Czy trafi mi się wierzące dziecko?

Jak wychowywać dzieci, by nie porzucały wiary, opowiada dr Piotr Wołochowicz.

Jakub Jałowiczor: Czy można sprawić, żeby dziecko było wierzące?

dr Piotr Wołochowicz: Nie można tego bezpośrednio spowodować, ale przez tworzenie właściwego środowiska wychowawczego możemy mieć na to wpływ.

W dzisiejszych czasach ten wpływ jest chyba dużo mniejszy niż 15–20 lat temu?

Z moją żoną, śp. Mariolą (od trzech lat jest już z Jezusem), zauważyliśmy ok. 10 lat temu, że wiele dzieci naszych rówieśników – przyjaciół z oazy czy innych wspólnot – wchodząc w wiek nastoletni lub dorosły, odchodzi od żywej wiary. Na pewien czas stało się to głównym tematem badań Misji Służby Rodzinie. Pytaliśmy: Boże, co się dzieje? Przecież to statystycznie nieprawdopodobne! Patrzyliśmy na historię naszej rodziny. Nasze dzieci, wszystkie już po trzydziestce, mają żywą wiarę. Gdzie może być do tego klucz? Efektem zgłębiania tematu jest książka „Wierzące dzieci”. Mamy kulturę postmodernizmu i postęp technologiczny, dotychczasowe mechanizmy przekazu wiary załamują się. Trzeba się za to zabrać inaczej. Jednak jest to możliwe.

Dlaczego dzieci odchodzą z Kościoła?

Rodzice mają coraz mniejszy wpływ na wychowanie w ogóle. Nieraz załamują się i rezygnują, przyjmują nie-Boże wzorce świata za normę. Myślą, że grzeczne dziecko się trafia albo nie. W ramach Misji Służby Rodzinie od lat prowadzimy spotkania dla matek, uświadamiając im, że istota nie jest w tym, jakie dzieci się „trafiają”, tylko w tym, jak są wychowywane. Gdyby nasze były od małego rozpuszczane, to też mielibyśmy totalne bezhołowie. W 2008 r. Benedykt XVI napisał w liście do diecezji rzymskiej, że w obecnym kryzysie wychowawczym błędnie winą obarcza się „nowe pokolenia, jak gdyby dzieci, które rodzą się dzisiaj, były inne od tych, które rodziły się w przeszłości”. Dzieci rodzą się takie same. Zawsze miały swoją wolę i zawsze próbowały przechwycić władzę w domu. Nasze też próbowały, ale zadaniem rodziców jest dobrze je wychować.

Szukasz sprawdzonych porad wychowawczych? Zajrzyj do e-booka "Gościa"

To, że dziecko odchodzi od Boga, widać zwykle, gdy ma ono kilkanaście lat. To wtedy zaczyna się problem, czy raczej ujawnia się coś, co zbierało się od dawna?

Mogło być tak, że np. małe dziecko było zmuszane do długich modlitw, niestrawnych dla niego na tym etapie. A może dopiero teraz nastąpił atak ze strony świata. Temat szerzej opisaliśmy w książce „Wierzące dzieci – reanimacja”. Opowiadamy tam prawdziwe historie nastolatków i wskazujemy typowe niebezpieczeństwa. Póki dziecko jest w domu, można je wychować w wierze, ale ono potem wchodzi w dorosłe życie. Chodzi o to, żeby je tak przygotować, by w konfrontacji z nim nie straciło wiary. Moja ukochana przeczytała kiedyś wywiady niemieckich socjologów z młodymi dorosłymi, którzy w liceum czy na studiach byli aktywni we wspólnotach, ale potem odpadli od wiary. Wspólnym mianownikiem był brak wystarczająco mocnej wiary zbudowanej w rodzinie. Jeden z tych młodych ludzi mówił, że pracował z kimś fascynującym się Dawkinsem i tamten go po prostu przekonał. Zabrakło więc przygotowania do rozumowej obrony wiary.

