Szkoła terenem misyjnym?

To w szkole Kościół katolicki w Polsce w wyjątkowo szeroki sposób ma styczność z dziećmi i młodzieżą. Nigdzie więcej nie ma aż takich możliwości.

Zwiedzałem niedawno muzeum we Wrześni, które znajduje się dokładnie w tym miejscu, gdzie ponad wiek temu grupa uczniów, wspierana przez rodziców, protestowała przeciwko nauczaniu ich po niemiecku. Protestowali przeciw nauczaniu ich po niemiecku nie rachunków i przyrody, lecz religii. To modlitwę i katechezę chcieli mieć w szkole po polsku. Dlaczego? Wydaje mi się, że odpowiedź jest prosta. Nie traktowali lekcji religii jak wszystkich innych przedmiotów. Była dla nich nie tylko zdobywaniem wiedzy z kolejnego przedmiotu, ale formacją. Dlatego chcieli przekazu w tym, co dziś wzniośle nazywa się „językiem serca”.

„Przewodnik Katolicki” zamieścił ostatnio coś w rodzaju raportu na temat duszpasterstwa polskiej młodzieży. „Pomysł biskupów na młodzież” – to tytuł publikacji młodej dziennikarki. Jeden z internautów stwierdził, że czytał ten artykuł więcej niż raz i nie znalazł w nim żadnego pomysłu biskupów...

Nie tylko mnie zastanowiło, że w całym tekście nie ma ani słowa o katechezie w szkole. Nie rozumiem, dlaczego. Co prawda nie uczę, bo katecheta ze mnie od zawsze był żaden, ale wydaje mi się, iż właśnie obecność księży i katechetów jest tym punktem odbicia, od którego powinno zaczynać się duszpasterstwo młodych Polaków. To w szkole Kościół katolicki w Polsce w wyjątkowo szeroki sposób ma styczność z dziećmi i młodzieżą. Nigdzie więcej nie ma aż takich możliwości. Nie jest przecież tajemnicą, że spora część młodych, którzy chodzą w szkole na religię, w świątyni nie gości zbyt często. Nie mówiąc już o rozmaitych grupach, ruchach itp. Dlatego wydaje mi się, iż nazwanie polskiej szkoły terenem misyjnym dla Kościoła nie jest sformułowaniem na wyrost. Podobnie, jak nie jest nadużyciem pogląd, który zdarzyło mi się usłyszeć kilka razy w ostatnich latach, wygłaszany raczej po cichu i z nerwowymi zerkaniami na boki, że dzisiaj duszpasterstwo dzieci i młodzieży należy uprawiać nie tylko w kościele i w salkach, ale przede wszystkim w szkole.

Wiem, że wygłaszanie takich tez w chwili, gdy znów pojawiają się głosy atakujące religię w szkole, wygląda na dolewanie oliwy do ognia. Ale to pozory. Po dwudziestu latach obecności katechezy w polskich szkołach powiedzenie pewnych rzeczy głośno nie powinno być niczym nadzwyczajnym.

Abp Damian Zimoń przypomniał niedawno, że przed wojną w szkole były cztery godziny religii w tygodniu. Dwa razy więcej niż dzisiaj! A z opowieści starszego pokolenia wiem, że kiedyś w szkołach księża nazywani byli prefektami i wypełniali coś więcej niż tylko funkcję przekazywania wiedzy katechizmowej. „Prefekt był w szkole jakby kapelanem, duszpasterzem, który nie ograniczał się tylko do lekcji religii, ale był tam obecny stale, organizował życie duchowe uczniów i nauczycieli” – tłumaczyła mi starsza kobieta. Wciąż brzmią mi w uszach opowieści mojej Mamy o tym, jak to jeździła na wycieczki szkolne organizowane przez swego katechetę i jak bardzo formował on jej wiarę nie tylko w szkolnej sali, ale także poza nią.

Jeżeli religia w szkole miałaby się ograniczać tylko do przekazu wiedzy, może się okazać, że ktoś podważy nie tylko potrzebę obecności w murach szkolnych księży, ale również sens posiadania przez katechetów misji od biskupa. Zapewne nie wszystkim się to będzie podobać, ale myślę, iż szkoła w Polsce powinna być dla Kościoła zwyczajnym miejscem duszpasterstwa i terenem misyjnym. I nie sądzę, aby w jakikolwiek sposób naruszało to bezstronność państwa w kwestiach wyznaniowych. Przecież już dawno św. Paweł mówił o nastawaniu w porę i nie w porę…
 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
33°C Czwartek
dzień
34°C Czwartek
wieczór
27°C Piątek
noc
24°C Piątek
rano
wiecej »