Dobrze trafiłem

Doktor Lech Wojewodzic kupił w grudniu 2009 r. egzemplarz „Gościa Niedzielnego”. To, co w nim przeczytał, było jak ziarenko, które przeważyło szalę przy podejmowaniu ważnej decyzji.

To był czas, w którym musiał postanowić o wyborze specjalizacji. Takiej decyzji nie podejmuje się z dnia na dzień. Zwykle jeszcze na studiach i podczas stażu medycy mocniej angażują się w jakąś dziedzinę. Dla niego była to ortopedia. Publikował dotyczące jej prace naukowe, trzy miesiące spędził na oddziale ortopedycznym we Włoszech, dwa razy wyjeżdżał na ortopedyczne praktyki do Niemiec.

– Interesowała mnie artroskopia (zaglądanie do wnętrza stawów), implanty. Byłem już umówiony z ordynatorem oddziału ortopedycznego w Opolu. Ale w ostatniej chwili zacząłem się zastanawiać, czy nie wybrać raczej ginekologii – opowiada dr Wojewodzic. – Chciałem to rozeznać na modlitwie. Raz trafiłem w Piśmie Świętym na obietnicę daną staremu Abrahamowi, że jego potomstwo będzie liczne jak ziarenka piasku. Innym razem była to scena zwiastowania, poczęcie Jezusa. Można by powiedzieć: medycyna rozrodu. A o kościach – choć Biblia mówi o nich w wielu miejscach – ani słowa. Poszedłem po radę do proboszcza. Powiedział, że jeśli słowo Boże kieruje mnie w tę stronę, to niech tak będzie. Wtedy trafiłem na ten numer „Gościa Niedzielnego”. To, co przeczytałem, przechyliło szalę – wspomina dr Wojewodzic.

Coś nowego, zachęcającego, szczerego

Do naszego tygodnika – a także do paru innych pism katolickich – był wówczas dołączony dodatek bioetyczny. Znalazł się w nim wywiad Joanny Bątkiewicz-Brożek (GN) i Macieja Müllera („Tygodnik Powszechny”) z prof. Thomasem Hilgersem. Amerykański lekarz mówił o naprotechnologii – opracowanym przez niego zestawieniu nowoczesnych metod leczenia niepłodności.

– To było coś nowego, zachęcającego, szczerego. Hilgers nie ukrywał problemów. Mówił z pokorą, że jest trudno, ale warto w ten sposób służyć pacjentom. Potrafił pokazać wiążące się z tym piękno – mówi dr Wojewodzic.

Zainteresował się bliżej, czym właściwie jest ta naprotechnologia. Postanowił, że pójdzie w kierunku ginekologii. Dostał się na tę specjalizację, wyprzedzając konkurentów o ułamek punktu. – Poszedłem w to trochę w ciemno. Ale dziś już nie wróciłbym do ortopedii – przyznaje.

– Dobrze trafiłem. Do szpitala specjalistycznego w Wałbrzychu, na oddział kierowany przez prof. Sławomira Suchockiego. To bardzo dobre miejsce dla młodych lekarzy. Wiele mu zawdzięczam i trudno było mi się z nim rozstawać – dodaje dr Wojewodzic.

Czas szkolenia specjalistycznego jednak minął, zakończył się egzaminem. – Zdałem go na tyle dobrze, że gdybym chciał dostać się na jakąś nadspecjalizację, to nie byłoby z tym problemu. Wynik egzaminu potwierdzał to, że nie męczyłem się na ginekologii. Uczyłem się chętnie, bo chciałem zostać prawdziwym ginekologiem – mówi lekarz ze Świdnicy.

Obecnie praktykuje w Legnicy i we Wrocławiu.

Nieporozumienie

– Zajmuję się m.in. profilaktyką onkologiczną, położnictwem. Robię to, co wszyscy ginekolodzy – dodaje. Jednocześnie stara się wykorzystywać metody zebrane w podręczniku do naprotechnologii. – Gruba pozycja. Pół przestudiowałem jeszcze w czasie specjalizacji, drugie pół już po niej – wspomina.

Podkreśla, że naprotechnologia jest często mylnie rozumiana przez pacjentki. – Niektóre z nich interesują się nią, uważając, że jest to metoda, która leczy niepłodność bez użycia leków. To nieporozumienie – mówi dr Wojewodzic. – Naprotechnologia – tłumaczy – to naukowe podejście do cyklu kobiety. Prof. Hilgers wykorzystał wyniki badań innych specjalistów w tej dziedzinie. Metody używane standardowo w ginekologii nie sprawdzają się w każdym przypadku. Hilgers poszedł dalej. Opracowany przez niego model obserwacji jest precyzyjniejszy. Umożliwia szybsze i prostsze zdiagnozowanie problemów, i to przy zaangażowaniu w ten proces samych pacjentów i pacjentek – zwraca uwagę.

Jednak naprotechnologia to nie tylko obserwacja cyklu. To także inne nowoczesne narzędzia diagnostyczne, leki, zabiegi chirurgiczne. To także program edukacyjny dla ginekologów.

– Dla mnie Hilgers jest przede wszystkim chirurgiem – mówi dr Wojewodzic.

Dodaje, że wybrał się do instytutu Hilgersa w Omaha z szacunku do tego wielkiego lekarza. Poznał przy tym amerykańskie zwyczaje i mentalność medyków oraz ich możliwości sprzętowe – różne od tych, które mamy w Polsce. W USA powszechne jest już np. użycie robotów chirurgicznych, które w Polsce są rzadkością. Choć mamy też naprawdę dobre ośrodki, np. Szpital św. Zofii w Warszawie. Albo klinika w Bytomiu, gdzie ratuje się dzieci, które na Zachodzie zwykle są zabijane przed urodzeniem.

Doktor Wojewodzic zauważa, że często przychodzą do niego pacjentki z bardzo skomplikowanymi problemami z płodnością. Przeszły już lub przechodzą inne terapie. – Człowiek cały czas się uczy. Także tego, kiedy powiedzieć, że w danym przypadku nic już nie da się zrobić. W leczeniu niepłodności potrzeba wiele rozwagi – przyznaje ginekolog.

Czy jest szczęśliwy?

– Szczęśliwy jestem w rodzinie. A ginekologia to moja praca. Ale nie żałuję, że ją wybrałem – uśmiecha się.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    22°C Poniedziałek
    noc
    17°C Poniedziałek
    rano
    24°C Poniedziałek
    dzień
    25°C Poniedziałek
    wieczór
    wiecej »