Jak więc przekazać dzieciom wiarę?

To zaczyna się od wychowania w ogóle. Po pierwsze, dziecko powinno widzieć, że rodzice się kochają, a nie tylko, że kochają je. Po drugie, konieczna jest jedność między rodzicami. Widziałem kiedyś rysunek, na którym chłopiec mówi: „Tata mi nie pozwolił, ale mama uchyliła decyzję w postępowaniu odwoławczym”. Po trzecie, należy wychowywać w równowadze miłości i dyscypliny. Jest pełna, bezwarunkowa miłość, ale to my, rodzice, rządzimy w domu. Mariola pasjonowała się postacią Jana III Sobieskiego. Kiedyś natrafiła na „Instrukcyję” jego ojca dla wychowawcy, który z Janem i jego bratem Markiem pojechał do Krakowa na tzw. studia (odpowiednik gimnazjum lub liceum). Ojciec wymienia tam 16 dziedzin życia i pisze opiekunowi, jak ma kształtować jego dzieci w każdej z nich. Wskazuje na przykład, że synowie mają w niedzielę „chodzić tam, gdzie by przednieysi kaznodzieje byli”. Temu ojcu zależało na tym, żeby synowie nie tylko „zaliczyli” Mszę, ale nakarmili się duchowo dobrym kazaniem. Ta „Instrukcyja” może być inspiracją dla dzisiejszych rodziców, by pomyśleli o konkretnym programie wychowawczym dla dzieci. Nie tylko, żeby syn się uczył, miał zawód i „trafił” na dobrą żonę.

To wystarczy?

W „Wierzących dzieciach” zaproponowaliśmy sześć czynników, według nas szczególnie ważnych. Po pierwsze, modlitwa za dzieci – wylewanie serca przed Bogiem. Nie tylko odmawianie modlitw, ale świadome rozmawianie z Nim o każdym dziecku. Po drugie, autentyczność życia chrześcijańskiego w rodzinie. Dzieci mamy do wiary pociągnąć własną pasją, a nie popychać: „Ty musisz”. Po trzecie, wieczorne czytanie. Wprowadziliśmy w rodzinie własną formułę tej czynności i widzieliśmy doskonałe efekty. Światło zgaszone, w korytarzu siada jedno z nas i czytamy historie misji, powieści chrześcijańskie, lektury szkolne. Gdy dzieci zasypiały, pracowały w nich treści, które słyszały. Widziałem raz u znajomych, bardzo oddanych Bogu ludzi, jak córka pytała: „Odrobiłam lekcje, czy mogę teraz obejrzeć serial, zanim pójdę spać?”. Co będzie w niej pracować, kiedy zaśnie? Ten serial. A trzeba, żeby pracowały Boże treści! Choćby klasyczna scena z „W pustyni i w puszczy”, kiedy Staś nie zaparł się wiary i nie poszedł na kompromis. Czytanie wieczorem to coś, czego nie można przecenić.

A pozostałe czynniki?

Czwarty punkt to życie atrakcyjne i radosne. Nie chodzi o to, żeby dziecko miało ciągłe rozrywki, ale o twórcze zabawy zamiast gier komputerowych. Myśmy budowali igloo, stawiali na balkonie basenik. Chłopczyk z sąsiedztwa bawił się z naszymi dziećmi i mówił: „Jak tu fajnie, też bym tak chciał”. Odpowiedziałem, że mają taki sam balkon i też mogą postawić basenik. Odpowiedział: „Mama się nie zgodziła, bo powiedziała, że podczas noszenia woda się rozleje”. Czy u nas się nie rozlewało? Oczywiście, że tak! Ale dzieci widziały, że robimy to dla nich, choć trzeba potem wycierać. Tamten dostał przekaz: nie jesteś dla mnie ważniejszy niż porządek w domu. Piąty punkt to umacnianie i wzrost, czyli m.in. zapewnienie dziecku kontaktu z rówieśnikami żyjącymi wiarą. Szósty – przebywanie z dziećmi. Bóg mówi o przekazywaniu Jego słowa: „Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił, przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu” (Pwt 6,7). A gdy mamy dzieciom wpajać, to musimy z nimi spędzać czas. Jedno ze sztandarowych haseł Misji Służby Rodzinie brzmi: „Mamo, zostań ze mną w domu, to najlepsze dla mego rozwoju”. Obecnie króluje mentalność wychowania społecznego: oddajmy dziecko „fachowcom”. Omówienie tych 6 czynników znajduje się w naszej książce „Skąd się biorą wierzące dzieci?”.

