Kraj średnim miastem stoi

Deglomeracja – to może być wyzwanie na 100. rocznicę odzyskania niepodległości, a także główny motyw kampanii samorządowej.

Od dwóch lat w wystąpieniach rządzących powraca teza, że rozwojową szansą dla Polski może być zmiana strategii, polegającej dotąd wyłącznie na inwestowaniu w kilka metropolii. Opozycja też nie ma w tej sprawie radykalnie innego zdania, w programach wyborczych większości partii przeczytać można było o decentralizacji instytucji i przenoszeniu siedzib spółek publicznych poza stolicę. Dla małych i średnich miast na pewno byłaby to szansa na powstrzymanie ich stopniowej degradacji. Na razie jednak tylko grzmi, a ożywcza burza wciąż nie nadchodzi. Być może więc impulsem do zmiany klimatu wokół mniejszych ośrodków byłaby korekta administracyjnej mapy kraju. Wszystkie te wnioski pojawiają się w opublikowanym właśnie przez Klub Jagielloński raporcie „Polska średnich miast” autorstwa prof. Przemysława Śleszyńskiego. Klub od kilku lat konsekwentnie prowadzi kampanię deglomeracyjną.

Miasto idealne

Z decyzjami politycy się nie spieszą, choć ewidentnie jest dobry czas dla takich zmian. Mamy wręcz modę na polską prowincję. To słowo przestaje mieć kontekst jedynie negatywny. Powstają filmy, książki, strony dla fanów miast średniej wielkości, często leżących z dala od głównych szlaków komunikacyjnych. W końcu odkrywamy, co nas wyróżnia na tle innych państw. Polska (obok Niemiec i Włoch) to kraj o najwyższym w Europie stopniu policentryzmu. Żyjemy w rozproszeniu, w wielu miejscach i ośrodkach. Dotąd uznawano owo rozproszenie za rozwojowy problem, teraz dostrzegany jest ukryty potencjał. Na nim buduje się strategie zrównoważonego rozwoju.

Jednym z bestsellerów tego roku jest książka Filipa Springera „Miasto Archipelag”, reporterska wyprawa do zdegradowanych w XXI w. ośrodków. Wbrew oczekiwaniom autor nie odbywa jedynie podróży sentymentalnej do świata bez przyszłości. „To jest idealne miejsce do życia, miasto w ludzkiej skali, dobre do bycia z innymi” – słyszy od mieszkańców Zamościa (który został zaprojektowany właśnie jako „miasto idealne”). Okazuje się, że ludzie, także młodzi, cenią sobie swoje małe ojczyzny. I jeśli z nich wyjeżdżają, to z ciężkim sercem. Warto więc im pomóc, by nie musieli tego robić.

Nieprzypadkowo Zamość widnieje także na okładce raportu prof. Śleszyńskiego, bo to miasto symbol, uosabiające problem kilkudziesięciu jemu podobnych. W wypowiedziach „małomiasteczkowych”, zebranych przez Filipa Springera, przywiązanie łączy się nieodmiennie z poczuciem krzywdy. Raport Klubu Jagiellońskiego pokazuje, dlaczego jest ono uzasadnione.

Bogaci się bogacą, biedni biednieją

W XXI w. Polska pękła na dwie części. I nie chodzi tylko o linię wschód–zachód, regres dotknął także Pomorze Środkowe czy Śląsk. Zróżnicowanie tempa rozwoju uderzyło szczególnie w miasta, które straciły status wojewódzki, oraz w ośrodki znajdujące się na obrzeżach powołanych w 1999 r. regionów. Te „peryferia wewnętrzne” płacą cenę za dużą odległość od stolic województw będących silnikami rozwoju. Właśnie ich przyszłość jest najbardziej zagrożona z powodu depopulacji i obniżania się poziomu dochodów.

Autor raportu szacuje, że z aktualnych 12,6 mln mieszkańców miast powiatowych grodzkich w ciągu najbliższych trzech dekad ubędzie około 3 mln mieszkańców, a więc prawie jedna czwarta populacji. Znaczący ubytek, sięgający nawet połowy ludności, będzie dotyczył m.in. Bytomia, Świętochłowic, Zabrza czy Tarnowa. Mamy do czynienia z napędzaniem się procesu, który można nazwać efektem św. Mateusza: bogaci będą jeszcze bogatsi, a biedni zbiednieją. „Rosnące niedopasowanie miejsc pracy, zamieszkania i usług będzie prawdopodobnie najpoważniejszym czynnikiem, który może przyczynić się do poważnych zmian w strukturze społeczno-gospodarczej Polski. Oznacza to, że istnieje poważne ryzyko dalszej polaryzacji społeczno-gospodarczej kraju, związanej z »wypłukiwaniem« zasobów z regionów peryferyjnych” – czytamy w raporcie.

Deglomeracja

Czy ten proces można powstrzymać? Zdaniem Marcina Kędzierskiego, kierującego Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, nie tylko można, ale trzeba. Wymaga to aktywnej polityki deglomeracyjnej ze strony państwa. – Deglomeracja to nasze najważniejsze hasło na 100. rocznicę odzyskania niepodległości, a także na rok wyborów samorządowych. Chcemy przekonać polityków do podjęcia wyzwania, które może zmienić kraj. Oczywiście nie w perspektywie miesięcy, ale dekady już tak – mówi Kędzierski. Temu celowi ma też służyć publikacja raportu o średnich miastach właśnie teraz. Klub Jagielloński od dawna walczy o przenoszenie urzędów i siedzib spółek publicznych do mniejszych ośrodków. Na początku tego roku udało się w ustawie o Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorstw zapisać decyzję o lokalizacji biura rzecznika z uwzględnieniem potrzeby deglomeracji instytucji publicznych (padło na Nowy Sącz, miasto uchodzące za szczególnie przedsiębiorcze). Ale to raczej wyjątek niż reguła.

