Wybierzmy drogę ewolucji

O pakiecie Fit for 55 oraz możliwościach transformacji polskiej energetyki i transportu mówi prof. Maciej Chorowski, prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Maciej Kalbarczyk: Jakie są realne szanse na wprowadzenie w Polsce założeń pakietu przygotowanego przez Komisję Europejską?

Prof. Maciej Chorowski: Na początku warto podkreślić, że sam kierunek zmian, który wytyczono w tym dokumencie, jest zgodny z naszymi strategicznymi decyzjami. W „Polityce energetycznej Polski do 2040 r.” wyrażono przecież potrzebę stopniowego zmniejszania obecności węgla w miksie energetycznym. Problem polega jednak na tym, że Komisja Europejska zawiesiła poprzeczkę zbyt wysoko. W naszym kraju zredukowanie emisji gazów cieplarnianych o 55 proc. w ciągu niespełna dekady jest technicznie niewykonalne. Polski przemysł spełnił już wymogi zawarte w Konkluzjach BAT (ang. Best Available Techniques). Na poziomie instalacji przemysłowych nie jesteśmy już zatem w stanie dokonać redukcji zużycia energii. Jedynym rozwiązaniem byłaby likwidacja części zakładów. Jeśli chodzi natomiast o tzw. energetykę zawodową, czyli elektrownie, elektrociepłownie i sieci przesyłowe bazujące głównie na węglu, to nie da się radykalnie ograniczyć emisji przy zachowaniu akceptowalnej dla klienta ceny. Uważam, że Unia Europejska wyszła z błędnego założenia, dążąc do realizacji planów klimatycznych na poziomie poszczególnych państw, a nie całej Wspólnoty. Decydenci nie biorą pod uwagę jej wewnętrznego zróżnicowania.

Ten pakiet powinien trafić do kosza?

Niekoniecznie i nie w całości. Myślę, że ostatecznie musi zostać mocno zmodyfikowany, nie tylko pod wpływem działań Polski. Duże kontrowersje w innych krajach budzi m.in. pomysł rozciągnięcia Europejskiego Systemu Handlu Emisjami (EU ETS) na kolejne branże oraz rezygnacja z produkcji samochodów z silnikami spalinowymi do 2035 r. Drugi z wymienionych zapisów uderzyłby szczególnie we Francję. To ciekawy przykład: w tym kraju aż 80 proc. energii pozyskuje się w elektrowniach jądrowych, ale jednocześnie pozostaje on mocno uzależniony od silników diesla, które uznano za najbardziej przyjazne środowisku kilka dekad temu i stworzono zachęty do ich rozpowszechnienia. Skoro tak duże państwo sprzeciwia się niektórym rozwiązaniom proponowanym przez KE, istnieje szansa na rezygnację z najbardziej radykalnych zapisów. To byłoby dla nas korzystne. Uważam, że wybierając drogę ewolucji, możemy efektywniej zreformować naszą energetykę. Nie powinniśmy ulegać presji unijnych instytucji, tylko umiejętnie walczyć o kompromis.

Skupmy się na realnych możliwościach transformacji. Z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że tylko 12,2 proc. zużytej energii w naszym kraju pochodzi z odnawialnych źródeł (OZE). Stać nas na więcej?

Ilość zainstalowanej mocy OZE szybko rośnie, ale to nie przekłada się na satysfakcjonujący nas wzrost ilości pozyskiwanej w ten sposób energii. Problem stanowi dyspozycyjność tego typu instalacji. W polskich warunkach panele fotowoltaiczne mogą pracować tylko ok. 1000 godzin w roku. Pomimo przeszkód fenomenem okazała się jednak fotowoltaika prosumencka. W ramach programu „Mój prąd” już ok. 0,5 mln osób zainstalowało mikroelektrownie, co przekłada się na prawie 3 GW mocy, czyli ponad połowę mocy elektrowni w Bełchatowie. Jeśli chodzi o ilość wytwarzanej energii, te mikroelektrownie produkują jednak zaledwie 10 proc. tego, co wspomniana elektrownia. Pewne nadzieje można wiązać z wiatrakami morskimi. Gdy zostaną już wybudowane, będą mogły pracować ok. 5000 godzin w roku. Trzeba jednak podkreślić, że odnawialne źródła energii i tak nie zastąpią nam węgla, bo są za mało stabilne.