Czy posyłanie dziecka do żłobka lub przedszkola może utrudniać przekaz wiary?

Oczywiście, że tak. Dziecko jest wtedy pod wpływem innych osób – a Bóg dał rodziców, żeby kształtowali dzieci! Przedszkole może mieć sens, kiedy rodzic jest samotny albo kiedy w domu są tak duże problemy, że dziecko mimo wszystko liźnie tam trochę normalności. W kochającej się rodzinie miejsce mamy małych dzieci jest w domu (może być też tata). Chodzi o to, żeby nie oddawać dzieci do placówek wychowawczych. To nie jest popularna teza, ale głęboko uzasadniona. Nasze dzieci nigdy nie chodziły do przedszkola i widzimy wspaniałe tego owoce. Ceną było skromne życie z jednej pensji. Dzieci nie miały wielu rzeczy, które mieli rówieśnicy, ale miały mamę w domu.

Dzieci powinny mieć mamę. Z tym każdy się zgodzi. Z twierdzeniem, że lepiej nie posyłać ich do przedszkola – niekoniecznie.

Lista konsekwencji oddawania dzieci do placówek wychowawczych jest długa: wpływ ludzi innych niż rodzice, strata beztroskiego dzieciństwa (maluch musi wstawać, wychodzić z domu), zabrany czas przebywania z rodzicami, częstsze choroby, większe koszty prowadzenia domu. Matka idąca do pracy ma z tego powodu wydatki, nie ma też czasu na tańsze prowadzenie gospodarstwa domowego. To zabiera część jej pensji. Matka pracuje na dwa etaty i to jest bardzo złe. Zamiast „aktywizacji zawodowej kobiet” powinna być „aktywizacja macierzyńska matek małych dzieci”! Absurdem jest wydawanie 20 tys. zł za utworzenie miejsca w żłobku i dokładanie do niego co miesiąc 1 tys. zł. Nie lepiej dać z tego matce w domu chociaż połowę? Gdzie to konieczne – przedszkole tak. Ale to nieprawda, że z zasady ono daje coś dobrego. Do wychowania dzieci Bóg powołał rodzinę, a nie instytucję. To złe systemy polityczne kładły nacisk na wyrywanie dzieci rodzicom jak najszybciej.

Tych systemów już w Polsce nie ma.

Presja na kobiety, żeby szły do pracy i oddawały dzieci, jest olbrzymia. A prawie 40 lat temu, w „Familiaris consortio”, Jan Paweł II pisał, że trzeba przezwyciężyć mentalność, że „większy zaszczyt przynosi kobiecie praca poza domem niż praca w rodzinie”. Przez lata zła mentalność poszła jeszcze dalej. Zapomina się o tym, że nagroda za poświęcanie czasu małemu dziecku przychodzi po 20 latach – a pensję dostaje się od razu.

W społeczeństwie i Kościele widzi Pan instytucje, które pomagają rodzicom przekazywać wiarę?

