Gaz-mat

Rosja jest traktowana przez Komisję Europejską z większą pobłażliwością niż Polska. Rosyjski Gazprom uniknął kar za wielokrotne wymuszanie zawyżonych cen od środkowoeuropejskich członków UE.

Komisja Europejska zawarła ugodę z Gazpromem. Głosowało za nią jednomyślnie 28 unijnych komisarzy. Umowa sprowadza się do dwóch rzeczy: po pierwsze, Komisja nie ukarze Gazpromu za to, że wymuszał m.in. na Polsce podpisywanie niekorzystnych umów (płacimy za rosyjski gaz dużo więcej niż np. Niemcy), a po drugie – Komisja „ma nadzieję”, że rezygnując z nałożenia kary na Gazprom, będzie on odtąd… „zachowywać się zgodnie z prawem” i unikać w przyszłości podobnych praktyk. Wygląda to trochę tak, jak gdyby członkowie dużej rodziny złapali złodzieja, który okradł ich krewnych, ale puścili go wolno, nawet bez próby wyegzekwowania zwrotu zrabowanego mienia, bo złodziej obiecał, że więcej tego nie zrobi. W rodzinie taka sytuacja odsłoniłaby bolesną prawdę o niej: o głębokich podziałach i braku elementarnej solidarności. Nie inaczej jest i w tym przypadku: ugoda Brukseli z Gazpromem pokazuje, że solidarność energetyczna w Europie ma się całkiem dobrze, ale nie w unijnej „rodzinie”, tylko między częścią klanu a wrogiem pozostałych członków. W każdym normalnym państwie, w którym działa w miarę niezależna prasa i realne dziennikarstwo śledcze, spróbowano by przynajmniej zbadać, czy nie mamy do czynienia z gigantyczną aferą korupcyjną. Potencjalna kara – której nie nałożono – mogła wynosić nawet 10 proc. światowych obrotów Gazpromu, więc z pewnością o wiele bardziej ekonomicznym rozwiązaniem mogła być – hipotetycznie – każda inna forma załatwienia ugody. Niestety, Komisja Europejska z niezrozumiałych powodów nie znajduje się na liście instytucji, którym patrzy się wnikliwie na ręce. Ale można również założyć, że o korupcji nie ma mowy i ugoda jest tylko objawem szerszego i groźniejszego dla nas problemu: wspólnoty interesów Brukseli i paru unijnych stolic z jednej strony oraz Moskwy z drugiej – wspólnoty o wiele głębszej, niż Polska mogłaby sobie życzyć jako członek UE.

Nie w naszym imieniu

Sprawa ciągnęła się od 2011 r., kiedy podczas kontroli w europejskich oddziałach Gazpromu inspektorzy Komisji Europejskiej zajęli i zabezpieczyli dokumenty dotyczące umów z poszczególnymi krajami. Inspektorzy wykonywali zwykłą pracę kontrolną w celu zweryfikowania zarzutów o stosowanie praktyk monopolistycznych przez Gazprom. Komisja w czasie tego dochodzenia ustaliła, że rosyjski potentat gazowy wymuszał niesprawiedliwe ceny tylko w przypadku Polski i niektórych krajów środkowoeuropejskich, przez co skutecznie dzielił unijny rynek. W 2015 r. Komisja przedstawiła prawne zarzuty przeciwko rosyjskiej spółce: „Gazprom był świadomy, że jego działanie było niezgodne z prawem. Nadużywanie praktyk dotyczyło ograniczeń terytorialnych, które ze względu na swój charakter są bardzo szkodliwymi ograniczeniami konkurencji” – napisali komisarze w uzasadnieniu wszczęcia postępowania.

W tym kontekście decyzja Komisji o zaniechaniu nałożenia kary finansowej za udowodnione nadużycia jest trudna do obronienia. Na pierwszy rzut oka wymowa tej ugody brzmi obiecująco: „Komisja Europejska nałożyła na Gazprom prawnie wiążące zobowiązanie umożliwiające swobodny przepływ gazu po konkurencyjnych cenach na rynkach gazu w Europie Środkowo-Wschodniej z korzyścią dla europejskich konsumentów i przedsiębiorstw” – napisano w komunikacie prasowym. Przekaz wysłany w świat jest jasny: to nie tak, że „puszczamy złodzieja” bez konsekwencji, bo przecież „złodziej zobowiązał się”, że więcej już nikomu krzywdy nie zrobi. I o ile taki tok myślenia jest możliwy w relacjach indywidualnych, gdy pokrzywdzony z własnej woli rezygnuje z roszczeń wobec skruszonego winowajcy, o tyle na poziomie globalnych interesów gospodarczych, gdzie toczy się walka o wpływy, a strategiczne surowce, jak gaz i ropa, stanowią narzędzie do uprawiania polityki, podobna amnestia, do tego wykonana w imieniu pokrzywdzonych, choć wbrew ich woli i interesowi, wydaje się czymś kuriozalnym.

8 lat gwarancji?