Jak wobec powyższego powinien przebiegać proces transformacji?

Jego pierwszy etap został już zrealizowany: udało nam się doprowadzić do skokowego wzrostu OZE w systemie elektroenergetycznym. Obecnie jesteśmy na granicy możliwości absorpcji większej liczby takich źródeł. Dlatego kolejnym krokiem powinna być stabilizacja systemu przy pomocy gazu. Ten proces powinien zostać połączony z reformą ciepłownictwa: musimy zrezygnować ze spalania węgla i przejść na systemy gazowe. Jednocześnie w naszym kraju powinny powstać elektrownie jądrowe. Wtedy dojdzie do spadku emisji CO2 i spełnimy wymagania zawarte w pakiecie klimatycznym. Nie zdążymy jednak tego zrobić w terminach narzuconych przez KE. Samo wybudowanie elektrowni jądrowych zajmie nam kilkanaście lat.

Do tej pory państwo nie potrafiło rozpocząć budowy elektrowni jądrowych. Czy uda się przełamać ten impas?

Mam nadzieję, że tak. W latach osiemdziesiątych byliśmy już bardzo blisko realizacji takiej inwestycji. Do budowy elektrowni w Żarnowcu zaangażowano najlepszych inżynierów, a polskie zakłady, posiadające odpowiednie certyfikaty, rozpoczynały już produkcję generatorów i turbin. Byliśmy w stanie samodzielnie przygotować prawie całą infrastrukturę, poza samym reaktorem. Niestety, rząd Tadeusza Mazowieckiego wycofał się z tego projektu. W ten sposób zmarnowano ogromne środki finansowe. Wówczas zaczęło panować przekonanie, że nie jesteśmy w stanie zrealizować żadnej dużej inwestycji. Obawiano się porażki, dlatego kolejne próby budowy elektrowni były dość nieśmiałe. Brakowało także konsensusu co do tego, że taka instalacja jest nam w ogóle potrzebna. Dzisiaj już chyba nikt nie ma takich wątpliwości.

Jaką technologię wykorzystamy przy budowie elektrowni jądrowych?

Niektórzy twierdzą, że powinniśmy sięgnąć po najnowocześniejsze, ale wciąż niezweryfikowane rozwiązania, czyli małe reaktory modułowe SMR lub nawet reaktory termojądrowe, jak tokamaki ITER, czy reaktory wykorzystujące lasery dużych mocy. Nie brakuje jednak głosów, że lepiej byłoby pozostać przy sprawdzonych reaktorach AP 1000 lub EPR. Pierwsze z nich są wykorzystywane przy budowie dużych elektrowni w USA, a drugie m.in. we Francji, Finlandii i Wielkiej Brytanii. Polski rząd skłania się do wyboru drugiego z wymienionych wariantów, czyli budowy dużych reaktorów przy wykorzystaniu sprawdzonych technologii. W dotychczasowych planach uwzględniono dwie elektrownie jądrowe, wyposażone w sześć reaktorów o łącznej mocy od 6 do 9,6 GWe. Ich udział w docelowym miksie energetycznym wyniesie ok. 25 proc. To dobra decyzja. Moim zdaniem poważnym błędem byłoby jednak oddanie całych placów budowy w ręce zachodnich firm. Powinniśmy dążyć do tego, aby to polskie przedsiębiorstwa, w miarę swoich możliwości, zaangażowały się w tę inwestycję. Energetyka jądrowa narzuca bardzo rygorystyczne wymagania i przyczynia się do podniesienia kultury technicznej wszystkich branż, które ją współtworzą. Budowa dużych bloków jądrowych, które wymagają wykonania wielu skomplikowanych prac montażowych, silniej wpłynie na wzrost konkurencyjności polskiego przemysłu niż montaż wytwarzanych prawie całkowicie w zewnętrznych fabrykach małych, modułowych reaktorów.

Wiemy, że jedna elektrownia zostanie wybudowana nad morzem. A co z drugą?