Kościół może pomóc, przede wszystkim konsekwentnie głosząc Bożą prawdę. Umacniając rodziców w zrozumieniu tego, że to nie wierzący zwariowali i nie pasują do świata, tylko świat odszedł od Bożej normalności. W praktyce – żeby w parafiach były wspólnoty młodzieżowe, głoszono kerygmat, były kursy Nowe Życie czy Alpha. Są nowe, bardzo dobre wytyczne co do przygotowania do bierzmowania, oparte na prowadzeniu młodzieży do przyjęcia Jezusa jako Pana i Zbawiciela. Trzecia nasza książka to: „Wierzące dzieci 3. Ugruntowanie i rozwój”. Proponuję w niej 30 wskazówek, jak tworzyć środowisko wychowania do wiary.•

Piotr Wołochowicz

doktor teologii, współzałożyciel (z żoną Mariolą) fundacji Misja Służby Rodzinie, autor książek poświęconych rodzinie i wychowaniu dzieci.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
  • dzidka33
    10.01.2020 18:58
    Wiara jest łaską. Ja ten skarb otrzymałam mimo,że nie miałam wierzących rodziców. Bardzo staramy się z mężem przekazać nasze wartości dzieciom. Jednak jedno z nich już dorosłe nie chce przejąć ich jakby " z automatu". Widzę,że szuka ,ale na razie nie przyjmuje wiary jako swojej osobistej relacji,decyzji.Mówi,że tego nie czuje. Jest to dla mnie bardzo trudne.Staraliśmy się i wciąż staramy własnym świadectwem, modlitwą. Trzymają mnie słowa znajomego księdza,że dostał bazę i zawsze będzie wiedział gdzie wrócić. Niemniej na prawdę nikomu nie życzę takiego cierpienia rodzica i troszkę czasem zazdroszczę jeśli u kogoś tak bezproblemowo poszło...
  • Henryk
    09.02.2020 09:32
    Wszyscy ludzie mający cel w życiu są wierzący. Nikt nie ma wiedzy na temat źródła i przyczyny powstania świata materialnego. Wszyscy mogą jedynie w to wierzyć. Przy tej okazji trzeba zauważyć, jak kłamliwie materialistów nazywa się "niewierzącymi" i "ateistami". Materializm jest religią wyrastającą z wiary w samoistne i bezprzyczynowe powstanie świata materialnego, bo religia jest światopoglądem, którego podstawą jest wiara w przyczynę i źródło powstania świata materialnego. Religia określa jej wyznawcy cel życia. Dla materialisty celem życia jest maksymalne używanie świata, bo materialiści wierzą, że oprócz świata materialnego, nie ma innego. Materialiści nie są też ateistami, bo dla nich bóstwem jest materia, ponieważ przypisują jej bycie absolutem, bo samoistnie powstała. Nie da się ewangelizować, posługując się nieprawdą, a więc na początku każdej ewangelizacji, musi być prawda o religii w ogóle i o poszczególnych religiach.
  • Kopyrda
    09.02.2020 17:35
    Ale dlaczego w domu z dziecmi powinna zostac matka, a nie ojciec?
  • Anonim (konto usunięte)
    10.02.2020 07:25
    Punkt pierwszy wychowania w wierze to oboje rodzice wierzący. Punkt drugi, to oboje rodzice żyjący zawsze zgodnie z wiarą. Dziecko odkrywszy, że rodzice jedna czynią, a drugie mówią odejdzie od wiary uznając ją za coś niewiarygodnego. I nie pisze tutaj o jakiś wielkich rzeczach, ale takie małe kłamstewka, takie drobne uchybienia (choćby obgadywanie, drobne oszustewka, małe przekręciki) prowadzą od odrzucenia przez dziecko tego, w co kiedyś wierzyło. Bo dziecięca wiara jest prosta i bezkompromisowa. Bez całej tej późniejszej intelektualnej papki zwanej usprawiedliwianiem się.
    A i przy okazji - nie ma wiary martwej, więc nie ma i żywej. Jest albo wiara, albo niewiara.
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
1 2 3 4 5 6 7
7°C Wtorek
rano
8°C Wtorek
dzień
9°C Wtorek
wieczór
9°C Środa
noc
wiecej »