Zdumiewające jest także to, że dziś rzecznikiem ugody z Gazpromem jest komisarz Margrethe Vestager, odpowiedzialna za politykę konkurencji, osoba, która z dużą determinacją wszczęła postępowanie parę lat temu. Teraz pani komisarz przedstawia pozytywy porozumienia: „Wszystkie przedsiębiorstwa prowadzące działalność gospodarczą w Europie muszą przestrzegać europejskich reguł konkurencji niezależnie od tego, skąd pochodzą. Dzisiejsza [24 maja – J.Dz.] decyzja usuwa przeszkody utworzone przez Gazprom, uniemożliwiające swobodny przepływ gazu w Europie Środkowo-Wschodniej. Decyzja ta zawiera też zbiór przepisów dostosowanych do przyszłych zachowań Gazpromu. Zobowiązuje się w niej Gazprom do podjęcia pozytywnych działań na rzecz dalszej integracji rynków gazu w regionie i pomocy w tworzeniu prawdziwego wewnętrznego rynku energii w Europie. Dzięki temu klienci Gazpromu w Europie Środkowo-Wschodniej będą mieli skuteczne narzędzie gwarantujące, że cena, jaką płacą, jest konkurencyjna”. Co więcej, ugoda zakłada, że jeśli Gazprom naruszy nałożone na niego zobowiązania, Komisja ukarze go grzywną w wysokości do 10 proc. jego światowego obrotu. Brzmi obiecująco, ale zobowiązania Gazpromu mają obowiązywać… przez 8 lat. Co w długodystansowym planowaniu takich gigantów jest jak mrugnięcie okiem. Pytanie zatem, czy komisarze faktycznie nie wiedzą, czy raczej udają, że nie wiedzą, czym jest Gazprom – gospodarczym ramieniem Kremla służącym m.in. do uprawiania neoimperialnej polityki zagranicznej. W pierwszą opcję trudno uwierzyć. Skoro więc bardziej prawdopodobna wydaje się druga wersja, to pozostaje pytanie, z jakich powodów udają.

Dwie Unie

Na razie główni zainteresowani – czyli przede wszystkim Polska, ale też m.in. Litwa, Łotwa, Estonia, Bułgaria i Słowacja – mają powody do rozczarowania. W szczególności nasz kraj, który jako członek UE nie może liczyć na podobną łaskawość Komisji Europejskiej w sprawach, które nawet nie należą do kompetencji Brukseli (jak reforma sądownictwa), a mimo to są powodem do straszenia sankcjami. Tutaj zaś okazuje się, że wobec rosyjskiego, a więc pozaunijnego, giganta stosowana jest taryfa ulgowa w sprawie, która uderza w interesy członków UE. Chyba nawet najwięksi eurosceptycy jeszcze 10 lat temu nie zakładali, że w sytuacji takiego konfliktu interesów Bruksela może stanąć po stronie Moskwy, a nie w obronie krajów członkowskich UE. Rosja rozumie tylko język siły, a nie język amnestii – Gazprom, jeśli raz uniknął kary, to dobrze wie, że uniknie jej również następnym razem. A z całą pewnością po 8 latach, kiedy ugoda przestanie obowiązywać.

Wystarczy poczytać, kto cieszy się, a kto martwi z zawartej ugody. Wiceprezes Gazpromu Aleksandr Miedwiediew tuż po jej ogłoszeniu oświadczył: „Jesteśmy zadowoleni z decyzji o uregulowaniu postępowania antymonopolowego, o której dzisiaj powiadomiła Komisja Europejska. Zawsze potwierdzaliśmy chęć rzetelnego współdziałania w celu poszukiwania decyzji konstruktywnej i możliwej do przyjęcia przez obie strony”. Natomiast Piotr Woźniak, prezes PGNiG, w komentarzu dla „Politico” napisał, że ugoda zaproponowana przez Komisję Europejską w sporze z Gazpromem o wymuszanie nadmiernych cen została podyktowana przez gazowego giganta i pozwoli Rosjanom ujść bez kary, choć kraje uzależnione od dostaw ich gazu poniosły miliardowe straty. „Działania, do jakich Komisja zamierza skłonić Gazprom, nie zostały przygotowane przez jej urzędników. Zostały one zaproponowane przez Gazprom, a Komisja po prostu wyraziła zgodę” – napisał Woźniak. Możliwość zaskarżenia ugody z Gazpromem zapowiedział już premier Litwy Saulius Skvernelis. Niewykluczone, że podobny krok wykona Polska i parę innych krajów. To tylko pokazuje, że ugoda KE z Gazpromem przypieczętowuje realny od dawna podział Europy na dwie grupy państw o przeciwstawnych interesach. Zwolnienie Gazpromu z kary za ewidentne nadużycia wobec niektórych członków UE wpisuje się w szerszy kontekst dogadywania się z Rosją przez największe kraje europejskie. Niedawne „pielgrzymki” kanclerz Niemiec i prezydenta Francji do Władimira Putina były jednoznacznym sygnałem, że w polityce bezpieczeństwa, także energetycznego, Polska i Europa Centralna nie mogą liczyć na solidarność tzw. starej Unii. Są powody do świętowania. Na Kremlu.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    20°C Wtorek
    wieczór
    19°C Środa
    noc
    17°C Środa
    rano
    19°C Środa
    dzień
    wiecej »