Moim zdaniem powinna powstać w okolicy jednej z elektrowni węglowych, które zostaną zamknięte. Dzięki temu zabiegowi możliwe byłoby wykorzystanie dotychczasowej infrastruktury przesyłowej.

Wyzwanie dla naszej gospodarki stanowią także zmiany w transporcie. Czy wodór zastąpi paliwa kopalne?

Myślę, że w ciągu najbliższych kilku dekad dojdzie do wodoryzacji transportu i pewnych gałęzi gospodarki. Nie wchodząc w szczegóły techniczne, to byłby najlepszy sposób na zagospodarowanie nadwyżek energii pochodzących ze źródeł odnawialnych. Obecnie pewną przeszkodą w tym procesie mogą być rurociągi, które umożliwiają przesyłanie gazu ziemnego, a nie są przystosowane do wodoru. Podejrzewam, że na ulicach szybko pojawią się autobusy zasilane wodorem, ale trudno stwierdzić, jak będzie wyglądać sytuacja z samochodami. Przygotowanie infrastruktury dla komunikacji zbiorowej, poruszającej się w obrębie jednego miasta, jest łatwiejsze niż budowa gęstej sieci stacji w całym kraju.

Rząd zapowiedział utworzenie tzw. dolin wodorowych. To dobry pomysł?

Tak. To miejsca, w których będą mogły ze sobą współpracować m.in. firmy wytwarzające zbiorniki do wodoru oraz te produkujące stacje tankowania. Doliny pozwolą na rozwój technologii wodorowych w poszczególnych regionach kraju. Wiemy, że pierwsza z nich powstanie na Podkarpaciu. Moim zdaniem warto byłoby podjąć działania także na Pomorzu. Wodór świetnie sprawdza się bowiem w napędzie statków morskich. Podsumowując ten wątek, warto podkreślić, że wodoryzacja gospodarki pozwoli Polsce na komercjalizację własnych rozwiązań, jak np. ogniwa paliwowe i elektrolizery. To także okazja do wykorzystania swoistej renty niedorozwoju polegającej na braku istotnych kosztów, które zostały poniesione w przeszłości na zanikające obecnie technologie.

Jak wyobraża Pan sobie Polskę za kilkadziesiąt lat?

Gdy chodziłem do szkoły, wspólnie z kolegami zastanawialiśmy się, jak zmieni się świat po wylądowaniu człowieka na Księżycu. Nie brakowało osób, które roztaczały wizję skolonizowania tego miejsca. Ten scenariusz, rodem z powieści fantastycznonaukowych, nie spełnił się. Z kolei w latach siedemdziesiątych Klub Rzymski przygotował analizy, z których wynikało, że pod koniec XX w. na świecie zabraknie ropy. Tymczasem nadal mamy jej pod dostatkiem. Jak widać, prognozy są zwykle mało trafne, zwłaszcza jeśli ich punktem wyjścia są zbyt życzeniowe założenia. Jeżeli miałbym jednak przewidywać, to myślę, że za dwadzieścia lat elektrownie jądrowe będą gwarantem bezpieczeństwa energetycznego Polski, a dzięki rozbudowanej infrastrukturze ładowania i tankowania wodorem będziemy mogli jeździć nowoczesnymi, bezemisyjnymi samochodami, które będą jednak cały czas współistnieć z pojazdami spalinowymi. Chyba że ktoś w imię troski o klimat ograniczy nam możliwość przemieszczania się na dłuższe dystanse, a jako rekompensatę zagwarantuje praktycznie nieograniczony dostęp do rzeczywistości wirtualnej. To jedno z wielu zagrożeń, które niosą ze sobą utopijne, jakobińskie projekty. W pewnych aspektach do takich można niestety zaliczyć część pomysłów zawartych w pakiecie Fit for 55. Powinniśmy go potraktować jako punkt wyjścia do negocjacji.•

prof. Maciej Chorowski

inżynier, profesor nauk technicznych, nauczyciel akademicki Politechniki Wrocławskiej. W latach 2016–2019 dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Od 2020 r. prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6
15°C Czwartek
noc
13°C Czwartek
rano
15°C Czwartek
dzień
15°C Czwartek
wieczór
wiecej »