Córka dwóch matek

Przez ponad dwa miesiące siedziała w trzech białoruskich więzieniach za… przeprowadzenie lekcji o żołnierzach wyklętych. W dusznej i wilgotnej celi przedmiotami na wagę złota okazały się Biblia oraz modlitewnik do św. Rity.

Białoruskie przepisy prawne zawierają coraz więcej absurdów. Anna Paniszewa trafiła do więziennej celi, ponieważ, jak podała prokuratura w Brześciu, popełniła „przestępstwo przeciwko ludzkości i pokojowi”. Zorganizowała bowiem imprezę gloryfikującą nazizm oraz rozpalającą waśnie na tle narodowościowym, religijnym i rasowym. O co chodzi? O lekcję historii na temat żołnierzy podziemia niepodległościowego. Ludzi, którzy właśnie z nazizmem walczyli – gen. Nila, rtm. Pileckiego, sanitariuszki Inki, czy mjr. Łupaszki. A kto tę lekcję przygotował? Polka, której rodzinna wieś została spacyfikowana przez nazistów.

Wróg został wybrany

Anna Paniszewa nie jest osobą anonimową. To znana działaczka, która od lat kultywuje i propaguje polską kulturę i historię w Brześciu. Założycielka Klubu Inteligencji Katolickiej w Brześciu i Polskiej Harcerskiej Szkoły Społecznej im. R. Traugutta. W latach 2004–2013 członek Związku Polaków na Białorusi. Od kilku lat z okazji obchodzonego w Polsce Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych organizowała lekcje w polskiej szkole o żołnierzach podziemia antykomunistycznego. Dotychczas bez większych problemów, aż do roku 2021. Kiedy po 1 marca wracała z delegacji z Polski, została aresztowana na granicy i osadzona w więzieniu. – Ta brutalna reakcja wobec mnie i założonej przeze mnie szkoły udowodniła, jak władze białoruskie podchodzą do tematu żołnierzy wyklętych. Po ostatnich wyborach na Białorusi nie tylko zmienił się klimat, ale władze zaczęły poszukiwać wroga wewnętrznego oraz historycznego. Została nim Armia Krajowa, a co za tym idzie, także żołnierze wyklęci – mówi „Gościowi” Anna Paniszewa.

Polski paszport ma od 2014 roku. Przez lata współpracowała z polskimi instytucjami kultury. Ukończyła studia podyplomowe z historii oraz języka polskiego na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Aktywna w życiu społecznym. Przez prawie 10 lat koordynowała Lubelski Jarmark Jagielloński na Białorusi. Przetłumaczyła na język białoruski 50 wierszy Marii Konopnickiej o tematyce kościuszkowskiej we współpracy z Polską Fundacją Kościuszkowską w Warszawie. Napisała wiele artykułów na temat wybitnych polskich postaci. Reżim Łukaszenki postanowił brutalnie ukrócić jej niewygodną działalność pod pretekstem podżegania do różnych konfliktów.

– Przed laty zapragnęłam szerzyć dumną polską historię w otoczeniu, gdzie komunizm skutecznie poprzez propagandę oszukuje ludzi. Moje miejsca pracy to dom, kościół, szkoła, cmentarz, a celem w Brześciu była odbudowa polskiej kultury, polskiego języka oraz polskiej samoświadomości u ludzi pochodzenia polskiego. Przekazywałam im to wszystko, co u mnie zostało bezprawnie skradzione przez reżim komunistyczny, a co odzyskuję każdego dnia – opowiada A. Paniszewa.

Terror XXI wieku

Pobyt w więzieniu stał się momentem przełomowym. Wcześniej Anna była szczęśliwą działaczką. Pracowała z pasją i zgodnie z prawem. Aż do momentu aresztowania. – Przez pierwszy miesiąc zniewolenia bez przerwy płakałam. Czułam się bezradna i zdezorientowana, gdyż nikt mnie nie słuchał, a ja wszystkie zarzuty negowałam. Nie potrafiłam bez łez odpowiadać na ich absurdalne pytania – oświadcza. Stosowano wobec niej psychologiczne i fizyczne tortury. Strażnicy popchnęli ją, a kiedy upadła, ciągnęli za kajdanki do pokoju przesłuchań. Wulgarne odzywki, obrażanie i zastraszanie były na porządku dziennym. – Jestem inwalidką od dzieciństwa, mam ograniczenie ruchu w stawach. Nikogo to nie interesowało. Pracownicy medycznej części zakładu karnego traktowali mnie jak przestępcę. Pytali z ironią: „Czy Pani przyjechała do więzienia, żeby się leczyć?” – wspomina Polka.

Źle znosiła noce i dnie w dusznych i wilgotnych pomieszczeniach przepełnionych dymem z papierosów. Pojawiły się kaszel, ból nerek, które powodowały bezsenność. Do tego uszkodzony kręgosłup i nadgarstek. Po czasie, po przeanalizowaniu Kodeksu karnego i Kodeksu postępowania karnego, zaczęła sprawdzać, punkt po punkcie, dokumenty dotyczące swojej sprawy. Zrozumiała, że wszystkie oskarżenia wobec niej zostały wymyślone, sfałszowane w celu zemsty na Polakach. Poszukiwano sposobów na przestraszenie jej oraz pretekstu, by stosować terror. Zaczęła pisać skargi, odwoływała się. Upominały się o nią również różne organizacje w Polsce i na Białorusi.

