale jak to osiągnąć? Nie da się przecież osoby wykorzenionej zmusić do tego, by odczuwała wspólnotę z dawnymi pokoleniami. – Niezbędny jest nam dzisiaj „patriotyzm formacyjny”, czyli szeroko pojęta edukacja patriotyczna – twierdzi pisarz Jarosław Jakubowski. – Nie może ona ograniczać się do regionalistyki, niekiedy sztucznie kreowanego „patriotyzmu małych ojczyzn”, ale powinna odwoływać się do ojczyzny jako integralnej całości. Filarami tej edukacji są moim zdaniem historia i kultura. Tak jak troszczę się o czystość polskich lasów, tak samo powinienem troszczyć się o swoją i swoich dzieci wiedzę o tym, kim był Piłsudski i jak brzmi „Koncert fortepianowy e-moll” Chopina, albo choć na początek jego najpiękniejsza część – Larghetto. – Atrakcyjne formalnie przedstawianie patriotyzmu jest ważne, ale nie zastąpi głębokiej formacji – dodaje Wojciech Wencel.

– Młodzież musi wrócić do czytania książek, rozmów ze starszymi, szukania niepopularnych autorytetów, podróży śladami przodków. Musi znaleźć w sobie pokorę wobec przeszłości i odwagę podjęcia postaw wyszydzonych, nieatrakcyjnych medialnie. Łatwo jest być komiksowo-rockowo-postmodernistycznym „patriotą”, trudniej stanąć wśród „moherowych beretów” i śpiewać pieśni kościelne. Nie proszę o to młodych ludzi, bo takie wspólne doświadczenie byłoby nobilitacją dla nich, a nie dla „moherów”. To oni muszą zrozumieć, że powstanie warszawskie czy wysiłek żołnierzy wyklętych to nie są zamknięte rozdziały.

Smoleńsk łączy czy dzieli?

Wencel zwraca uwagę, że ostatni żyjący bohaterowie tamtych wydarzeń, ich dzieci i wnuki – potomkowie niepodległościowej inteligencji – niemal w komplecie są obecni na Krakowskim Przedmieściu. Poeta wskazuje na 10 kwietnia jako na moment, który w wielu Polakach obudził na nowo świadomość narodową. Paradoksalnie jednak, właśnie podejście do katastrofy smoleńskiej poróżniło go ze środowiskiem warszawskiego periodyku „44/ Czterdzieści i Cztery”, który wydawał się wręcz idealnym miejscem dla debat o kształcie współczesnego patriotyzmu. Przypomnijmy, że to właśnie „Czwórki” na początku swojej działalności ogłosiły „Manifest neomesjanistyczny” Rafała Tichego. „W centrum mesjanizmu jest (…) przede wszystkim pytanie o sens cierpienia w dziejach narodu, o to, dlaczego nasi bohaterowie giną, dlaczego nasze powstania upadają, dlaczego są palone nasze domy i wyśmiewane nasze marzenia” – pisał Tichy.

Według autora manifestu, neomesjanizm miał być „odkrywaniem pod powierzchnią historii i kultury jej eschatologicznego wymiaru”, „zrywaniem kolejnych masek ułudy z codziennych, spokojnych procesów gospodarczych, politycznych i artystycznych, by zobaczyć za nimi totalną wojnę światów”, „odwracaniem perspektywy w wartościowaniu wygranych bitew i poniesionych porażek”, skandalem na wzór zwycięstwa Ukrzyżowanego. Tyle że kiedy Wencel odkrywał duchowy wymiar katastrofy smoleńskiej, kolega z redakcji „Czwórek”, Filip Memches, oskarżył go na łamach „Rzeczpospolitej” o kreowanie „swojskiej narodowej mitologii”, dalekiej od chrześcijańskiej refleksji. Poeta zaś uważał, że neomesjanizm bez Smoleńska nie ma żadnego sensu i jest ucieczką w świat abstrakcyjnych pojęć. Tak rozeszły się drogi Wencla i „Czwórek”.

Ojczyzna codzienna

Spory o kształt patriotyzmu prowadzone na łamach periodyków są ważne, ale nie zastąpią codziennej pracy na rzecz ojczyzny. – Potrzebujemy „patriotyzmu codzienności”, który – mówiąc w skrócie – polega na aktywnym uczestniczeniu w życiu lokalnej wspólnoty, na aktywnym tej wspólnoty budowaniu – zaznacza Jarosław Jakubowski. – Podam przykład: wycinają drzewa na twojej ulicy. Co robisz? Machasz na to ręką, czy starasz się sprawę wyjaśnić, nawet za cenę „podpadnięcia” lokalnej władzy? Albo widzisz człowieka, który wyrzuca śmieci w lesie. Udajesz, że tego nie widzisz, czy interweniujesz? Patriota to ktoś, komu nie jest obojętne, w jakim kraju żyje, kto czasem nawet za cenę własnej wygody, „świętego spokoju”, potrafi powiedzieć publicznie „nie pozwalam”.

Podkreślę, że taka postawa nie musi dotyczyć wyłącznie spraw lokalnych! – Czy jesteśmy skazani na świętowanie klęsk? – pyta Wojciech Wencel i od razu odpowiada: – Taką mamy historię – od rozbiorów do Smoleńska. Do polskiego losu nie można się odwrócić plecami, nie można zignorować go, bo to nic nie da. Jednak kluczem do przeżywania polskości jest ofiara Chrystusa. Kto ujrzy w mrokach dziejów Jego światło, nie będzie cierpiętnikiem spełniającym się w jałowej martyrologii. Odkryje wspaniałość wielkich wyzwań, stanie się ciekawy przeszłości, ale i przyszłości, zdolny nie tylko do zapalania zniczy, lecz także do odbudowania wielkiej polskiej kultury – każdy według powołania: w poezji, filmie, ale też np. w cierpliwej organizacji lokalnych koncertów, klubów dyskusyjnych, wycieczek patriotycznych. Ta praca daje ogromną radość, pozwala spotykać wspaniałych ludzi i daje nadzieję, że Bóg pozwoli nam w końcu odzyskać Polskę na miarę naszych marzeń.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7
20°C Piątek
noc
17°C Piątek
rano
24°C Piątek
dzień
25°C Piątek
wieczór
wiecej »