Syria nie Irak

Jeśli dojdzie do interwencji zbrojnej USA w Syrii, wojna nie skończy się tylko obaleniem władz w Damaszku. Konflikty na Bliskim Wschodzie są jak naczynia połączone. Liniami wysokiego napięcia.

Co zrobi Iran?

Trudno przewidzieć, jak zachowa się Iran lub Izrael w przypadku interwencji USA w Syrii. Czy ajatollahowie, wspierający Al-Assada, skorzystają z okazji i pierwsi zaatakują Izrael? Czy raczej z okazji skorzysta Izrael, który od ponad roku grozi atakiem na instalacje nuklearne Iranu? Którykolwiek ze scenariuszy się rozegra, z pewnością Amerykanie nie będą biernymi obserwatorami. Co do wzajemnych uczuć Teheranu i Tel Awiwu nie ma wątpliwości: prezydent Ahmadineżad nie pierwszy raz zapowiedział zmiecenie Izraela z powierzchni ziemi, a premier Netanjahu też nie ukrywał, że jest zwolennikiem siłowego rozwiązania „kwestii Iranu”. W rzeczywistości wszystko sprowadza się do gróźb. Kolejne zaostrzanie sankcji wobec Iranu właściwie uniemożliwiło jakąkolwiek dyplomację.  Taką politykę wobec Iranu krytykował nawet najwyższy rangą dowódca amerykański, admirał Michael Mullen (do zeszłego roku przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów). Wezwał Waszyngton do otwarcia jakichkolwiek kanałów dyplomatycznych z Iranem. „Nie mieliśmy żadnych kontaktów z Iranem od 1979 r.” – mówił Mullen. „Nawet w najciemniejszych dniach zimnej wojny mieliśmy jakieś kontakty ze Związkiem Radzieckim. A z Iranem w ogóle nie rozmawiamy, więc nie rozumiemy się nawzajem”, dodał. Dziś wydaje się, że na dyplomację jest już za późno.

Porwania w Libanie

Dodatkowym punktem zapalnym jest sytuacja w Libanie. Dzisiejsze napięcie w tym kraju spowodowane jest przede wszystkim konfliktem wewnątrzmuzułmańskim: między popierającymi reżim w Syrii szyitami, reprezentowanymi głównie przez Hezbollah, jedną z największych sił politycznych w Libanie, a wspierającymi syryjskich rebeliantów sunnitami. W ostatnich dniach ten konflikt nabrał jeszcze bardziej międzynarodowego charakteru. A to wszystko za sprawą serii porwań autorstwa jednego z najbardziej wpływowych klanów libańskich. Uzbrojeni członkowie rodziny Meqdad uprowadzili ponad 20 osób, obywateli różnych krajów. To w odpowiedzi na porwanie – jak utrzymują – przez syryjskich rebeliantów jednego z członków ich rodziny. Porwani są traktowani jak zakładnicy. W reakcji na to m.in. Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Kuwejt oraz Turcja i USA wezwały swoich obywateli do opuszczenia Libanu. Nie bez powodu. Klan Meqdad celuje w obywateli tych krajów, które wspierają Wolną Armię Syryjską. Jednym z porwanych jest m.in. turecki biznesman – został złapany w pobliżu lotniska w Bejrucie, tuż po wylądowaniu.

Napięcie w Libanie, w związku z sytuacją w Syrii, konsekwentnie podsyca Hezbollah, który otwarcie grozi Izraelowi w razie ataku na Iran. Izrael też nie pozostaje dłużny i zapowiada, że jego akcja odwetowa będzie precyzyjna i zdusi siły Hezbollahu. Warto pamiętać, że właśnie w takim klimacie będzie przebiegać wrześniowa pielgrzymka Benedykta XVI do Libanu (jeśli ostatecznie do niej dojdzie). Wprawdzie to wydarzenie przede wszystkim religijne i ważne dla tamtejszych maronitów (jednej z najstarszych wspólnot chrześcijańskich), to jednak sytuacja społeczno-polityczna jest na tyle napięta, że z pewnością nie pozostanie bez wpływu na przebieg wizyty papieskiej.

Wojna albo wojna

Jak widać, wojna domowa w Syrii nie jest tylko sprawą wewnętrzną tego kraju. Trudno o jednoznaczną odpowiedź, czy interwencja zbrojna USA i Zachodu byłaby słuszna. Bo nawet jeśli obali reżim Assada, to przecież nie uchroni mniejszości przed krwawymi porachunkami ze strony rebeliantów, co widać szczególnie wyraźnie w przypadku losu tamtejszych chrześcijan. Podobnie było w Iraku. Różnica jest taka, że tym razem na Syrii się nie skończy. Ten kraj jest obecnie polem ścierania się interesów różnych krajów i mocarstw. Swoje chce ugrać Iran z jednej strony, ale też Arabia Saudyjska z drugiej. Na czym innym jeszcze zależy Izraelowi. Nie należy też zapominać o napięciach Syrii z Turcją oraz o poparciu Rosji dla Assada i niechęci Moskwy i Pekinu do jakichkolwiek sankcji wobec reżimu. Zagadką pozostaje też to, jak zachowa się Egipt pod rządami prezydenta Mursiego z Bractwa Muzułmańskiego. W czasach Mubaraka USA mogły być spokojne, że w przypadku wojny w regionie Egipt pozostanie przynajmniej neutralny. Mursi zapowiedział wizytę w Teheranie, pierwszą egipskiego przywódcy od ponad 30 lat, co w klimacie tylu napięć w regionie może być sygnałem poparcia dla działań Iranu. Jeśli więc słowa Obamy nie są tylko przedwyborczą zagrywką lub jeśli wybory wygra Mitt Romney, bardziej zdecydowany na użycie siły wobec Syrii i Iranu, możemy spodziewać się dość groźnego w konsekwencje rozwoju wypadków. Tyle tylko że dotychczasowa bierność wcale nie jest lepszym rozwiązaniem. •

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
11°C Wtorek
noc
8°C Wtorek
rano
13°C Wtorek
dzień
13°C Wtorek
wieczór
wiecej »