Ocieplenie klimatu

Czy irańskie dzieci przestaną być straszone „Wielkim Szatanem”, a młodzi Amerykanie zaczną wyjeżdżać masowo na wymiany studenckie do Iranu?

Jeszcze rok temu taki scenariusz wydawał się absurdalny. Dziś nadal brzmi zbyt fantastycznie, a jednak coś się zmieniło. Intensywne w ostatnich tygodniach zabiegi dyplomatyczne Teheranu i Waszyngtonu sprawiły, że mało brakowało, a w Nowym Jorku doszłoby do pierwszego od 1979 roku spotkania przywódców Iranu i USA. Póki co prezydenci Obama i Rowhani odbyli rozmowę telefoniczną, co i tak jest absolutnym przełomem w relacjach dwustronnych obu krajów. Tym bardziej że za słuchawkę pierwszy chwycił Obama, a Rowhani telefon odebrał. Czy „Wielki Szatan”, jak nazywają Amerykę duchowi przywódcy irańscy, chce się dogadać z najgroźniejszym elementem „osi zła”, jak nazwał Iran poprzednik Obamy w Białym Domu?

Bez uścisku dłoni

Do spotkania miało dojść podczas niedawnej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Przemówienia Hassana Rowhaniego, wybranego w czerwcu tego roku na nowego prezydenta Iranu, wszyscy słuchali z wyjątkową uwagą. Rowhani od kilku miesięcy wysyłał do Zachodu sygnały, że jest gotowy ocieplać wzajemne stosunki, a ostatnio także odcinał się wyraźnie od antyizraelskich wypowiedzi swojego poprzednika, Ahmadineżada, mówiąc, że Holokaust był wielką tragedią narodu żydowskiego (poprzednik zaś nieraz zapowiadał zmiecenie Izraela z powierzchni ziemi). Co więcej, Rowhani zadeklarował również gotowość rozmów na temat programu nuklearnego Iranu – którego Zachód chce mu zabronić, twierdząc, że służy nie tylko celom pokojowym – jak utrzymuje Teheran – ale również związany jest z budową broni atomowej przez kraj ajatollahów. Sytuacja wydawała się patowa. Do tego Iran jest głównym sojusznikiem Syrii, którą USA jeszcze niedawno planowały zaatakować, oraz wrogiem Izraela (z wzajemnością), którego bezpieczeństwa gwarantem są Stany Zjednoczone. No i prawie 35-letnia atmosfera wzajemnych oskarżeń nie rokowała zmiany klimatu w stosunkach dyplomatycznych. W ONZ Rowhani oświadczył, że „w irańskiej doktrynie bezpieczeństwa i obrony nie ma miejsca na broń nuklearną i inną broń masowego rażenia. Jest ona sprzeczna z naszymi fundamentalnymi przekonaniami religijnymi i etycznymi”, mówił. Zadeklarował też gotowość do rozmów na temat irańskiego programu atomowego.

Równocześnie skrytykował sankcje, jakie Zachód nakłada na Irańczyków, próbując zmusić ich w ten sposób do negocjacji i ujawnienia szczegółów programu. „Te sankcje to przemoc w czystej postaci” – stwierdził i przypomniał, że z powodu sankcji cierpią nie elity polityczne, ale zwykli ludzie. Co zresztą jest prawdą, tak bowiem działają zazwyczaj wszelkie sankcje gospodarcze – wykańczają powoli kraj (nie władzę) i zwykłych zjadaczy chleba, widać to teraz m.in. na przykładzie Syrii. Mimo to gesty Rowhaniego w kierunku Amerykanów były znaczące. W wywiadzie dla dziennika „Washington Post” oświadczył, że chce zawarcia porozumienia ze światowymi mocarstwami w sprawie irańskiego programu nuklearnego w ciągu zaledwie 3–6 miesięcy, a USA nazwał „wielkim narodem”. Jednocześnie ten sam „Washington Post” napisał, że prezydent Iranu nie chciał spotkać się osobiście z Obamą. A ściślej mówiąc: jeszcze nie teraz. Chodziło o to, by uniknąć fotografii z prezydentem USA, co nie przez wszystkich w irańskich elitach władzy mogłoby zostać dobrze odebrane. Rozmowa telefoniczna wydawała się bezpieczniejsza wizerunkowo dla Rowhaniego. Jego otoczenie jednocześnie zabiegało o to, by rozmowa taka odbyła się jeszcze przed wylotem prezydenta Iranu ze Stanów Zjednoczonych. Tak też się stało. Rowhani jechał na nowojorskie lotnisko, gdy zadzwonił Obama. Przywódcy przez kwadrans rozmawiali przez tłumaczy, głównie o programie nuklearnym Iranu. Czyli od razu przeszli do rzeczy – co w sumie jest dość zabawne, bo wydawałoby się, że pierwsza rozmowa po kilku dekadach wrogości będzie raczej czymś w rodzaju wieczorku zapoznawczego. Tymczasem rozmowa była bardziej niż konkretna, skoro – jak podał „New York Times” – prezydenci zgodzili się przyspieszyć negocjacje w sprawie irańskiego programu nuklearnego.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • vEhogPU8r
    17.11.2013 08:53
    Takie rzeczy to tylko w Zachodniej Australii Z tym też się nie zgodzę.Większość rekinf3w żyje przy wsinodhcej Australii co jest proste i oczywiste choćby ze względu na rafę. Jednak cała wschodnia posiada zapory, siatki itd przeciw rekinom. W przeciwieństwie do zachodniej.Mimo braku siatek na zachodniej Australii było tylko kilka incydentf3w z rekinami w porf3wnaniu do wsinodhcej gdzie incydentf3w było kilkadziesiąt i są co kilka lat.Na zachodniej jest mało ludności, a rekinf3w jest tak mało ze się nie opłaci.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    26°C Sobota
    dzień
    27°C Sobota
    wieczór
    24°C Niedziela
    noc
    20°C Niedziela
    rano
    wiecej »