Ratunek w psalmach

W celi współwięźniarkom śpiewała pieśni patriotyczne: hymn Polski, „Rotę” czy „O mój rozmarynie”. Zaczęła także częściej czytać Biblię i modlić się – wtedy poczuła pokój w sercu, który pomagał jej utrzymywać dobrą kondycję psychiczną. Szczególny wpływ miała na nią Księga Psalmów. Za kratami przepisała ich prawie 40. – W ten sposób odnawiałam swoją Bożą tożsamość i leczyłam swoją duszę. Przepisując psalmy, przestałam posługiwać się tym wszechobecnym strasznym językiem władzy. Biblia wprowadzała do mojego serca inne postrzeganie świata i wypierała zło – mówi Anna.

Miała też ze sobą modlitewnik do św. Rity, który otrzymała od siostry razem z paczką żywnościową. Tuż po jego otwarciu na drugiej stronie napisała ręcznie tekst Mazurka Dąbrowskiego, żeby nigdy go nie zapomnieć, nie przeinaczyć słów. Współwięźniarki polityczne w Mińsku poprosiły ją kiedyś o zaśpiewanie pieśni „Mahutny Boža”, uważanej za nieoficjalny hymn religijny białoruskiego ruchu narodowego. – Zaśpiewałam, doprowadzając siebie i innych do wzruszenia, ale potem już po wyjściu z więzienia zauważyłam, że nieświadomie zmieniłam nieco tekst, choć sens oczywiście pozostał ten sam. Dlatego warto regularnie zaglądać do źródła. Stąd hymn Polski w modlitewniku – pokazuje mi 56-latka.

Rita – siostra w niedoli

Święta Rita bardzo mocno towarzyszyła Annie w najtrudniejszym momencie życia. 22 maja, w dniu jej wspomnienia w Kościele, Polka modliła się za jej wstawiennictwem o szybkie wyjście na wolność. – Przeczytałem wtedy wszystkie 150 stron modlitewnika. Później rozmawiałam z nią w myślach i prosiłam, by dała mi znaki, że moja modlitwa zostanie wysłuchana. Nagle, siedząc na swojej pryczy więziennej, podniosłam głowę i w oknie zobaczyłam bezchmurne niebo, a na nim samolot, który leciał, ale nie zostawiał za sobą białego śladu. Wpatrywałam się w niego długo. W końcu wzięłam głęboki oddech i poczułam, że to znak, ponieważ przyszła taka wewnętrzna ulga. Po chwili zamknęłam powieki i ujrzałam w ciemności silne białe światło. Wówczas uśmiechnęłam się, bo byłam pewna, że niedługo wyjdę. Trzy dni później cela otworzyła się, wszedł konwojent i stwierdził: „Anna Paniszewa. Proszę zabrać swoje rzeczy. Idziemy” – mówi ze wzruszeniem Polka.

Niedawno zainicjowała modlitwę przez wstawiennictwo św. Rity wśród wszystkich ludzi dobrej woli, a szczególnie rodzin polskich na Białorusi, o uwolnienie z więzienia liderów polskiej mniejszości, także wszystkich tych, którzy są więźniami politycznymi. Codziennie o 19.00 czasu polskiego, a o 20.00 czasu białoruskiego. Anna wie, że modlitwa ma wielką moc. Wiara nie pozwoliła jej dać się złamać. – Choć przez pierwszy miesiąc w więzieniu byłam rzeczywiście przygnębiona, miałam kryzys wiary, pytałam Pana Boga, dlaczego na to pozwala. On jednak przyszedł mi z pomocą – uważa. Religijność zaszczepiła jej babcia Adela Norowicz, która wychowywała ją i rodzeństwo, kiedy rodzice pracowali. Nauczyła dzieci odmawiać pacierz po polsku. Była prostą, niewykształconą kobietą, ale miała gołębie serce.

Przyszłość biało-czerwona

Los Anny pokazuje, że władza białoruska coraz śmielej uderza w polskość. Co Polacy mieszkający w reżimowym państwie Łukaszenki powinni zrobić? – Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Moim zadaniem nie jest wydawanie poleceń polskim rodzinom. Jestem tylko historykiem, który może czegoś nauczyć, ale nie będzie sugerował czy decydował za kogoś. Polacy na obczyźnie zawsze muszą się dostosować do miejscowego prawa. Ja działałam przez lata legalnie, dlatego uwięzienie mnie to gwałt białoruskiego państwa. Na szczęście w tym przypadku pomogło wsparcie różnych organizacji oraz stowarzyszeń, które ubiegały się o moje zwolnienie. Teraz chcę dalej działać, być blisko rodziny, która mieszka w Warszawie, i cieszyć się życiem – opisuje działaczka społeczna i oświatowa.

Nie planuje wracać na Białoruś. Zostaje w Polsce. – Wydostałam się zza krat dzięki interwencji polskich władz. Chcę w Polsce zostać i pracować dla niej – przyznaje kobieta, która ciągle odzyskuje swoje korzenie, szuka swojej tożsamości, odradza swoją polskość. Polska jest jej ukochaną ojczyzną, ale Białoruś także. – Mam dwie matki. Jedna mnie odrzuciła. Ja natomiast nigdy jej nie odrzucę. Na Białorusi się urodziłam i tam mam groby swoich bliskich – puentuje. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6
13°C Środa
rano
17°C Środa
dzień
18°C Środa
wieczór
15°C Czwartek
noc
wiecej »