W lipcu 2015 r. na 77 przeanalizowanych przez Klub Jagielloński instytucji 75 mieściło się w Warszawie, z czego połowa w jednej, centralnej dzielnicy miasta, czyli Śródmieściu. Analiza nowych, powstałych po „dobrej zmianie” instytucji pokazuje, że czas działa, niestety, na niekorzyść idei policentrycznego rozwoju państwa. Piotr Trudnowski naliczył 14 instytucji publicznych powołanych na półmetku bieżącej kadencji parlamentu. – Wiele je różni, a co łączy? Głównie jedno: ich siedziby albo centrale mieszczą się w stolicy. W niektórych aktach prawnych powołujących je do istnienia wprost wskazano, że siedzibą jest Warszawa, w przypadku innych świadczą o tym po prostu adresy siedzib – zauważa ekspert Klubu Jagiellońskiego.

Powstrzymać exodus firm

Jeszcze poważniejsze konsekwencje ma exodus siedzib firm do stolicy. Mówimy o reindustrializacji, a jednocześnie cały czas trwa proces odwrotny. Miasta stojące na czele powiatów grodzkich w roku 1994 koncentrowały 11,6 proc. siedzib największych 500 spółek, w roku 2014 było to już tylko 7,6 proc. Największą utratę znaczenia zanotowały w efekcie tego miasta Wybrzeża (Świnoujście, Koszalin, Kołobrzeg, Słupsk) oraz Dolnego Śląska (głównie miasta sudeckie).

Wiadomo, jakie skutki ma likwidacja siedziby dużego przedsiębiorstwa dla niewielkiego miasta. Nie chodzi tylko o spadek wpływów podatkowych czy likwidację miejsc pracy. Zmniejsza się też zapotrzebowanie na usługi otoczenia biznesu. Zdaniem autora raportu to właśnie przenoszenie siedzib największych firm jest jedną z ważniejszych przyczyn pogłębiania się polaryzacji społeczno-gospodarczej kraju. Procesu tego nie da się odwrócić jedną decyzją administracyjną czy zmianą jakiejś ustawy. Polityka deglomeracyjna powinna być zsynchronizowanym w czasie pakietem różnych działań. Chodzi np. o zmniejszenie tzw. janosikowego w miastach określonej wielkości (50–150 tys. mieszkańców).

Średnie miasta lekko nie mają jeszcze z jednego powodu. Polska przecinana jest siecią autostrad, które je omijają. Nie kwestionując potrzeby takich inwestycji, nie wolno zapominać także o transporcie między mniejszymi ośrodkami, zwłaszcza gdy rośnie rzesza pracowników dojeżdżających do pracy. Rządowe programy mieszkaniowe (np. Mieszkanie+) powinny być też kierowane do określonych kategorii miast. To są narzędzia, które państwo ma w ręku i nie powinno się zawahać, by ich użyć – sugeruje omawiany raport.

Pożegnanie z powiatami?

Profesor Śleszyński zachęca też do odważnego myślenia o nowym podziale administracyjnym kraju, który byłby bardziej adekwatny do sytuacji, jaką mamy dziś. Problem niedopasowania do realiów społecznych, gospodarczych i demograficznych dotyczy zarówno regionów, jak i powiatów. W Polsce istnieje ok. 150 naturalnych centrów regionalnych. Tymczasem powiatów mamy 380 (w tym 314 ziemskich), a więc ponaddwukrotnie więcej. „Dlatego bardziej racjonalna byłaby sytuacja, w której naturalne regiony pokrywałyby się z powiatami, oczywiście w przypadku decyzji o ich utrzymaniu” – pisze autor. Jego zdaniem także liczba województw nie jest optymalna. „Bardziej zasadne byłoby zmniejszenie jej do 12–14 albo zwiększenie do 18–25. W pierwszym przypadku należałoby zlikwidować dwa z trzech województw: lubuskiego, opolskiego czy świętokrzyskiego. W drugim, stolicami województw mogłyby się stać Radom, Częstochowa i Bielsko-Biała oraz układy wielobiegunowe: Kalisz–Ostrów Wielkopolski–Konin, Koszalin–Słupsk–Kołobrzeg, Włocławek–Płock, Legnica–Lubin–Głogów, Ełk–Łomża (lub Ełk–Suwałki) i Tarnów–Nowy Sącz” – proponuje prof. Śleszyński.

Trzeba wybrać jedną z opcji: albo zwiększenie liczby województw przy likwidacji powiatów, albo zmniejszenie puli województw przy zwiększeniu wielkości powiatów i zredukowaniu ich liczby do 100–150. Autor stawia na ten pierwszy model jako bardziej efektywny z uwagi na mniejszą liczbę szczebli hierarchicznych. Oznaczałoby to pożegnanie z powiatami, za to awans administracyjny kilku miast mających potencjał rozwoju.

Kampania samorządowa zacznie się lada dzień. Warto, by przy tej okazji w debacie publicznej pojawiły się i takie koncepcje.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8
    9 10 11 12 13 14 15
    16 17 18 19 20 21 22
    23 24 25 26 27 28 29
    30 1 2 3 4 5 6
    17°C Czwartek
    rano
    26°C Czwartek
    dzień
    27°C Czwartek
    wieczór
    22°C Piątek
    noc
    wiecej »